Kontrowersyjna umowa handlowa Unii Europejskiej z czterema państwami Ameryki Południowej (Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem) została przegłosowana przez Radę Europejską. Warszawa starała się o stworzenie mniejszości blokującej, jednak na ostatnim etapie negocjacji odpadły z niej Włochy. Ostatecznie przeciwko porozumieniu opowiedziały się jedynie Polska, Francja, Węgry, Irlandia i Austria, a Belgia wstrzymała się od głosu.
Weto naszego rządu było w dużej mierze rytualne. Donald Tusk stał się zagorzałym przeciwnikiem umowy z Mercosurem tylko po to, aby zrobić ukłon w stronę chylących się na prawo koalicjantów z Polskiego Stronnictwa Ludowego i ich wyborców. Z kolei opozycja prezydenta Karola Nawrockiego prawdopodobnie wyraża jego faktyczne poglądy. Jednak nie zmienia to faktu, że nadzieje o wciągnięciu Włoch do obozu przeciwników były od początku nierealistyczne. Nawet jeśli zapewnienia o znakomitych relacjach Nawrockiego z premier Giorgią Meloni zawierają jakieś ziarnko prawdy, nie miałoby to wpływu na jej decyzję. Włochy zagłosowałyby przeciw tylko wtedy, gdyby zastopowanie umowy z Mercosurem było dla nich korzystne. Zresztą można domniemywać, że także weto Paryża było gestem na użytek wewnętrzny. Gdyby prezydent Emmanuel Macron dostrzegł możliwość zablokowania porozumienia, Francja najpewniej również wymiksowałaby się z obozu przeciwników. Wynika to z tego prostego faktu: umowa jest dla Unii ostatnią deską ratunku. Macron, wielki zwolennik europejskiej suwerenności strategicznej, doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Teoretycznie wejście w życie traktatu nie jest jeszcze przesądzone. Jak zwraca uwagę „Politico”, wstrzymanie porozumienia wciąż jest jeszcze możliwe na drodze sądowej. Sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) może wnieść Parlament Europejski, choć wątpliwe, by znalazła się większość potrzebna do uchwalenia odpowiedniego wniosku. Według „Politico” grupa przeciwników liczy ok. 140 europosłów – to wystarczająco, aby rozpocząć debatę na ten temat, ale za mało, aby przyjąć rezolucję. Ratyfikacja umowy przez PE wydaje się więc bardzo prawdopodobna. Wniosek do TSUE mogą też złożyć poszczególne państwa członkowskie. Minister rolnictwa Stefan Krajewski z PSL zapowiada, że będzie się domagać od rządu takiego ruchu. Argumentem miałaby być rzekoma niezgodność porozumienia i sposobu jego procedowania z traktatami. Trudno jednak stwierdzić, które punkty układu z Mercosurem naruszają prawo unijne. Zresztą sceptycy nie ukrywają, że chodzi im głównie o grę na czas. „Chcemy jak najbardziej opóźnić proces przyjęcia umowy z Mercosurem” – powiedziała „Politico” francuska europosłanka Manon Aubry z Grupy Lewica.
Mercosur i UE: komplementarni partnerzy
Komisja Europejska dążyła do jak najszybszego przeforsowania układu, gdy znalazła się pod naciskiem państw Mercosuru. Cztery kraje tworzące ten obszar gospodarczy ostatecznie porozumiały się w sprawie zasad handlu z Unią Europejską w 2024 r. i zaczęły już tracić cierpliwość. Pod koniec 2025 r. prezydent Brazylii Lula da Silva zagroził wręcz, że jeśli Europa nie podejmie decyzji jeszcze w tym samym roku, to jego kraj wycofa się z umowy. Trudno orientować się na mocarstwo, które jest niesterowne i niezdecydowane. Tym bardziej że Mercosur poszedł Europejczykom na liczne ustępstwa, godząc się na włączenie do porozumienia ograniczeń kwotowych dotyczących swoich czołowych produktów eksportowych. Finalny kształt umowy jest korzystniejszy dla UE, więc przedłużająca się debata wydaje się partnerom za oceanem kuriozalna.
Unia sprzedaje krajom Mercosuru przede wszystkim artykuły przemysłowe. Według danych Komisji Europejskiej 28 proc. eksportu z UE do Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju to maszyny i urządzenia. Za jedną czwartą unijnej sprzedaży odpowiadają natomiast chemikalia i farmaceutyki, a 12 proc. – auta i części samochodowe. W przeciwną stronę płyną głównie towary nieprzetworzone lub nisko przetworzone. Aż 42 proc. eksportu z Mercosuru do UE to towary rolne, a niespełna jedna trzecia surowce mineralne. Kolejne są produkty z papieru i celulozy (7 proc.).
Z perspektywy makroekonomicznej Mercosur jest więc niemal idealnym partnerem handlowym dla Europy. Co więcej, wymiana między Unią a czterema krajami Ameryki Południowej jest wyjątkowo zbilansowana. W 2024 r. Wspólnota sprzedała im towary warte 55,2 mld euro, a sprowadziła dobra za 56 mld euro. Wymiana mogłaby być znacznie większa, gdyby nie bariery stosowane dziś przez Mercosur w celu ochrony swojego rynku. Na przykład samochody objęte są cłami w wysokości 35 proc., a na części do nich – 14–18 proc. W przypadku maszyn i chemikaliów obowiązują około 20-procentowe taryfy, farmaceutyków – 14 proc., a odzież i obuwia – 35 proc. Takie bariery mogą przeskoczyć jedynie najwięksi gracze, których produkty konkurują nie ceną, ale jakością lub marką. Umowa zniesie cła na 91 proc. towarów eksportowanych obecnie z UE do Mercosuru.
W ten sposób otworzy się nowy rynek dla wielu słabszych kapitałowo i mniej rozpoznawalnych europejskich producentów, szczególnie z naszego regionu i południa kontynentu. Klasa średnia w Ameryce Południowej to doskonała grupa docelowa również dla przedsiębiorstw z Polski, która ma silną pozycję w każdej kategorii towarów dominujących w eksporcie z Unii. W 2024 r. maszyny, elektronika, AGD, urządzenia elektryczne i produkty motoryzacyjne odpowiadały łącznie za 36 proc. rodzimego eksportu. Kolejne 15 proc. polskiej sprzedaży zagranicznej przypada na artykuły plastikowe, meble, materiały budowlane, produkty metalowe i rafinowane paliwa. Wolny handel z Mercosurem może też pobudzić sprzedaż mniej znaczących kategorii naszego eksportu, takich jak farmaceutyki czy aparatura medyczna. Polska ma wielu producentów tanich leków generycznych, które mogą być alternatywą dla droższych medykamentów z państw wysoko rozwiniętych.
Handel z dużym plusem
Umowa jest szczególnie ważna z punktu widzenia dostępu do metali ziem rzadkich (REE). Obecnie UE jest pod tym względem uzależniona od Chin. Na przykład w 2024 r. 92 proc. zakupionych przez Niemcy magnesów pochodziło właśnie z ChRL. Nic w tym dziwnego – Państwo Środka odpowiada za 70 proc. wydobycia metali ziem rzadkich oraz aż za 90 proc. ich przetwórstwa. Jest też liderem pod względem ich zasobów. Pekin zręcznie wykorzystał to do podniesienia swojej globalnej pozycji – nie tylko ekonomicznej, lecz także geopolitycznej. W 2025 r. w odpowiedzi na nałożenie nowych ceł przez administrację Donalda Trumpa chińskie władze wprowadziły kontrolę eksportu niektórych REE, a także zagroziły ustanowieniem surowszych restrykcji – m.in. zakazu sprzedaży metali w celu produkcji broni. Dla ubogiej w zasoby, ale silnej przemysłowo Unii spełnienie tej groźby byłoby bardzo dotkliwe. Co ważne, państwa Mercosuru są bogate w metale ziem rzadkich, choć próżno ich szukać wśród największych wydobywców. Brazylia jest drugim na świecie posiadaczem rezerw REE (ma mniej więcej połowę tego, co posiadają Chiny). Argentyna ma zaś duże zasoby litu i boru. Załącznik 2-B do porozumienia z Mercosurem przewiduje preferencyjne warunki celne dla państw UE oraz pierwszeństwo w zakupie tych pierwiastków. Daje to UE szansę na ograniczenie swojej zależności od dostaw z Państwa Środka, a być może także na inwestycje w wydobycie REE w Ameryce Południowej. Gdyby tak się stało, Europa polepszyłaby pozycję strategiczną względem pozostałych mocarstw.
Oczywiście największe kontrowersje budzi wpływ wolnego handlu z Mercosurem na unijnych rolników. Państwa tej grupy są dużymi eksporterami surowców rolnych, w szczególności cukru trzcinowego, mięsa wołowego i drobiu. Europejscy producenci będą musieli się zmierzyć z silną i tańszą konkurencją zza oceanu.
To cena, którą Unia musi ponieść – żadna umowa nie jest korzystna w każdym punkcie. Gdyby państwa nie szły na kompromisy, to obszary wolnego handlu w ogóle by nie istniały – z unijnym wspólnym rynkiem na czele. A w tym przypadku korzyści, jakie możemy odnieść, wyraźnie przewyższają koszty. Rolnictwo jest dla UE najmniej istotnym działem gospodarki pod względem wkładu – odpowiada ono jedynie za 1,7 proc., mniej niż kultura i rekreacja (3,1 proc.). Najważniejszy dział to przemysł, którego udział w PKB sięga 19 proc. Na drugim miejscu znajdują się transport i logistyka (18,9 proc.), które są ściśle powiązane z wytwórstwem przemysłowym i handlem międzynarodowym. Dla Polski oba te działy są jeszcze ważniejsze – przemysł odpowiada za 23 proc. wartości dodanej w naszej gospodarce, a transport i logistyka 24 proc. W żadnym kraju UE wkład rolnictwa nie jest większy niż 5 proc. – u nas to 2,9 proc. Gdyby nie unijna polityka rolna, która zapewnia rolnikom ogromne dotacje, sektor ten prawdopodobnie byłby dużo mniejszy.
Kuksaniec dla Waszyngtonu i Pekinu
Producenci z Europy Południowej niewątpliwie zyskają na zniesieniu ceł na oliwę z oliwek i wino – to drugie jest obecnie objęte stawką w wysokości 35 proc. Przemysł spożywczy, który w Polsce jest bardzo rozwinięty i produkuje na eksport, skorzysta na likwidacji ceł na napoje i czekoladę – dziś wynoszą one odpowiednio 35 proc. i 20 proc. Zerowe stawki będą też stopniowo wchodzić w odniesieniu do serów i produktów mlecznych. Równocześnie umowa zawiera bezpieczniki dotyczące tzw. towarów wrażliwych, zwłaszcza wołowiny, w produkcji której specjalizują się Argentyna i Brazylia. W przypadku tego mięsa cło zostanie obniżone do 7,5 proc. i to wyłącznie dla kontyngentu w wysokości 99 tys. t (to 1,5 proc. unijnej produkcji wołowiny i niespełna połowa obecnego importu do Unii z Mercosuru). Niskie kontyngenty bezcłowego handlu przewidziano też dla cukru trzcinowego i drobiu. W obu przypadkach mowa o zaledwie 180 tys. t (nieco ponad jedna setna produkcji obu tych towarów). Co więcej, do porozumienia włączono klauzulę bezpieczeństwa, która umożliwia Wspólnocie przywrócenie ceł lub całkowite zamknięcie rynku na wypadek spadku cen towarów wrażliwych o więcej niż 5 proc. (pierwotna propozycja Komisji zakładała jej wdrożenie w przypadku 10-procentowego spadku). Z podobnego rozwiązania będą mogły skorzystać państwa Ameryki Południowej.
Umowa nakłada na producentów z Mercosuru liczne zobowiązania – przede wszystkim ich produkty będą musiały spełniać europejskie standardy fitosanitarne i jakościowe. 344 produkty spożywcze będą chronione przed imitacją. Według wykazu Ministerstwa Rolnictwa na tej liście znajduje się 47 polskich artykułów, np. bryndza podhalańska, oscypki i kabanosy staropolskie. Zakaz wjazdu do UE będą miały towary wytworzone na nielegalnie wylesionych terenach.
Umowa handlowa z państwami Mercosuru jest nie tylko bardzo korzystna dla Unii, lecz także potrzebna. Trudno przecenić jej znaczenie w czasach rosnących napięć międzynarodowych i rozpędzającej się rywalizacji mocarstw. Porozumienie zapewni Europie dostęp do dużego i w miarę zamożnego rynku. W sytuacji, gdy USA przymykają drzwi na towary z zagranicy, nakładając na inne kraje wysokie taryfy celne (w przypadku UE – 15 proc.), Wspólnota potrzebuje nowych partnerów gospodarczych i strategicznych, by zmniejszyć zależność od Chin i Stanów Zjednoczonych oraz przynajmniej częściowo zastąpić dostawy z odciętej Rosji. Bliższa współpraca z Ameryką Południową może też być okazją do ekspansji europejskich usług – w tym cyfrowych – które dziś przegrywają z agresywną konkurencją z USA. Porozumienie zakłada zniesienie ceł na usługi, więc ich eksport powinien solidnie wzrosnąć (obecnie jego wartość sięga ok. 30 mld euro rocznie).
Mercosur jest łakomym kąskiem zarówno dla coraz bardziej rozgaszczających się tam Chin, jak i Stanów Zjednoczonych, które traktują zachodnią półkulę prawie jak swoją własność. Zbliżenie z tymi czterema państwami będzie więc kuksańcem dla Waszyngtonu i Pekinu. Unia wreszcie pokaże, że potrafi się rozpychać na scenie globalnej, a nie tylko biernie patrzeć, jak inni idą jak po swoje. ©Ⓟ