Poselski projekt nowelizacji kodeksu karnego, który niedawno wpłynął do laski marszałkowskiej, w założeniu ma umożliwić skuteczną walkę ze zjawiskiem patostreamingu. Zgodnie z nim mają być karane cztery jego formy. „Z jednej strony przestępstwa szczególnie wysoko przez ustawodawcę karane; z drugiej strony przestępstwo patostreamingu obejmie również kategorię prawno-zwierzęcą, akcentując fakt, iż dojrzałe społeczeństwo winno potępiać wszelkie postacie krzywdzenia zwierząt; ponadto patostreaming to w końcu zachowania, gdzie dochodzi do naruszenia nietykalności cielesnej w sposób prowadzący do upokorzenia lub poniżenia innej osoby” – czytamy w uzasadnieniu projektu. Ponadto jego autorzy proponują włączenie do kategorii patostreamingu również problematyki przestępstw i wykroczeń skarbowych polegających m.in. na nielegalnej organizacji gier hazardowych.

Obecne przepisy a walka z patostreamingiem – czy są wystarczające?

Zgodnie z projektem odpowiedzialności karnej podlegać będzie ten, kto za pośrednictwem sieci teleinformatycznej będzie publicznie rozpowszechniał w postaci obrazu lub dźwięku treści przedstawiające enumeratywnie wymienione w projektowanym przepisie czyny zabronione. Grozić ma za to kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. W projekcie zaproponowano też, aby tej samej karze podlegali ci, którzy pozorują popełnianie wskazanych zabronionych czynów.

Sceptycznie na temat projektu wypowiada się dr hab. Mikołaj Małecki, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zdaniem idea, jaka przyświecała jego autorom, jest dobra, jednak wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

– Przede wszystkim należy zwalczać patostreaming przepisami, które już obowiązują. Nieobyczajny wybryk, zakłócenie porządku publicznego, spożywanie alkoholu w miejscu publicznym, publiczne przeklinanie – wszystkie te przepisy obejmują zachowania w internecie i już dziś można je karać. Projektodawcy powinni więc przede wszystkim wykazać, dlaczego obowiązujące przepisy nie są wystarczające – uważa karnista.

Innego zdania jest adwokat Marcin Wolny, ekspert z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Obecne przepisy mówią raczej o pochwalaniu przestępstw, natomiast w projekcie mowa jest o publicznym rozpowszechnianiu. Wydaje mi się, że te zachowania są w tej chwili niekryminalizowane, natomiast bardzo negatywnie wpływają na małoletnich – wskazuje nasz rozmówca. I dodaje, że rozwiązanie zaproponowane przez posłów spełnia zasady określoności prawa i nie budzi wątpliwości pod kątem zasady nullum crimen sine lege certa (nie ma przestępstwa bez określonej ustawy – red.).

– Wydaje się, że to jest całkiem wyważona propozycja w kontekście skali zjawiska patostreamingu. Zaproponowana przez posłów sankcja również nie wydaje się wygórowana – mówi ekspert HFPC.

Jakie treści w internecie będą karane? Wątpliwy katalog patostreamingu

Prezentowanie, jakich więc konkretnie treści i ich rozpowszechnianie w sieci będzie karane według propozycji posłów KO? Chodzi m.in. o czyn zagrożony karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 5 lat jako umyślne przestępstwo przeciwko życiu lub zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece lub popełnione z użyciem przemocy.

– Zastrzeżenie, że chodzi o prezentowanie czynu „zagrożonego karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5” to ewidentny błąd projektodawców – uważa dr hab. Małecki. Jak tłumaczy, taka klauzula oznacza, że przepis obejmie tylko najbrutalniejsze zbrodnie typu zabójstwo.

– Określenie „na czas nie krótszy od” dotyczy dolnej granicy sankcji. Zgwałcenie, rozbój czy bójka mają dolną granicę kary niższą niż 5 lat. Projektodawcy chodziło zapewne o granicę górną – powinien więc napisać „czynu, którego górna granica ustawowego zagrożenia wynosi przynajmniej 5 lat” – wyjaśnia karnista.

Zdaniem naszego rozmówcy, jeśli już projektodawcy chcą wprowadzać patostreaming jako osobne przestępstwo, to trzeba to zrobić w skondensowany sposób i zapisać w kodeksie: „kto za pomocą środków masowego komunikowania rozpowszechnia treści prezentujące popełnienie czynu zabronionego...” oraz „Tej samej karze podlega ten, kto za pomocą środków masowego komunikowania rozpowszechnia treści mające wywołać przekonanie, że prezentują popełnienie czynu zabronionego”.

Kontrowersje wywołuje również objęcie projektowanym przepisem czynów polegających nie tylko na znęcaniu się nad zwierzęciem lub jego zabiciem, ale także na znęcaniu się lub zbiciu głowonoga.

– Wpisanie do kodeksu karnego głowonogów ma potencjał na mema. Nie dlatego, że głowonogi nie zasługują na ochronę, ale dlatego, że tak głęboka kazuistyka uwstecznia kodyfikację karną. Kodeks to kodeks, a nie zbiór kolejnych przykładów, dodawanych, gdy tylko komuś przyjdzie do głowy nowy pomysł. A co z motylami? Dlaczego odrywanie motylom skrzydełek na wizji nie mieści się w proponowanej regulacji? – pyta retorycznie Mikołaj Małecki. I dodaje, że najwyraźniej autorom opinii bardzo leży na sercu dobro ośmiornic.

Ponadto ma być karane rozpowszechnianie za pomocą internetu treści przedstawiających popełnienie czynu zabronionego stanowiącego naruszenie nietykalności cielesnej w sposób prowadzący do poniżenia lub upokorzenia innej osoby, a także czynów opisanych w art. 107–111 kodeksu karnego skarbowego. Chodzi m.in. o organizację nielegalnych gier hazardowych. ©℗