Z danych przygotowanych dla DGP wynika, że suma kar nałożonych przez Państwową Inspekcję Pracy (PIP) na przedsiębiorców wyniosła w 2025 r. 22,4 mln zł, o 1 mln zł mniej niż rok wcześniej. To pierwszy taki spadek od 2020 r. Choć liczby mogłyby sugerować, że jest coraz mniej naruszeń, eksperci nie pozostawiają złudzeń: skala nieprawidłowości wykrywanych w firmach wciąż pozostaje duża, a sytuacja wcale nie ulega systemowej poprawie.
Spadla wartość mandatów
Klucz do zagadki tkwi w statystyce aktywności samych urzędników. Adwokat Piotr Bocianowski z Forum Ekspertów Ad Rem wskazuje, że w pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku inspektorzy przeprowadzili ponad 43 tys. kontroli, wobec 46,5 tys. przed rokiem.
– Mniejsza liczba kontroli przekłada się bezpośrednio na mniejszą liczbę stwierdzonych naruszeń, a tym samym na zmniejszoną łączną wartość nałożonych mandatów – wyjaśnia Piotr Bocianowski.
Sama inspekcja nie zaprzecza tym wyliczeniom. Mateusz Rzemek, rzecznik prasowy PIP, potwierdza, że miniony rok był czasem wyhamowania liczby wizyt w zakładach pracy. Tłumaczy jednak, że nie jest to wynik opieszałości urzędu, lecz świadomej zmiany filozofii działania. PIP stawia teraz na kontrole bardziej „celowane”.
Ta zmiana strategii nie wzięła się znikąd. Z każdym rokiem na barki inspekcji spada coraz więcej obowiązków, a zakres kontroli rozszerza się wraz z wejściem w życie kolejnych przepisów.
– To może wskazywać na istotną zmianę priorytetów PIP. Urząd celuje w kontrole u tych pracodawców, u których ryzyko wystąpienia nieprawidłowości – i to tych najpoważniejszych – jest wysokie. Działania są więc bardziej nastawione na konkretny efekt – tłumaczy Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Od lat PIP zmaga się z niedoborem rąk do pracy, co blokuje możliwość zwiększenia liczby wizyt w firmach. W dużych ośrodkach liczba pracowników inspekcji jest często niewspółmiernie mała w stosunku do lawiny wpływających zgłoszeń o naruszeniach. W rezultacie 1,5 tys. inspektorów musi nadzorować warunki zatrudnienia ponad 15 mln osób pracujących w Polsce.
W efekcie w trakcie przeprowadzonych działań inspektorzy ujawnili 32,3 tys. wykroczeń (wobec 37,6 tys. rok wcześniej) i ukarali 14,1 tys. pracodawców (spadek z 15,9 tys. w 2024 r.).
Strach przed zwolnieniem zamyka usta pracownikom
Statystyki to jedno, ale za liczbami kryje się też trudna sytuacja gospodarcza. Piotr Bocianowski zwraca uwagę, że w wielu zakładach pracy trwają redukcje etatów, a spadek zatrudnienia w sektorze produkcyjnym stał się faktem. W takiej atmosferze zmienia się podejście samych zatrudnionych. Pracownicy skupiają się raczej na utrzymaniu pracy niż na zgłaszaniu nieprawidłowości, nawet jeżeli te występują – wyjaśnia adwokat. Dodaje, że pracownik, który obawia się zwolnienia, znacznie mniej chętnie będzie dokonywał zgłoszeń do PIP.
Mniejsza presja kontrolna przełożyła się również na działania prewencyjne. Inspektorzy rzadziej sięgali po środki wychowawcze – zastosowano je 8,1 tys. razy (wobec 8,5 tys. rok wcześniej), obejmując nimi 7,7 tys. pracodawców.
Mniej spraw, ale cięższego kalibru
Z danych wyłania się jednak jeszcze jeden obraz. Choć wykroczeń jest mniej, ich waga gatunkowa rośnie. Rok 2025 był tym, w którym wzrosła liczba wniosków kierowanych do sądu o ukaranie pracodawców.
To potwierdza tezę o „celowanych” kontrolach. Z uwagi na ograniczone zasoby kadrowe PIP skupia się na najbardziej istotnych i drastycznych naruszeniach, w szczególności tych dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy (bhp). W rezultacie przed sądem będzie musiało się tłumaczyć 942 pracodawców, podczas gdy rok wcześniej było ich 909.
Eksperci wskazują, że ten wzrost liczby spraw sądowych ma też inne podłoże. Inspektorzy częściej niż zwykle mogli decydować się, zamiast na wystawienie mandatu na miejscu, skierować sprawę na drogę sądową.
– Coraz częściej pracodawcy odwołują się jednak od nakładanych mandatów do sądów. Skutek jest taki, że ukaranie może być odsunięte w czasie na wiele miesięcy lub lat albo nie nastąpi w ogóle z uwagi na przedawnienie karalności. Wynika to z czasu oczekiwania na rozstrzygnięcie sądu – zauważa Piotr Bocianowski.
Ekspert stawia sprawę jasno: bez gruntownej reformy wymiaru sprawiedliwości i skrócenia czasu oczekiwania na orzeczenia trudno mówić o skutecznych narzędziach PIP do walki z łamaniem praw pracowniczych.
Z kolei Łukasz Kozłowski zauważa, że w sprawach dotyczących kwalifikacji umów (np. spór o to, czy dana osoba powinna mieć umowę o pracę, czy cywilnoprawną), aż dwie trzecie rozstrzygnięć sądowych zapada na korzyść pracodawców. Pokazuje to ogromne rozbieżności w interpretacji przepisów, jakie pojawiają się już na etapie kontroli. To w dużej mierze wina skomplikowanych, niejasnych i często zmieniających się regulacji prawnych.
Jak wynika z rozmów z przedstawicielami PIP, kary – podobnie jak w latach ubiegłych – dotyczyły głównie naruszeń przepisów bhp, wypłaty wynagrodzeń oraz prawidłowości zatrudniania. ©℗