LDP odzyskuje dominację po latach kryzysów
Wybory przywracają dominację Partii Liberalno-Demokratycznej, która przez większą część powojennej historii sprawowała niemal nieprzerwane rządy w Japonii. W ostatnich latach ugrupowanie utraciło jednak większość w obu izbach parlamentu z powodu narastającego niezadowolenia społecznego, wywołanego serią skandali finansowych i rosnącymi kosztami życia.
Według badania exit poll publicznego nadawcy NHK, po niedzielnym głosowaniu partia Takaichi zwiększy stan posiadania z 198 do 274–328 mandatów. Jej koalicjant, Japońska Partia Innowacji, również poprawił wynik. Łącznie obóz rządzący może liczyć na 302–366 miejsc w 465-osobowej Izbie Reprezentantów. Jeżeli po przeliczeniu głosów koalicja uzyska dwie trzecie miejsc, będzie też w stanie przełamywać sprzeciw senatu, gdzie LDP obecnie nie ma większości.
Rekordowo krótka kampania i mocny mandat Takaichi
Uzyskanie silnego mandatu społecznego było deklarowanym celem wyborów, które Sanae Takaichi rozpisała zaledwie trzy tygodnie temu, rozpoczynając najkrótszą w historii kampanię wyborczą. Choć zgodnie z kalendarzem wyborczym do kolejnego głosowania pozostawało jeszcze ponad dwa lata, premierka zdecydowała się na wcześniejszą elekcję, chcąc przekuć wysoką popularność w silniejszy mandat dla LDP.
Takaichi objęła urząd w październiku 2025 r., po dymisji partyjnego kolegi Shigeru Ishiby, który ustąpił w cieniu afery związanej z defraudacją funduszy kampanijnych. W krótkim czasie zdołała zbudować wyjątkowo wysokie poparcie, zwłaszcza wśród młodych, których przyciągnął jej energiczny styl, wyłamujący się ze stereotypu japońskiego skostniałego polityka. Pozytywnie ocenia ją około 75 proc. obywateli, co czyni ją najpopularniejszym politykiem w Japonii od lat.
Japońska "żelazna dama”: zwrot w polityce i niepokój na rynkach
Zwyciężczyni wyborów jest twarzą wyraźnego konserwatywnego zwrotu w polityce obyczajowej i migracyjnej. Takaichi nie ukrywa inspiracji Margaret Thatcher, która rządziła Wielką Brytanią w latach 80., a komentatorzy często określają ją mianem „żelaznej damy Japonii”. W kampanii podkreślała rosnące obawy związane z napływem cudzoziemców i zapowiadała zaostrzenie zasad ich pobytu. W gospodarce stawia natomiast na zwiększenie wydatków budżetowych. Obiecuje pakiety stymulacyjne oraz obniżkę 8-proc. podatku na żywność, by odpowiedzieć na frustrację wyborców rosnącymi cenami. Po ogłoszeniu wstępnych wyników głosowania w niedzielę Takaichi podkreśliła, że zwycięstwo wyborcze LDP daje jej mandat do przeprowadzenia zapowiedzianych reform. - Jeśli zdobyliśmy poparcie opinii publicznej, to znaczy, że naprawdę musimy dołożyć wszelkich starań, by rozwiązać te kwestie - powiedziała.
Taka strategia nie uspokaja jednak rynków finansowych. Dług publiczny Japonii sięga 230 proc. PKB. Zapowiedzi dalszego luzowania polityki fiskalnej rodzą pytania o stabilność finansów państwa. Przed wyborami rentowności obligacji osiągały rekordowe poziomy, a kurs jena wobec dolara jest najniżej od roku. Takaichi próbuje jednak uspokoić inwestorów, przekonując, że słaba waluta sprzyja eksportowi, a tym samym konkurencyjności japońskiej gospodarki.
Japonia szykuje twardszy kurs wobec Chin i bliższy sojusz z USA
Wzmocniony mandat Takaichi może też przełożyć się na kurs dyplomatyczny Tokio. Od objęcia władzy premierka sygnalizuje twardsze stanowisko wobec Chin oraz gotowość do rewizji słynnego artykułu 9 konstytucji, określającego japońską doktrynę pacyfizmu. Mogłoby to otworzyć drogę do zwiększenia zdolności militarnych Japonii, co zapewne będzie ogniskiem napięć w relacjach z Pekinem. Za kadencji Takaichi można też spodziewać się dalszego zbliżenia z Waszyngtonem. Prezydent USA Donald Trump tuż przed wyborami publicznie wyraził dla niej poparcie, a premierka ma odwiedzić Biały Dom 19 marca.