Edukacja służyła, służy i będzie służyć rozbudowie arsenału fajnych wyzwisk (trzeba mieć nadzieję, że spełnia również inne cele). Żelaznym punktem programu szkolnego od ponad stu lat jest omawianie sporu romantyków z pozytywistami. Kiedy porzucić wyzwiska, nietrudno zauważyć, że nasz największy w dziejach zryw narodowy – strajki roku 1980 – nie był ani powstaniem, ani rewolucją. Zakończył się podpisaniem pięknego porozumienia z władzą. Potem przyjechały czołgi, ale, znowu, powstania nie było. A kiedy czołgi odjechały, przyszedł Balcerowicz. Budząca mnóstwo napięć transformacja nie zaowocowała nawet wielkim wybuchem społecznej złości.
Po co ta rewolucja?
W 2015 r., właśnie wtedy, kiedy III RP wyszła na prostą, nieoczekiwanie wróciła do łask terminologia charakterystyczna dla wielkich zrywów. Niby po prostu ktoś wygrał wybory, a okazało się, że Polska zerwała kajdany. Znajomy pisowiec wrócił w tamtych pamiętnych dniach z obrad klubu parlamentarnego Zjednoczonej Prawicy. Pytam, jak było. Jęczał cicho: „Jarosław mówił, że teraz jest czas rewolucyjny. Pytam: «Jarku, co ty mówisz, jaka rewolucja?», to ten tylko okiem na mnie złym łypnął”. Oczywiście, rację miał prezes PiS. To znaczy, nie było żadnej rewolucji, ale paplanina na temat wyjątkowej chwili pomagała iść na skróty. Nic tak nie unieważnia treści zdania: „To nie wypada”, jak okrzyk: „Hej, kto Polak, na bagnety!”.
Nawrocki może
Pamiętamy odpowiedź ówczesnej opozycji: demokracja upadła, brońmy wolności przeciwko białoruskiej dyktaturze etc. Kłamstwa, ale tak dobrze wpadające w polskie ucho wyposażone w romantyczny błędnik, że przekonały wielu. Nawet dzisiaj, kiedy, zdawałoby się, jest czas pozytywizmu – odkręcania tego, co prawica źle skręciła – zespół Donalda Tuska dalej najchętniej zwołuje swoich przeciwko PiS. Odstępstwem od tej zasady może być, serio, przegłosowana właśnie ustawa o reformie reformy sposobu powoływania sędziów do KRS. Panu Bogu (KO) daje świeczkę, ale diabłu (żart! a chodzi o prezydenta) ogarek. Każdy kompromis obnaża prawdę – żadnej wojny polsko-polskiej nie ma, są nakręceni wyborcy. Podpisanie ustawy byłoby zatem dobrym rozwiązaniem – ale dobrym dla kraju, niedobrym dla najważniejszych liderów partyjnych. ©Ⓟ