Gdy 21 stycznia Parlament Europejski (PE) różnicą 10 głosów zdecydował o wysłaniu umowy UE–Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wśród przeciwników porozumienia z południowoamerykańskim blokiem zapanowała euforia. Eurodeputowani przekonywali, że do czasu wydania opinii przez sąd w Luksemburgu, co może zająć nawet dwa lata, plany zniesienia barier w handlu z Ameryką Południową pozostaną wyłącznie na papierze. Ale istnieje też inny scenariusz.

Żądamy wstrzymania

„Jest decyzja! Parlament Europejski skierował umowę UE–Mercosur do TSUE. To efekt naszej twardej presji w obronie polskiego rolnictwa” – napisał w serwisie X tuż po głosowaniu minister rolnictwa Stefan Krajewski. Sukces polegający na pokrzyżowaniu zamiarów Brukseli przypisywała sobie zarówno strona rządowa, jak i opozycja: Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja. „Mamy to! Mercosur będzie skierowany do TSUE! Żądamy wstrzymania obowiązywania umowy do czasu rozstrzygnięcia!” – grzmiał w mediach społecznościowych europoseł PiS Waldemar Buda.

Mało kto zwrócił wówczas uwagę na treść decyzji Rady UE z 9 stycznia upoważniającej KE zarówno do podpisania umowy, co nastąpiło 17 stycznia w Asunción, jak i jej tymczasowego stosowania.

– Istnieje wyraźny interes, by umowa handlowa z Mercosurem weszła w życie jak najszybciej – powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen po zakończeniu ubiegłotygodniowego szczytu unijnych przywódców. Słowa te padły już po głosowaniu w PE w sprawie wniosku do TSUE.

Niemka, zapytana przez dziennikarzy o ruch europosłów, potwierdziła, że prowizoryczne uruchomienie umowy jest możliwe tuż po tym, jak ratyfikuje ją co najmniej jedno państwo zrzeszone w Mercosurze. – Będziemy gotowi, gdy oni będą gotowi – dodała. Do skorzystania z tego rozwiązania szefową KE zachęca nie tylko przewodniczący Rady Europejskiej António Costa, lecz także część stolic, w tym Berlin.

Jak tłumaczy w rozmowie z DGP prof. Magdalena Słok-Wódkowska z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego (Katedra Prawa Ponadnarodowego), zapisy o tymczasowym stosowaniu umów między UE a krajami trzecimi pojawiały się już w decyzjach Rady – to standardowa formuła używana zwykle w umowach mieszanych. Za przykład może posłużyć porozumienie CETA zawarte między UE a Kanadą, które od chwili podpisania w 2016 r. nie weszło w pełni w życie z powodu braku ratyfikacji przez państwa członkowskie. Jednocześnie obejmujący wyłączne kompetencje UE komponent handlowy CETA od lat jest stosowany z powodzeniem w trybie tymczasowym.

Niejasne intencje

W przypadku Mercosuru mamy do czynienia nie z pojedynczym dokumentem, tylko dwiema osobnymi umowami: przejściową (iTA) i główną (EMPA). Znosząca cła iTA dotyczy wyłącznych kompetencji UE, więc do pełnego ukonstytuowania się wymaga akceptacji ze strony Rady, co miało miejsce 9 stycznia, i Parlamentu Europejskiego. Umowa przewiduje również zastosowanie trybu tymczasowego, gdy z jednej strony przystanie na to UE, a z drugiej – przynajmniej jeden narodowy parlament Mercosuru.

Unijne prawodawstwo zna porozumienia podobne do iTA i jak dotąd PE za każdym razem sprawnie je zatwierdzał. Władze UE początkowo zapewne liczyły, że historia się powtórzy, a ewentualny wniosek o wyrażenie opinii przez TSUE upadnie. Jednak polityczny spór, który z tygodnia na tydzień narastał wokół Mercosuru, prawdopodobnie skłonił duńską, a później cypryjską prezydencję w Radzie UE do korekty projektu decyzji zatwierdzającej podpisanie i tymczasowe stosowanie iTA poprzez wykreślenie z niego deklaracji o tym, że pozostałe organy UE poczekają w tej kwestii na zielone światło od PE.

– Niewykluczone, że skoro w tekście decyzji z 9 stycznia nie wspomniano ani słowem o roli Parlamentu w zakresie uruchomienia trybu tymczasowego, zamysł był taki, by tę instytucję na obecnym etapie po prostu pominąć. Umowa iTA weszłaby wówczas w życie bez oglądania się na europosłów, którzy zajęliby stanowisko dopiero po wydaniu opinii przez TSUE. Formalnie taki scenariusz jest możliwy, jednak wiąże się z dużym ryzykiem politycznym – dodaje Słok-Wódkowska.

Nie ma więcej czasu

W opinii dr Ewy Synowiec, ekspertki Team Europe Direct i byłej doradczyni Dyrekcji Generalnej KE ds. Handlu, jeśli szefowa KE zdecyduje się mimo wszystko na przyspieszenie biegu spraw, zostanie przez oponentów posądzona o ignorowanie głosu PE. Zresztą nie tylko przez oponentów, bo za zbadaniem przez TSUE zgodności porozumienia UE–Mercosur z traktatami zagłosowało ponad 40 europosłów z jej własnego ugrupowania, a więc Europejskiej Partii Ludowej.

– Powstał węzeł gordyjski i podejrzewam, że między przedstawicielami Komisji i Parlamentu toczą się obecnie intensywne pertraktacje na najwyższym szczeblu, gdyż dotychczas KE zazwyczaj rozpoczynała tymczasowe stosowanie umowy handlowej po wydaniu zgody na jej zawarcie przez PE – podkreśla Synowiec.

– Negocjacje nad umową handlową z Mercosurem trwały na tyle długo, że nie ma już więcej czasu do stracenia w kontekście możliwości, jakie ona kreuje w wymiarze geopolitycznym i strategicznym dla Unii Europejskiej oraz dla biznesu w jej państwach członkowskich – dodaje ekspertka. ©℗