Autopromocja

Dzień bez oleju palmowego? W Europie tak, w Indonezji i Malezji nie. "Sprawa jest złożona"

olej palmowy
olej palmowyShutterStock
1 lutego 2020

1 lutego przypada obchodzony w kilku krajach Dzień bez oleju palmowego. W Indonezji i w sąsiedniej Malezji, gdzie wytwarza się go najwięcej, przeważają negatywne opinie na temat tej inicjatywy. Aktywiści i regulatorzy uważają, że sam zakaz nie wystarczy.

Zainagurowany w 2016 r. jest obchodzony w sobotę m.in. w Polsce, na Słowacji, w Belgii, Turcji i Australii. Jego inicjatorem była czeska organizacja , która od kilku lat wzywa do bojkotu wytwarzanego w tropikach oleju.

Palm Oil Watch Intl. argumentuje, że produkcja oleju powoduje większe straty dla środowiska niż w wypadku innych rodzajów tłuszczu. Ale

Annisa Rahmawati, pracująca w Dżakarcie działaczka organizacji Greenpeace, podkreśla w rozmowie z PAP, że europejski Palm Oil Watch International jest w Indonezji nieznany. Jak mówi, jej organizacja nie nawołuje do zakazu konsumpcji tego oleju, bo sprawa jest złożona.

Indonezja i Malezja wytwarzają łącznie ok. 85 proc. światowej produkcji oleju palmowego, a jego globalny rynek, na którym ważnymi producentami są też Tajlandia, Nigeria i Kolumbia, jest wart 60 mld USD. W samej Indonezji branża zatrudnia bezpośrednio 4,2 mln osób.

Wśród ekspertów do spraw zrównoważonego rozwoju panuje zgoda, że . Wśród nich wymienia się m.in. postępującą deforestację, powtarzające się pożary, a także zanikanie rzadkich gatunków zwierząt, w tym - zagrożonej populacji orangutanów, nie mówiąc już o nagminnym naruszaniu praw pracowniczych.

W ostatnich latach Indonezja mierzyła się z trudnymi do opanowania pożarami lasów torfowych na wyspach Borneo i Sumatra, co skutkowało wystąpieniem smogu w całym regionie. Przyczyną tych pożarów - oprócz suszy - było wypalanie drzew pod nowe plantacje oleju palmowego. Ich areał wzrósł w Indonezji z 5 mln hektarów w 2004 do 12,4 mln hektarów w 2019 roku.

- powiedziała PAP Annisa Rahmawati.

Może w tym pomóc większa transparentność - dodała. W 2017 roku indonezyjski Sąd Najwyższy nakazał tamtejszemu rządowi udostępnić dane o podmiotach, które uzyskały koncesje na produkcję oleju. Dzięki temu obywatele wiedzieliby, kto dokładnie jest odpowiedzialny za konkretne plantacje, ale Dżakarta dotąd nie udostępniła tych informacji. W sąsiedniej Malezji proces ten został uwieńczony sukcesem i dane o producentach są jawne.

W obu krajach niechętnie patrzy się na zachodnie inicjatywy zniechęcające do używania oleju palmowego. W 2017 roku Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której wzywa kraje Unii do importowania wyłącznie oleju od certyfikowanych producentów. Unia do 2030 roku planuje także wycofanie się z używania oleju palmowego w biopaliwach. Jego najwięksi producenci upatrują w posunięciach unijnych próbę ochrony europejskich producentów olejów słonecznikowego i rzepakowego.

W 2018 roku dyrektor Malezyjskiej Komisji Oleju Palmowego (MPOB) Ahmad Parveez nazwał

Jak wskazuje tygodnik "Nikkei Asian Review", zarówno władze w Dżakarcie, jak i Kuala Lumpur starają się poprawić reputację branży. Malezja limituje powierzchnię lasów, które mogą zostać wycięte pod plantacje i dąży do certyfikacji działalności zaangażowanych firm, zaś indonezyjski prezydent Joko Widodo podpisał w sierpniu moratorium chroniące przed wycinką 66 mln hektarów lasów.

W październiku rząd Malezji zaaprobował wprowadzenie prawa delegalizującego etykiety na produktach żywnościowych, które niosą negatywny przekaz na temat oleju palmowego. Supermarketom zalecono, by nie eksponowały takich towarów na półkach, idąc w ślady władz w Dżakarcie, które takie przepisy wprowadziły w sierpniu.

"Jak na ironię to kraje Zachodu 200 lat temu zaczęły wycinkę lasów pod plantacje i industrializację. Teraz przerzucają piłkę na naszą stronę boiska, przekonując świat do bojkotu naszego oleju palmowego" - napisała w styczniu malezyjska gazeta "New Straits Times".

Dziennik przekonuje, że palmy w celach gospodarczych sadzi się obecnie w Malezji już tylko na odpowiednio przygotowanej glebie, by zminimalizować ryzyko pożarów. Wskazuje też, że powołano urząd certyfikacyjny, ale przyznaje, że nie do końca spełnia on pokładane w nim nadzieje, bo problemem pozostają najmniejsze plantacje, które często ignorują regulacje.

Zdaniem Annisy Rahmwati z Greenpeace niektóre z kroków właśnie podejmowanych przez rządy Indonezji i Malezji to skutek europejskiej presji. "Europejczycy mogą popchnąć producentów oleju palmowego w kierunku zrównoważonego rozwoju nie poprzez zakazy, a właśnie mądrą certyfikację i wybieranie tych dostawców, którzy minimalizują generowane przez branżę problemy" - podsumowuje.

Z Kuala Lumpur Tomasz Augustyniak (PAP)

tam/ mars/

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.