Problem dotyczy 43 mln osób. Średnia wysokość zadłużenia na osobę po licencjacie to 30 tys. dol. Od wielu lat dużo się mówi o potrzebie skasowania choćby części tych zobowiązań. Obiecał to prezydent Joe Biden. I nawet zaczął – w bardzo małej skali – realizować. Ale czy takie oddłużenie jest w ogóle do pomyślenia?
W Ameryce pożyczki studenckie zostały wymyślone po wojnie (1958 r.). Był to czas szybkiego wzrostu zamożności obywateli oraz znacznego poszerzenia klasy średniej. Ambicje, by pójść na uniwersytet, mocno się wtedy zdemokratyzowały. Początkowo schemat działał znakomicie. Dobre i stałe dochody z pracy zdobytej dzięki dyplomowi z nawiązką pokrywały konieczne do spłacenia raty. Pożyczek niespłaconych było niewiele. Sytuacja zmieniła się dopiero w latach 80. Miało to oczywiście związek ze zmianą modelu gospodarczego. Dyplom przestał być gwarantem dobrej pracy. Jednocześnie koszty czesnego stale rosły, więc rosła także wysokość studenckiego zadłużenia.