Tomasz Jóźwik
tomasz.jozwik@infor.pl
– Zamierzamy pozwolić naszym dużym firmom naftowym, największym na świecie, wydać miliardy dolarów, naprawić fatalnie działającą infrastrukturę, infrastrukturę naftową i zacząć zarabiać pieniądze dla kraju – mówił Donald Trump po pojmaniu i odsunięciu od władzy przez Stany Zjednoczone wenezuelskiego prezydenta Nicolása Maduro. Przywódca USA zaznaczył, że część zysków z przyszłego wydobycia wenezuelskiej ropy amerykańskie firmy zatrzymają jako odszkodowanie za znacjonalizowane aktywa.
Szansa dla amerykańskich koncernów
Głównym wygranym ekspansji może być w ocenie ekspertów koncern Chevron. To jedyna duża amerykańska firma wydobywcza prowadząca działalność w Wenezueli i największy zagraniczny inwestor w tym kraju. Firma Petroboscan, w której Chevron i kontrolowany przez wenezuelski rząd koncern PDVSA mają po połowie udziałów, produkuje ok. 300 tys. baryłek surowca dziennie. To jedna trzecia wydobycia ropy w Wenezueli. Jedynie tankowce z ropą transportowaną przez Chevron mogły w ostatnich dniach swobodnie wypływać z wenezuelskich portów, bez narażania się na przejęcie przez amerykańską marynarkę. Na poniedziałkowej sesji na Wall Street akcje Chevrona podrożały ponad 5 proc.
Pole do zwiększania skali działalności jest, przynajmniej w teorii, bardzo szerokie. Wenezuela dysponuje największymi na świecie udokumentowanymi złożami ropy. W latach 70. kraj wydobywał ponad 3,5 mln baryłek dziennie i miał 7-proc. udział w globalnej produkcji. Jednak po ponad dwóch dekadach autorytarnych rządów lewicy, wygnaniu z kraju większości inwestorów zagranicznych, chronicznego niedoinwestowania, a także pod wpływem amerykańskich sankcji, produkcja znacząco spadła, choć akurat w 2025 r. stopniowo wzrosła. Latem eksport surowca, po raz pierwszy od 2020 r., przekraczał 1 mln baryłek dziennie.
O 2,5 proc. podrożały w poniedziałek również notowania akcji ConocoPhillips. Trybunały arbitrażowe przyznały firmie 10,5 mld dol. odszkodowań (plus odsetki) za aktywa przejęte przez rząd Wenezueli w 2007 r. Dotychczas firmie udało się wyegzekwować jedynie 800 mln dol. Inwestorzy oceniają, że w nowych uwarunkowaniach pojawia się szansa na odzyskanie pozostałej kwoty. Conoco domagało się od wenezuelskiego rządu 20 mld dol.
Bonanza na razie tylko w teorii
Eksperci podkreślają jednak, że znaczące zwiększenie produkcji ropy naftowej w Wenezueli nie będzie proste. Musi nastąpić znacząca poprawa warunków politycznych i fiskalnych, aby branża ponownie się zaangażowała – napisali w analizie eksperci Citi. Dotychczas Biały Dom nie przedstawił szczegółów dotyczących przyszłych inwestycji amerykańskich koncernów. Trump stwierdził jedynie, że spółki naftowe kontaktowały się z Białym Domem zarówno przed, jak i po pojmaniu Maduro. Nie pojawiły się również komentarze ze strony zainteresowanych firm.
Biorąc pod uwagę historię Wenezueli, zagraniczne firmy mogą być niechętne inwestowaniu w przemysł naftowy w tym kraju. Potrzeba atrakcyjnego i stabilnego otoczenia, zanim pojawią się inwestycje – napisali analitycy ING. Ich zdaniem polityczna transformacja Wenezueli w kierunku rządu bardziej proamerykańskiego zwiększy prawdopodobieństwo zniesienia blokady morskiej, ograniczającej eksport ropy. Otworzyłaby również drogę do zniesienia przez USA sankcji nałożonych na Wenezuelę. Taki scenariusz przełożyłby się na zwiększoną podaż surowca na globalnych rynkach.
Eksperci ING oceniają, że potencjalnie Wenezuela może znacząco zwiększyć produkcję, ale proces ten zajmie kilka lat. Wpływ na rynek zwiększonych dostaw z tego kierunku zaznaczy się najwcześniej w 2027 r. W zeszłym roku ropa potaniała o 18 proc. Cena baryłki gatunku Brent spadła w okolice 60 dol., najniższego poziomu od czterech lat. Większość analiz wskazuje na dalszy spadek cen w tym roku ze względu na wzrost podaży. Ewentualne zwiększenie produkcji w Wenezueli będzie sprzyjać utrzymywaniu się niskich cen w dalszej przyszłości.
Rafinerie potrzebują wenezuelskiej ropy
Amerykańskie firmy mogą być skłonne ponownie zainwestować w Wenezueli ze względu na właściwości tamtejszej ropy. Większość rafinerii, usytuowanych przede wszystkim nad Zatoką Meksykańską, powstała przed boomem łupkowym w USA i jest dostosowana do przerobu ciężkiej ropy z Wenezueli, Meksyku i Kanady. Ich przestawienie na przetwarzanie lekkich destylatów, wydobywanych z amerykańskich łupków, wymaga znacznych inwestycji. Exxon wydał 2 mld dol. na instalację o wydajności 250 tys. baryłek dziennie w rafinerii Beaumont, która od 2023 r. przetwarza lekką ropę łupkową. Większość firm nie jest gotowa na tego typu wydatki. Efekt jest taki, że USA importują ok. 6,5 mln baryłek ropy dziennie, choć są największym producentem surowca na świecie.
Ze względu na właściwości wenezuelska ropa jest też pożądanym surowcem dla rafinerii chińskich. Chiny były dotychczas największym odbiorcą ropy z Wenezueli. W nowych warunkach ta sytuacja może się zmienić, co grozi ograniczeniem zysków dla chińskich koncernów. Dlatego w trakcie poniedziałkowej sesji na giełdzie w Hongkongu notowania akcji dwóch największych chińskich firm tej branży, CNOOC i PetroChina, spadły odpowiednio o 4 i 5 proc.