Takaichi rozwiązała w piątek parlament, otwierając drogę do przedterminowych wyborów parlamentarnych 8 lutego. To zaskakujący krok, ponieważ Japończycy mieli iść do urn dopiero w październik 2028 roku. Takaichi uznała jednak, że obecny moment sprzyja sprawdzeniu realnej skali społecznego poparcia dla jej przywództwa. – Stawiam w tych wyborach na szali swoją przyszłość jako premier – powiedziała na konferencji prasowej, ogłaszając przyspieszone głosowanie.

Popularna premierka Japonii stawia wszystko na jedną kartę

Decyzja ta zapadła zaledwie trzy miesiące po tym, jak Takaichi – jako pierwsza kobieta w historii – objęła stanowisko szefowej japońskiego rządu. Przejmując władzę po rezygnacji poprzednika, Shigeru Ishiby, odziedziczyła skomplikowaną sytuację parlamentarną. Rządząca Partia Liberalno-Demokratyczna straciła wcześniejszą dominację i została zmuszona do sprawowania władzy w oparciu o kruche porozumienia. Zakończyła się także współpraca z centrową partią Komeito, z którą PLD współrządziła krajem przez ostatnie ćwierć wieku. Nowym partnerem koalicyjnym została prawicowa Japońska Partia Innowacji (JPI).

W krótkim czasie Takaichi zdołała jednak zaskarbić sobie sympatię wyborców. Zapewne pomogły jej charyzma i charakterystyczna spontaniczność, którą pokazała ostatnio, grając na perkusji do przebojów k-popu wspólnie ze swoim południowokoreańskim odpowiednikiem. Takaichi ma dużą łatwość w nawiązywaniu osobistych relacji z światowymi liderami, od Donalda Trumpa po Giorgię Meloni, co buduje wizerunek silnej liderki liczącego się kraju. Według sondaży popiera ją obecnie około 70–75 proc. wyborców. Takaichi popularna jest nawet wśród młodych Japończyków, dotąd raczej z dystansem patrzących na nacjonalistyczny PLD. To nie tylko wynik osobistej popularności premierki, ale też konserwatywnego zwrotu w japońskim społeczeństwie.

Takaichi pomaga konflikt z Chinami

Ważnym elementem budowania poparcia stała się jej twarda postawa wobec Chin. Japończycy murem stanęli po stronie Takaichi w narastającym sporze z Pekinem, wywołanym jej deklaracją, że ewentualny chiński atak na Tajwan mógłby stanowić egzystencjalne zagrożenie dla Japonii i tym samym uzasadniać jej militarne zaangażowanie. W odpowiedzi Chiny sięgały po kolejny środki nacisku: najpierw wydały ostrzeżenia dla turystów i ograniczyły wymianę kulturalną, potem wstrzymały import japońskich owoców morza. W styczniu konflikt jeszcze się zaostrzył, gdy Pekin ograniczył eksport do Japonii towarów podwójnego zastosowania i metali ziem rzadkich.

Dlaczego więc Takaichi decyduje się na tak ryzykowny krok właśnie teraz, w momencie narastającego kryzysu dyplomatycznego? Premierka liczy, że jej osobista popularność przełoży się na wzmocnienie parlamentarnego zaplecza PLD oraz jej koalicyjnego partnera, JPI. Obecnie oba ugrupowania dysponują łącznie 230 mandatami w izbie niższej, a przy wsparciu trzech posłów niezależnych daje to jedynie minimalną przewagę w 465-osobowym parlamencie. Taki układ znacząco utrudnia przeprowadzanie reform.

Kierownictwo obozu rządzącego podkreśla, że celem przyspieszonego głosowania jest uzyskanie silnego mandatu i stabilnej większości, niezbędnych do realizacji strategii wzrostu gospodarczego. Z sondażu publicznego nadawcy NHK wynika, że największym zmartwieniem Japończyków pozostają rosnące koszty życia – wskazało na nie 45 proc. respondentów. Sprawy międzynarodowe budzą obawy tylko 16 proc. badanych.

Wyboista droga do stabilnej większości w Japonii

Zwycięstwo Takaichi wcale nie jest jednak przesądzone. Jej osobista popularność nie musi automatycznie przełożyć się na dobry wynik całej Partii Liberalno-Demokratycznej, a tym bardziej jej koalicyjnego partnera. Dodatkowym wyzwaniem jest pojawienie się nowej siły politycznej – Sojuszu Reform Centrowych, powstałego z połączenia głównej partii opozycyjnej, Konstytucyjnej Partii Demokratycznej Japonii (KPDJ), oraz Komeito, dotychczasowego partnera PLD. Nowe ugrupowanie wchodzi do rywalizacji z silną pozycją w Izbie Reprezentantów: KPDJ dysponuje 148 mandatami, a Komeito – 24. Sojusz, zapowiadając odejście od „polityki podziałów”, może przy urnach przyciągnąć nowych wyborców zniechęconych chaotycznym manewrem Takaichi.

Przeciwnicy premierki zarzucają jej przedkładanie politycznych kalkulacji politycznych nad pilniejsze sprawy państwa. Kampania może opóźnić przyjęcie budżetu na 2026 rok o wartości 122 bln jenów (około 2,8 bln zł). Narastająca niepewność polityczna już teraz odbija się na rynkach: jen znajduje się na najsłabszym poziomie wobec dolara od roku, a w grudniu inflacja – po raz 44. miesiąc z rzędu – przekroczyła 2-procentowy cel Banku Japonii.