Tomasz Jóźwik

tomasz.jozwik@infor.pl

W piątek szefowa japońskiego rządu Sanae Takaichi zdecydowała o rozwiązaniu niższej izby parlamentu. Przedterminowe wybory zaplanowano na 8 lutego. Takaichi, pierwsza kobieta na tym stanowisku, chce wykorzystać swoją popularność i zapewnić Partii Liberalno-Demokratycznej stabilną większość, którą partia utraciła w 2024 r.

Propozycja obniżenia podatku od konsumpcji wstrząsnęła rynkiem obligacji

Walcząc o głosy wyborców, Takaichi zadeklarowała, że jej rząd rozważy zawieszenie na dwa lata podatku od sprzedaży żywności i napojów. Zdaniem ekonomistów polityczka poruszyła temat tabu, omijany nawet przez tych premierów, którzy – jak wywodzący się z tej samej partii Shinzō Abe – nie żałowali publicznych pieniędzy na wyrwanie gospodarki z marazmu. Zgłaszanie pomysłów prowadzących do ograniczenia wpływów podatkowych jest niebezpieczne ze względu na poziom długu publicznego i koszty jego obsługi. Dług na poziomie 230 proc. PKB jest niemal dwa razy wyższy niż średnia dla państw z grupy G7, w której skład wchodzi także Japonia. Odsetki i wykupy obligacji pochłaniają jedną czwartą japońskiego budżetu.

Po stronie dochodów 20 proc. wpływów (ok. 160 mld dol.) zapewnia podatek od konsumpcji. Propozycja Takaichi ograniczy je o ok. 30 mld dol. Jak zwrócił uwagę Michael Wan, analityk z MFUG Bank, istnieje ryzyko, że tymczasowa obniżka podatków stanie się trwałym rozwiązaniem.

Jeśli równolegle rząd zrealizuje zapowiedzi zwiększenia wydatków na obronność, rentowność obligacji (jest odwrotnie skorelowana z ceną i wyznacza koszt, po jakim rząd zaciąga bieżące zobowiązania) może wzrosnąć do poziomu, przy którym nasilą się obawy o zdolność do obsługi zadłużenia. Skąd tylko krok do kryzysu zadłużenia, który z reguły prowadzi do spadku PKB, zamrożenia inwestycji, wzrostu bezrobocia i bankructw w sektorze przedsiębiorstw.

Kryzys zadłużenia? To przesadzony scenariusz

W zeszłym roku rentowność 10-letnich obligacji japońskiego rządu wzrosła z 1 do 2 proc. W styczniu podskoczyła o ponad 0,3 pkt proc., dochodząc w minionym tygodniu do najwyższego od niemal 30 lat poziomu 2,38 proc. Do niedawna ani politycy, ani inwestorzy nie przejmowali się za bardzo rynkiem obligacji, ponieważ w ramach niestandardowych działań na dużą skalę skupował je bank centralny. W ten sposób Bank Japonii stał się właścicielem połowy rządowego długu. Od 2024 r. władze monetarne zmniejszają jednak skalę interwencji na rynku obligacji.

Leszek Skiba, były prezes banku Pekao, a obecnie ekspert Instytutu Sobieskiego, zwraca uwagę, że koszty obsługi długu rosną, ale powoli. – W znacznym stopniu wynika to z faktu, że dług Japonii to przede wszystkim wieloletnie obligacje o średnim okresie dziewięciu lat. Więc dopiero za osiem, dziewięć lat połowa długu wyemitowana będzie według wyższych rentowności, które widzimy od ponad roku. Koszty rosną, ale powoli, choć rząd ma ochotę na bardziej aktywną politykę gospodarczą z większym deficytem i ma problem, żeby sobie na to pozwolić – ocenia ekonomista.

Część ekspertów uspokaja – obawy o kryzys zadłużenia są przesadzone, bo gospodarka rośnie, a do tego udało się zwalczyć deflację. Dzięki temu w relacji dług/PKB wzrasta mianownik, a pierwsze efekty tego trendu są już widoczne. W porównaniu do rekordowego poziomu z 2020 r. dług obniżył się o 30 pkt proc. PKB.

Wysoki dług publiczny brutto, ale niższy w ujęciu netto

W opublikowanej w minionym tygodniu analizie ekonomiści Pekao zwracają uwagę, że Japonia ma lepszą sytuację fiskalną niż się wydaje. Dług publiczny Japonii w ujęciu netto ma równowartość 133 proc. PKB i od 15 lat nie wzrósł mimo tego, że w tym okresie budżet miał cały czas deficyt, a wzrost gospodarczy oscylował wokół zera. Ten efekt udało się osiągnąć dzięki masowym zakupom obligacji rządowych przez bank centralny, dzięki czemu koszt finansowania deficytu był bardzo niski. Z drugiej strony japońskie instytucje finansowe chętnie inwestowały w ryzykowane aktywa, także zagraniczne.

"Japonia nie wpada w kryzys finansowy, choć rachunek fiskalny robi się trudniejszy. Japoński sektor publiczny ma na tyle dużo zagranicznych aktywów, że realizując zyski na nich lub zmieniając alokację jest w stanie wykorzystać przecenę obligacji na swoją korzyść." - napisali w analizie ekonomiści Pekao.

Leszek Skiba ocenia, że problemy fiskalne Japonii mają istotny wpływ na globalne rynki finansowe.

Po pierwsze, Japonia może być zmuszona wycofać dolarowe aktywa zagraniczne, a dziś jest największym wierzycielem rządu USA. W rękach Japonii jest około 1,1 bn USD długu rządowego USA, co stanowi wartość około 25 proc. PKB Japonii. Po drugie, yen od lat 90-tych używany jest do powszechnie popularnej strategii carry trade. Czyli pożyczania w jenie na niski procent, następnie sprzedaży jenów i inwestycji w krajach z wyższymi stopami procentowymi np. w USA. Rosnące stopy procentowe w Japonii powodują, że mechanizm ten przestaje być atrakcyjny. Efektem jest wycofanie się z niektórych inwestycji w atrakcyjne rosnące spółki technologiczne, a także wzrost oprocentowania obligacji w krajach rozwiniętych w związku z wycofywaniem japońskich aktywów - mówi ekonomista.