Autopromocja

Petru: Po obniżce ratingu. Świat się nie kończy, ale widać słabości systemu

Ryszard Petru
Ryszard PetruDGP
17 stycznia 2012

Obniżka ratingu dla najważniejszych krajów Europy nie oznacza katastrofy. Agencje ratingowe po tym, jak przegapiły poprzedni kryzys, teraz chcą dmuchać na zimne. Jednak ich siła sprawcza maleje, a głównym decydentem oceniającym wiarygodność krajów jest rynek.

Parę słów jednak ostatniej decyzji S&P należałoby poświęcić, dotyczyła bowiem ona najbogatszych krajów na świecie. W uzasadnieniu pogarszających się perspektyw Eurolandu S&P wymienia pięć przyczyn. Jest to zacieśnienie warunków kredytowych, rosnąca liczba krajów strefy euro w obszarze ryzyka systemowego, delewarowanie gospodarki, słabnące perspektywy wzrostu oraz przeciągająca się dyskusja wśród decydentów europejskich na temat prób wyjścia z kryzysu. W sumie nic nowego. Sama decyzja jako taka była spodziewana. Najwięcej emocji wzbudziła oczywiście obniżka najwyższego ratingu Francji. Wiarygodność Francji bez wątpienia była niższa niż jej głównego partnera politycznego w Europie, jakim są Niemcy. Decyzja S&P jest odzwierciedleniem stanu rzeczy, jaki i tak miał miejsce. Co więcej, jeśli ta sama agencja obniżyła latem zeszłego roku najwyższy rating dla USA, to tym bardziej należało obniżyć Francji z podobnym poziomem zadłużenia, ale z gorszymi perspektywami wzrostu gospodarczego. Co więcej, zaangażowanie Francji w ratowanie fiskalne Eurolandu jest dodatkowym argumentem za podważeniem jej najwyższej wiarygodności kredytowej. To wszystko prawda, ale w znacznej mierze to, czy dany kraj ma najwyższą wiarygodność, czy też nie, zależy od oceny rynków. Decyzja o obniżce najwyższego ratingu dla USA w zeszłym roku spotkała się ostatecznie z odrzuceniem jej przez rynki finansowe – Stany Zjednoczone są w światowej czołówce krajów najtaniej emitujących dług. Z Francją będzie inaczej, spodziewam się, że w dłuższym okresie rentowności jej papierów zbytnio w wyniku tej decyzji się nie zmienią. W tym sensie można uznać, że decyzje S&P były zgodne z wcześniejszą oceną rynku.

I tak głównym decydentem oceniającym wiarygodność kraju jest rynek, a nie agencje ratingowe

Nie można uznać, że decyzja S&P jest katastrofą dla krajów, których dotyczy. Szczególnie dla tych, którym ocena wiarygodności została obniżona z najwyższego poziomu, czyli z potrójnego A. Wciąż są to przecież jedne z najbardziej wiarygodnych krajów świata, nadal będą bez problemów plasować na rynku swój dług. To, na ile ocena wydana przez S&P była uzasadniona, pokażą najbliższe miesiące. Na przykład w przypadku Austrii ryzyko związane z jej poziomem zadłużenia w relacji do PKB jest ściśle związane z sytuacją na Węgrzech i szerzej z ryzykiem poniesienia strat również w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie zaangażowane są austriackie banki (akurat Polska do tych krajów nie należy). Jeśli sprawdziłby się scenariusz bazowy, w którym mamy do czynienia ze stagnacją w strefie euro, ale nie dochodzi do jej rozpadu ani innych wielkich wstrząsów, to zapewne za jakiś czas Austria (a może i Francja) będą traktowane przez rynki lepiej, niż ocenia S&P. To oczywiście zależy od przebiegu kryzysu i od realizacji reform podażowych (czyli prowzrostowych) w tych krajach.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.