Dekret przewiduje udzielenie zezwolenia na pobyt i pracę na rok, z możliwością uzyskania obywatelstwa, osobom, które przed końcem 2025 r. wjechały do kraju nielegalnie, przebywały w nim co najmniej pięć miesięcy i nie były karane. Hiszpański rząd szacuje, że w ramach nadzwyczajnej legalizacji migrantów kraj może przyjąć około pół miliona osób. Jednak raport centrum analiz ekonomicznych Funcas pokazuje, że liczba ta może sięgać nawet 840 tys., czyli aż osiem razy więcej niż w 2017 r. Większość osób, które skorzystają z nowych przepisów, to obywatele byłych kolonii hiszpańskich w Ameryce Łacińskiej i Afryce Północnej.
Specyficzna „amnestia”
Masową legalizację pobytu migrantów można porównać do amnestii. Gdy rząd decyduje się masowo zwalniać więźniów z odbywania kar lub je im skracać, wówczas też można mówić, że jest to pewnego rodzaju premiowanie popełniania przestępstw. Jednak czasami jest to konieczne ze względów pragmatycznych, takich jak przepełnienie więzień. Tak samo jest w przypadku masowej regulacji statusu nielegalnych imigrantów. Rząd nie neguje, że popełnili przestępstwo, przekraczając w sposób nielegalny granicę Hiszpanii. Jednak wydalenie jest często niemożliwe. Kraje ich pochodzenia często bowiem nie zgadzają się na ich ponowne przyjęcie. Taka sytuacja miała miejsce m.in. w marcu 2025 r., gdy Algieria odmówiła przyjęcia 60 swoich obywateli wydalonych z Francji. Jednocześnie brak uregulowanego statusu uniemożliwia imigrantom podjęcie legalnej pracy, w sposób naturalny kierując ich w stronę szarej strefy lub działalności kryminalnej. Legalizacja ich pobytu jest zatem korzystna z punktu widzenia bezpieczeństwa wewnętrznego kraju.
Emerytury na barkach imigrantów
Decyzja rządu jest też korzystna dla systemu opieki społecznej. Hiszpania intensywnie się starzeje. Odsetek społeczeństwa w wieku poprodukcyjnym wynosi obecnie 20 proc., a do 2050 r. ma wzrosnąć aż do 35 proc. Długoterminowe utrzymywanie się takiego stanu doprowadzi do sytuacji, w której niewielki odsetek osób pracujących będzie utrzymywał armię emerytów i rencistów. Sposobem na złagodzenie lub chociaż opóźnienie w czasie tego zjawiska ma być włączenie do systemu ok. 500 tys. osób poprzez legalizację ich pobytu.
Uregulowanie statusu nielegalnych migrantów doprowadzi do wzrostu dochodu budżetu państwa. Umożliwienie osobom przebywającym dziś nielegalnie w Hiszpanii podjęcia legalnej pracy najprawdopodobniej doprowadzi do tego, że znaczna część z nich zacznie podpisywać umowy o pracę, a co się z tym wiąże, płacić podatek dochodowy od osób fizycznych. Oczywiście zwiększy to też wydatki państwa z tytułu świadczeń społecznych, ale biorąc pod uwagę, iż nielegalni migranci są zwykle osobami młodymi i zdrowymi, koszty te powinny być niższe niż potencjalne wpływy podatkowe. Jest to o tyle istotne, że Hiszpania od kilkunastu lat mierzy się z problemem wysokiego długu publicznego i utrzymaniem w ryzach finansów publicznych. W 2026 r. deficyt budżetowy wyniesie 2,1 proc. Dług publiczny kraju wynosi natomiast 103,2 proc. PKB.
Polityczne samobójstwo Sancheza?
Podejmując decyzję o legalizacji pobytu imigrantów, premier Hiszpanii Pedro Sánchez ryzykuje porażkę wyborczą w 2027 r. Prawdopodobnie doprowadzi to do mobilizacji wyborców prawicowej partii Vox. Jej lider Santiago Abascal przekonuje, że decyzja ta zachęci kolejne osoby do nielegalnego przekraczania granicy. Vox nigdy jeszcze nie rządziło, więc jest w tej mierze wiarygodne dla wyborców, którzy uznają imigrację za jeden z najważniejszych problemów Hiszpanii. Wiarygodności tej brakuje natomiast centroprawicowej Partii Ludowej. Za jej rządów, w latach 1999-2003, miała miejsce poprzednia „masowa amnestia”. Zalegalizowano wówczas pobyt ponad 500 tys. imigrantów. Niemniej pamięć wyborców jest zazwyczaj krótka i również Ludowcy mają szansę zwiększyć swoje poparcie, krytykując decyzję rządu.
Decyzja Sáncheza może jednak nie być aż tak naiwna politycznie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Sondaże od miesięcy wskazują, że wybory parlamentarne w 2027 r. wygra Partia Ludowa i będzie rządzić samodzielnie lub w koalicji z Vox. Tak samo miało być jednak już w 2023 r. Wówczas, dzięki „straszeniu Voxem”, Sánchezowi udało się sformować koalicję parlamentarną wspierającą rząd jego Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) z mniejszymi partiami lewicowymi. Obecnie premier chce przejąć elektorat swoich koalicjantów oraz zdobyć nowych wyborców wśród dotychczasowych imigrantów, często będących krewnymi osób, których status zostanie uregulowany. W ten sposób nawet jeśli przegra wybory, może wyjść z nich jako ten, który uczynił z PSOE silne ugrupowanie lewicowe.