Ukraińska wojna już dawno zmieniła swój charakter i zamiast zmasowanych i szybkich uderzeń sił pancernych, oglądamy głównie walkę pozycyjną. W niej zaś kluczową rolę odgrywają drony i to zarówno te, którymi niszczy się zaplecze przemysłowe przeciwnika, jak i małe jednostki FPV. Te są zmorą walczących w okopach żołnierzy.

Nowa broń Rosjan. Zalewają nią front

Na sposób zminimalizowania strat, jakie powodują masy ukraińskich dronów, wpadł Koncern Kałasznikowa. Należące do niego Zakłady Mechaniczne w Iżewsku pochwaliły się swą nową produkcją, która ma pomóc w niszczeniu ukraińskich dronów. Zaproponował on nowy rodzaj...strzelby. Rosyjscy technicy na warsztat wzięli znaną wśród myśliwych strzelbę M-155 i dostosowali ją do zwalczania jednostek latających.

„Ta wersja posiada szynę Picatinny na komorze zamkowej, magazynek o dużej pojemności (6 naboi kalibru 12 x 76 mm) oraz futerał i ładownicę. Strzelbę można wyposażyć zarówno w celownik kolimatorowy, jak i noktowizor, co czyni ją idealną do strzelania do ruchomych celów o każdej porze dnia” – reklamuje swój produkt Koncern Kałasznikowa.

Produkcja nowej strzelby ruszyła z kopyta i na front miano dostarczyć już tysiące sztuk. Jak pochwalił się Michaił Mielnikow, dyrektor zarządzający zakładów w Iżewsku, firma rozbudowuje swe możliwości produkcyjne, aby broń ta mogła trafić do każdej frontowej jednostki. Armia rozpoczęła też, zakrojone na szeroką skalę, ćwiczenia z taktyki użycia nowej broni. Jakby tego było mało, do niby zwykłej, myśliwskiej strzelby opracowano specjalną amunicję ze stopu wolframu, niklu i żelaza o nazwie IGLA-100.

„Przebija ona jednostki sterujące, silniki, przewody, śmigła, a także łamie inne trwałe elementy konstrukcyjne” – zachwala nowy produkt koncern Rostec.

Ostatnia linia obrony przeciwko dronom

Zastosowanie do zwalczania nowoczesnych dronów tak archaicznej broni, jak strzelby, na pierwszy rzut oka wydawać może się śmieszne i być dowodem na to, iż Rosjanie sięgnęli po ostatnią deskę ratunku. Jak jednak wyjaśniają rosyjscy żołnierze, strzelby mają być „ostatnią linią obrony” przed dronami, którym uda się przedrzeć przez warstwę obrony przeciwlotniczej i zagłuszanie elektroniczne. Zastosowanemu przez Moskwę sposobowi walki przyjrzeli się też zachodni specjaliści. W ich ocenie, pomysł, choć archaiczny, może być zabójczo skuteczny.

„Dla NATO rosyjska trajektoria stanowi zarówno ostrzeżenie, jak i nauczkę. Ostrzeżeniem jest to, że zagęszczenie dronów doprowadzi do erozji nawet zaawansowanych sieci obrony powietrznej na taktycznym froncie. Lekcja jest taka, że ​​tanie, obsługiwane przez ludzi, bliskie warstwy będą potrzebne niezależnie od stopnia zaawansowania wyższych szczebli. Rosyjska ofensywa ze strzelbą MP-155 i specjalistyczną amunicją to przemysłowy powrót do podstaw, a jej konieczność jest prawdopodobnie najwyraźniejszym dowodem na to, że żaden system antydronowy na Ukrainie, rosyjski czy ukraiński, nie jest nawet bliski niezawodności” – informuje portal Army Recognition.

W Polsce na razie głośno nie mówi się o tym, by sięgać po aż tak ostateczne rozwiązania. Budowana jest wielowarstwowa obrona przeciwlotnicza, a pomysł na osobną tarczę przeciwko dronom, o nazwie San, zaprezentowany ma być w najbliższych dniach.