Błyskawiczna akcja amerykańskich komandosów i uprowadzenie prezydenta Nicolása Maduro nie byłoby możliwe bez wyłączenia wenezuelskiego systemu obrony przeciwlotniczej. Ten zamilkł w kilka minut, choć nie należał do słabych. Jak donosił w listopadzie 2025 r. amerykański Robert Lansing Institute, Caracas dysponowało „najsilniejszą zintegrowaną siecią obrony powietrznej w Ameryce Łacińskiej”.
Obrona Wenezueli za miliardy dolarów
Jej budowę rozpoczęto w 2009 r. po zakupie 12 rosyjskich zestawów wyrzutni przeciwlotniczych S-300W. Zakup, za który ówczesny prezydent Hugo Chávez zapłacił 2,2 mld dol., skredytowała Moskwa. W 2013 r. do Caracas zaczęły docierać systemy przeciwlotnicze średniego zasięgu Buk. Ostatnia dostawa ich najnowszej wersji Buk-M2E przypadła na koniec października 2025 r., kiedy pewne już było, że oczy Donalda Trumpa zwracają się w stronę Wenezueli. Południowoamerykańskiego sojusznika militarnie wspierali też Chińczycy. Od 2019 r. Pekin wyposażał Wenezuelę w trójwymiarowe systemy obserwacyjne JYL-1-3D oraz radary JY-17 i JY-27. Razem z rosyjską bronią miały one tworzyć wielowarstwową obronę powietrzną.
Gdy jednak doszło do amerykańskiego ataku, chińskie radary go nie zauważyły, a rosyjska broń nie wypaliła. Odnotowano jedynie dwukrotne użycie ręcznych rosyjskich zestawów przeciwlotniczych Igła. Po drugiej stronie potwierdzono zniszczenie dwóch Buków, a według nieoficjalnych doniesień zniszczono też siedem samolotów z rodziny Suchojów. W ocenie wojskowych, tak szybkie osiągnięcie przewagi powietrznej możliwe było dzięki zaskoczeniu i przewadze technologicznej Stanów Zjednoczonych. – NATO pod względem sprzętu stoi o szczebel wyżej. Wenezuela prezentuje postradziecki poziom wyposażenia i funkcjonowania armii. Ich sprzęt, choć modernizowany, nie jest owocem osiągnięć współczesnej technologii – mówi DGP gen. Bogusław Pacek.
W MON obserwują lekcję zza oceanu
W MON z uwagą śledzą to, co wydarzyło się w Wenezueli. Z jednej strony, wojskowych interesuje, w jaki sposób tak szybko unieszkodliwiono broń, której posiadaniem chwali się Rosja i Białoruś. Z drugiej strony, my również jesteśmy w trakcie budowania wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej, choć opieramy się na rozwiązaniach strony, która w styczniowym starciu odniosła sukces. W grudniu 2025 r. stan gotowości osiągnęły pierwsze dwie polskie wyrzutnie rakiet Patriot, które są zintegrowane z pozostałymi warstwami obrony przeciwpowietrznej dzięki systemowi IBCS (Integrated Battle Command System). Polska, zaraz po USA, jest jego pierwszym na świecie użytkownikiem.
– Mamy nowoczesny sprzęt oraz dobrze zgraną i wyszkoloną obsługę, co pokazaliśmy w czasie nalotu dronów. Wtedy wyszło na jaw, że zintegrowaliśmy systemy przeciwlotnicze, przeciwrakietowe z czterech państw: Polski, Holandii, USA i Włoch. Ten system działa i cały czas go doskonalimy – zapewnia gen. Mieczysław Bieniek, doradca ministra obrony narodowej. Oprócz własnych baterii Patriot naszego nieba strzegą dwie baterie holenderskie i systemy brytyjskie. Całość uzupełniają rozbudowywane wciąż systemy Narew i Pilica, służące do rażenia celów z odległości do 5 km. W 2026 r. do Polski ma też dotrzeć sześć myśliwców F-35, które w ataku na Wenezuelę odegrały kluczową rolę.
Czemu zamilkła obrona powietrzna Wenezueli?
W ocenie generała Bieńka, o porażce Wenezueli mógł zdecydować nie tylko nowoczesny sprzęt. – Samoloty F-35 mają możliwości niszczenia radarów specjalnymi bombami przeciwradarowymi, a baterie przeciwlotnicze bez radarów są ślepe. Druga możliwość jest taka, że wcześniej został wykonany atak cybernetyczny na system energetyczny, aby zgasić światła w całym mieście. Nie jest też wykluczone, że po prostu przekupiono ludzi obsługujących systemy radarowe – mówi wojskowy.
Na znaczenie przewagi technologicznej i dobrze wyszkolonych kadr zwraca uwagę generał Roman Polko, były dowódca jednostki GROM. I choć ma on świadomość, że sprzęt, który kupuje Polska, przewyższa to, czym dysponują Rosja i Białoruś, ostrzega, by nie popadać w samozadowolenie. – Nie chcę lekceważyć drugiej strony. Takie porażki powodują, że druga strona zaczyna się zastanawiać, co poszło nie tak. I teraz z pewnością Chińczycy i Rosjanie będą weryfikować spojrzenie na system obrony przeciwlotniczej i jego działanie – mówi generał.