Kilka dni po ataku na Wenezuelę Amerykanie zrobili kolejny krok. W środowe popołudnie dopadli rosyjski tankowiec, który złamał blokadę ustanowioną wokół Wenezueli.

Dopadli rosyjski tankowiec. Nie pomogła nowa bandera

Pościg za pływającym pod banderą Gujany rosyjskim tankowcem Bella-1 rozpoczął się 21 grudnia na Morzu Karaibskim. Jednostka objęta została amerykańskimi sankcjami, gdyż już wcześniej podejrzewano ją o przewożenie irańskiej ropy naftowej. Amerykańska straż przybrzeżna próbowała dokonać abordażu, jednak operacja nie powiodła i jednostka wymknęła się amerykańskiej blokadzie. Statek skierował się na Ocean Atlantycki.

Ucieczka najwyraźniej ubodła Waszyngton, bo za statkiem wysłano jednostki, które go śledziły. Działać postanowili też Rosjanie. Chcąc odstraszyć amerykańskie wojska, na środku morza zmienili nazwę statku na Marinera, a na nadbudówce wymalowali rosyjską banderę. Kreml zdecydował też o wysłaniu na spotkanie tankowca okrętu podwodnego i innych jednostek floty, by te bezpiecznie odtransportowały go do któregoś z rosyjskich portów.

W ocenie specjalisty, ruch Rosjan nie miał wiele wspólnego z międzynarodowym prawem morskim. - Na tym statku niby namalowana jest bandera rosyjska, ale to jest fikcja. Taka operacja wiąże się z odpowiednimi zgłoszeniami, nie wystarczy sobie na nadbudówce namalować flagi jakiegoś państwa – mówi DGP Sebastian Kalitowski, prezes Maritime Safety & Security, były oficer służb specjalnych.

Rosyjski statek zajęty. Błyskawiczna akcja służb USA

Amerykanie byli szybsi od rosyjskich okrętów. Zaraz po uporaniu się z prezydentem Wenezueli i dostarczeniem go do Nowego Jorku, tropem rosyjskiego tankowca posłali siły, które poradziły sobie z Nicolasem Maduro. Od poniedziałku, 5 stycznia rudnia zaczęli przerzucać do bazy Fairford w Wielkiej Brytanii oddziały specjalne. Czując, że coś się święci, rosyjskie MSZ wydało we wtorek oświadczenie, ostrzegając Amerykanów. "Moskwa oczekuje, że państwa zachodnie, które deklarują swoje zaangażowanie na rzecz wolności żeglugi na pełnym morzu, zaczną wdrażać tę zasadę" – stwierdził Kreml.

Waszyngton się nie przestraszył. W środowy poranek amerykańskie samoloty wystartowały z brytyjskiej bazy i w kilka godzin dotarły nad północny Atlantyk, gdzie znajdował się Bella-1. Siły specjalne dokonały abordażu i zajęły rosyjski statek. "Blokada sankcjonowanej i nielegalnie wydobywanej wenezuelskiej ropy naftowej nadal obowiązuje na całym świecie" – napisał już po zatrzymaniu tankowca amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth.

Chwilę po zajęciu rosyjskiej jednostki, amerykańska Straż Przybrzeżna poinformowała z kolei o zatrzymaniu kolejnego, objętego sankcjami tankowca. Na Karaibach weszli na pokład jednostki M Sophia.

Jak Rosja odpowie na zajęcie tankowca?

Atak na rosyjski statek handlowy to wydarzenie, którego mało kto się spodziewał. Jest o tyle ciekawe, że Waszyngton nie przestraszył się nawet otwartych apeli Rosji i sugestii, że jednostka może być broniona. Jak przypomina jednak Sebastian Kalitowski, do podobnych zajęć dochodziło wcześniej. Dotyczyły one jednak statków irańskich. Teraz wiele wskazuje, że Amerykanie zmieniają reguły gry. - My bardzo przyzwyczailiśmy się do prawa i konwencji i uważamy, że jest to coś, co jest nienaruszalne i obowiązujące wszystkich. A w rzeczywistości tak nie jest. Prawo to są tylko pewne umowy, pod którymi ktoś złożył podpisy, co nie znaczy, że w każdej chwili ktoś nie może przestać ich stosować. I to dziś przerabiamy (…). Dziś sprawdzamy się, kto jest silniejszy (…). Rosja na pewno jakoś odpowie – ocenia ekspert.