Wizyta prezydenta Komorowskiego w Gruzji różniła się od eskapad jego poprzednika. Na korzyść - pisze Andrzej Talaga
Polska nie jest mocarstwem i nie zamierza odgrywać takiej roli, zapewniał prezydent Komorowski podczas wizyty w Gruzji, odbytej w ramach sześciodniowego tournee po Zakaukaziu. Słowem, uprzejmie powiedział gospodarzom prawdę – Warszawa nie pomoże im odzyskać zbuntowanej Abchazji i Osetii Południowej, bo nie ma takich możliwości. Złożył jednak ofertę współpracy tam, gdzie możemy być pomocni – na polu gospodarczym. Wizyta ta bardzo różniła się od kaukaskich eskapad śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na korzyść.
W polityce międzynarodowej bardziej od gestów liczy się chłodna kalkulacja. Jakie mamy atuty, jak możemy je wykorzystać, co trzyma w ręku przeciwnik. Gdyby – upraszczając dla potrzeb publicystycznych – podsumować politykę kaukaską PiS – można wskazać jej dwa żelazne punkty. Pierwszy to pozyskanie kaspijskich surowców energetycznych poprzez sieci przesyłowe niezależne od Rosji (głównie gazociąg Nabucco i ropociąg Odessa – Brody – Gdańsk), tu adresatem naszych starań był Azerbejdżan. Drugi zaś – wciągnięcie Gruzji do organizacji euroatlantyckich i wyrywanie jej ostatecznie spod wpływów rosyjskich. Skutki? Do tej pory nie mamy ani grama węglowodorów kaspijskich płynących do nas niezależnymi sieciami, a prozachodnie aspiracje Tbilisi spotykają się w UE z więcej niż rezerwą. Rosja zaś nie straciła, a wręcz umocniła kontrolę nad Abchazją i Osetią Południową. Polskie poparcie polityczne dla Gruzji nie miało większego znaczenia przy powstrzymywaniu wojsk rosyjskich prących na jej stolicę, nie potrafiliśmy nawet odwieść Saakaszwilego od samobójczego ataku na Osetię Południową, który storpedował jego aspiracje i nasze starania o miejsce dla Gruzinów w NATO.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.