Zgodnie z art. 135 § 2 Kodeksu karnego, popełnia przestępstwo ten, kto publicznie znieważa prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Surowe prawo ale zderzyć je należy z wolnością słowa. Prezydent – jak wyjaśniono w wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie VIII Wydział Karny z dnia 10 stycznia 2022 r. VIII K 51/21- jest zarówno [1] konstytucyjnym organem państwa, [2] funkcjonariuszem państwowym oraz [3] człowiekiem. Godność osobista p rezydenta nie stanowi jednak głównego przedmiotu ochrony w ramach regulacji przyjętej na tle art. 135 § 2 KK. W pierwszej kolejności ochronie podlega tu bowiem konstytucyjny organ, a dopiero w następnej kolejności dobre imię osoby fizycznej sprawującej urząd Prezydenta. Sąd wyciąga dalej następujący wniosek: przepis art. 135 § 2 KK nie powinien wykluczać prawa do formowania krytycznych ocen w debacie publicznej, nawet „bardzo ostrych”, o ile służą one debacie publicznej.
Z kolei w wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu II Wydział Karny z dnia 28 maja 2013 r. II AKa 137/13 wskazano, że ramy wolności słowa są szersze w stosunku do polityków, w ramach ich działalności politycznej, niż wobec osób prywatnych. Znajduje to uzasadnienie w tym, że polityk nieuchronnie i świadomie poddaje każde swoje słowo i postępek ocenie opinii publicznej, stąd musi on wykazywać się większą tolerancją. Z pewnością polityk ma prawo do ochrony swojego dobrego imienia, nawet jeżeli nie działa jako osoba prywatna, lecz wymóg tej ochrony musi zostać zważony z interesem prowadzenia otwartej dyskusji w kwestiach publicznych.
Z pewnością w demokracji przestrzeń do krytyki organów państwa jest większa. Dobrze ilustruje to stary dowcip. Prezydent USA do Breżniewa: „Wiesz, zbieram dowcipy o sobie. Mam już dwa pełne zeszyty.” Breżniew: „O, ja też zbieram dowcipy o sobie. Mam już dwa pełne łagry”.
Niezależnie od płaszczyzny prawnej jest jeszcze płaszczyzna kultury politycznej.
Ostatnio, europoseł Łukasz Kohut na wiadomość że prezydent RP po raz drugi zawetował ustawę o języku śląskim stwierdził, że prezydent „zachował się jak ciul”. Zacytowane tu słowo ma co najmniej dwa znaczenia: jedno słabsze drugie mocniejsze. Problem w tym, że prezydent reprezentuje majestat Rzeczypospolitej. Wobec wieloznaczności tego słowa – w sferze kultury prawnej - absolutnie nie powinno one być użyte jako narzędzie krytyki. W strukturze ustrojowej państwa Prezydent jest urzędem którego „poprzednikiem” był urząd króla. W dawniejszej retoryce król był pomazańcem Bożym a zatem obrazić króla to jak obrazić…. Obecnie prezydent wywołany wybierany jest w wyborach powszechnych i bezpośrednich, a zatem za jego powołaniem na urząd głosowało jakieś 10 milionów współobywateli.
Nie oznacza to zakazu krytyki sposobu sprawowania urzędu prezydenta. Krytyka nie powinna jednak werbalnie przekraczać określonych granic. Oczywiście nie powinno być ograniczeń dla krytyki ad rem. Jak się wydaje nazywanie poprzedniego prezydenta „długopisem” a obecnego prezydenta „wetomatem”, choć niewątpliwie jest stwierdzeniem ad personam nie spełnia przesłanki zniewagi (choć sąd karny rozpoznający sprawę może kierować się inną wrażliwością). Swoimi prawami rządzi się satyra polityczna. Uważa się, że komedia ma sporą swobodę w komentowaniu rzeczywistości politycznej. Swego czasu były premier Leszek Miller powiedział, że w Polsce prezydentem może być każdy ale po prezydenturze Andrzeja Dudy, uważa, że jednak nie każdy. Sporo kłopotów prawnych miał pisarz Jakub Żulczyk, który nazwał prezydenta Dudę „debilem”.
Niezależnie od politycznego nihilizmu i dewastowania urzędów publicznych w Polsce, takich na przykład Trybunał Konstytucyjny, który zgubił gdzieś swój autorytet, musimy nauczyć się szanować organy państwa. W Polsce nie jest to łatwe biorąc pod uwagę czasy rozbiorów, niemiecką okupację, czasy PRL, kiedy nieposłuszeństwo czy szyderstwo wobec władzy uchodziło za cnotę. Tymczasem w Wielkiej Brytanii przyklejenie znaczka pocztowego z królową „z koroną do dołu” potrafiło zrodzić aferę.
Przepis art. 135 § 2 kodeksu karnego nawiązuje do przestępstwa obrazy majestatu (crimen lesse maiestatis).
W dawnej Polsce Piastowie czuli do siebie dystans. Świadczą o tym przydomki władców nawiązujące nie tylko do ich ułomności fizycznych: Mieszko Plątonogi, Bolesław Krzywousty, Władysław Laskonogi, Mieszko Stary, Władysław Łokietek, Bolesław Wstydliwy, Władysław Wygnaniec (Gnuśny). Niemniej ówczesne społeczeństwo miało inną mentalność. Wszelka inność budziła ciekawość i zainteresowanie. Jednak nie wypadało żartować sobie z władców. Boleśnie przekonał się o tym Piotr Włostowic wojewoda księcia Władysława. Kiedyś podczas nocowania w lesie książę zażartował, że żona wojewody ma lepiej, bo noc spędza ją z opatem na miękkich puchach. Włostowic miał również zażartować: „zostaw moją żonę w pokoju z moim opatem, boć i twoja, jeśli ciebie w domu nie ma, pociesza się z niemieckim rycerzem”. Włostowica wygnano i okaleczono.
W roku 1573 jako konkurenta „królewskiego” Henryka Walezego dowcipna szlachta wystawiła zwykłego sędziego grodzkiego Bandurę Słupskiego. Walezy okazał poczucie humoru.
Zygmunt III Waza miał główny cel: uzyskanie tronu szwedzkiego. Ponadto był religijnym bigotem. Podobno dworzanie zniecierpliwieni jego modłami mawiali: „Panie Boże, daj mu już tę Szwecję, bo inaczej nigdy nie skończy.”
Przedmiotem niewybrednych żartów był Michał Korybut Wiśniowiecki. Kiedy po elekcji przejeżdżał przez Warszawę, podobno ktoś z tłumu miał powiedzieć: „A gdzie król?”. Na co inny odrzekł: „Przed chwilą przejechał — nie zauważyłeś?”. O Michale szlachta mawiała: „za Chmielnickiego ojciec był postrachem Kozaków, a syn… jest postrachem własnych wojsk.” Gdy ogłoszono, że poślubi Habsburżankę, ktoś miał skomentować: „Habsburgowie mają zwyczaj brać królów, ale pierwszy raz biorą… takiego.”
Złą prasę miał August III Sas. Taki dialog z epoki szlachcica ze szlachcicem „— Co robi król?”. „— Je”. „— A kiedy rządzi?” „— Jak skończy — czyli nigdy”. Mawiano o nim: „Za Augusta III nic się nie działo — i to była jedyna rzecz, która się udała.”
Po ogłoszeniu abdykacji Stanisława Augusta ktoś miał powiedzieć: „Pierwszy król, który oddał koronę… zanim mu ją zabrano."
Swego czasu głośna była sprawa c.k. oficera który wzniósł toast do portretu Franciszka Józefa ze słowami, wypowiedzianymi po polsku „zdrowie tego starego pierdoły”. Sprawę uratowali podobno biegli językoznawcy, którzy stwierdzili, że „stary pierdoła” to w języku niemieckim po prostu „dobrotliwy, przez wszystkich szanowany staruszek”.