Gdyby Stanisław Bareja dzisiaj żył, mógłby zrobić z „Misia” tyle odcinków, ile ma „Moda na sukces”. Wiele z nich mogłoby się rozgrywać w Sejmie. W Sejmie, do którego – o niespodzianko – na poniedziałkowe jawne posiedzenie komisji skarbu i energii dziennikarzy nie wpuszczono.
Legitymacja dziennikarska przy ulicy Wiejskiej od połowy grudnia działa jak płachta na byka, więc poprosiłam o podpowiedź, jak się dostać na obrady. Dwóch posłów zaproponowało, że wpisze mnie na listę swoich gości, co biorąc pod uwagę, że chodziło o dziennikarza, samo w sobie było absurdalne. Zaproszenia nie pomogły – nie weszłam. Podobnie jak inni dziennikarze branżowi niemający stałej przepustki; komisja dotyczyła górnictwa, którym nie zajmują się koledzy z tego typu wejściówkami. Nie pomogła obecność posła w biurze przepustek. – Nie wydajemy – usłyszałam.
Problem z wejściem mieli też związkowcy, a nawet asystent jednego z posłów (choć oni akurat te przeszkody ostatecznie pokonali). Ja usłyszałam podczas jednej z interwencyjnych rozmów telefonicznych, że „dziennikarzy tu nie chcemy”. Obejrzałam więc transmisję obrad w domu poselskim. Tym razem działała bez problemu. Tym razem żaden z mówców nie wyłączał mikrofonu, bo chciał coś powiedzieć „na offie”. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce podczas zespołu parlamentarnego do spraw górnictwa. Dziennikarze na sali mogli usłyszeć, co mówi wiceminister energii, ale ci oglądający transmisję powinni się chyba nauczyć czytania z ruchu warg.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.