Autopromocja

Świrski: Polsko-amerykański spór energetyczny

panele solarne, słoneczne, fotowoltaika
Spór dotyczący zielonych certyfikatów, czyli systemów wsparcia odnawialnych źródeł energii (OZE), i nie jest niczym nowym. ShutterStock
6 lipca 2017

Prof. Świrski: W pokera można także przegrać. To się zdarza

3011102-prof.jpg
Prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetycznych Politechniki Warszawskiej

Spór dotyczący zielonych certyfikatów, czyli systemów wsparcia odnawialnych źródeł energii (OZE), i nie jest niczym nowym. Ale informacja wypuszczona przez Invenergy tuż przed wizytą prezydenta jest rodzajem PR-owego nacisku na polski rząd i pośrednio na kontrolowane przez Skarb Państwa spółki. Tak naprawdę nie jest to prawnicze pismo, ale raczej komunikat amerykańskiej spółki mający wzmocnić jej strategię negocjacyjną. Podstawowym problemem energetyki odnawialnej jest sztuczny system wspomagania inwestycji, który potrafi być zmienny. Z jednej strony koncern energetyczny w latach 2009–2010 był zobowiązany do gromadzenia zielonych certyfikatów, czyli świadectw pochodzenia czystej energii. Z drugiej strony producenci zielonej energii (farmy wiatrowe) upatrywali w certyfikatach wysokiej stopy zwrotu. Reguły są płynne, rynek niepewny, więc wszyscy próbowali minimalizować ryzyko. Z polskiej strony długoterminowe kontrakty zakupowe na certyfikaty podpisała PE-PKH, spółka celowa Tauronu. Ze strony amerykańskiej – nie Invenergy, a jego spółki celowe (polskie spółki inwestujące w farmy wiatrowe). Kontrakty na zakup zielonych certyfikatów na 15 lat podpisywano, gdy cena była wysoka (ponad 200 zł za 1 MWh). Ale od 2012 r. nowe regulacje wywróciły polski rynek OZE do góry nogami i cena spadła. Aż do ok. 20 zł obecnie. W momencie spadku cen certyfikatów sprzedający (w tym wiatrowe spółki z udziałami Invenergy) oczekiwali wysokich cen ze starego systemu, a kupujący, czyli PE-PKH, zmiany cen na podstawie klauzul adaptacyjnych. To zawarta w umowie możliwość renegocjacji cen z uwagi na zmiany mające charakter siły wyższej. Czyli m.in. zmiany prawa.

Nie, bo Invenergy też nią nie jest. Stronami umowy, a więc i sporu, były spółki celowe obu koncernów. Właściciele farm wiatrowych dobrze wiedzieli, jaki kształt ma rynek, i byli świadomi ryzyka stosowania klauzul adaptacyjnych. Negocjacje nie powiodły się, bo spadek cen zielonych certyfikatów na skutek zmian rynku OZE był ogromny i stawiał obie strony w obliczu bankructwa. Finalnie PE-PKH wypowiedział umowy i został postawiony w stan likwidacji. Sprawy znalazły finał w pozwach sądowych między farmami wiatrowymi a PE-PKH. Na razie polskie sądy podzielają zdanie Tauronu. Żądania Invenergy to nowe pole gry i maksymalizacja wszystkiego, co można otrzymać: Nie uznajemy wypowiedzenia umowy i płaćcie nam przez 15 lat najwyższą cenę, niezależnie od zmian na rynku. Na gruncie polskiego prawa roszczenia wydają się wątpliwe, a ponieważ problem dotyczy relacji polskich spółek, to jest to raczej próba przeniesienia sporu na poziom polityczny i wspomaganie pozycji negocjacyjnej przy okazji wizyty na najwyższym szczeblu.

Sprawa jest podobna, umowy jednak różnią się szczegółami. Każda ze spraw będzie oddzielnie rozstrzygana. Tylko Tauron jest dzisiaj bardziej amerykański i nośny.

Nie uważa pan, że błąd tkwi znacznie wyżej? Wprowadzając system zielonych certyfikatów, państwo miało prowadzić ich skup, gdy będzie nadpodaż. Ale tak się nie działo.

To niedopatrzenie działalności regulacyjnej państwa. Zmieniono warunki systemu wspomagania inwestycji w energetykę odnawialną. Ten problem rykoszetem wraca na poziom rządowy, choć rząd chciał go od siebie odsunąć. Za chwilę okaże się, że mamy problem na poziomie politycznym z powodu braku długofalowego pomysłu na stabilny rynek OZE. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.