Wzrost gospodarczy będzie „obsesją Partii Pracy” – tak obiecywał brytyjski premier Keir Starmer, gdy był jeszcze w opozycji. Lider laburzystów twierdził, że Wielka Brytania jest biedna, ponieważ jest chaotycznie rządzona i zapomniała, jak cokolwiek budować. Boom budowlany miały wywołać dwa rozwiązania – rozsądne zarządzanie i reforma skostniałego systemu planowania.

Wzrost gospodarczy miał być także lekarstwem na uporządkowanie brytyjskiego bałaganu fiskalnego bez podnoszenia podatków. Starmer niczym mistrz Yoda przekonywał, że nie tylko stabilność doprowadzi do wzrostu, lecz także wzrost doprowadzi do stabilności. Tak się jednak nie stało.

Stan brytyjskiej gospodarki: chwiejny, bez perspektyw na ożywienie

Pod rządami Keira Starmera brytyjska gospodarka nadal się chwieje, a prognozy nie wskazują na ożywienie. Boom budowlany nie nastąpił, co więcej, w I kw. 2025 r. liczba wniosków o pozwolenie na budowę wręcz spadła. W Londynie, gdzie inwestycje budowlane są najbardziej potrzebne, niemal całkowicie zaprzestano realizacji nowych projektów. Jeśli chodzi o chaos, to wydaje się on wszechobecny.

Kadencja Starmera przebiega jak dotąd burzliwie. Plany Partii Pracy dotyczące podatków i wydatków już dwukrotnie wystraszyły rynek obligacji. W budżecie przedstawionym 26 listopada kanclerz skarbu Rachel Reeves musiała załatać dużą dziurę w finansach publicznych.

W 2026 r. można się spodziewać nieznacznej poprawy sytuacji, a pole do nadrabiania zaległości jest duże. Wyniki gospodarcze Wielkiej Brytanii są słabe od prawie dwóch dekad. Od czasu przed pandemią koronawirusa brytyjska gospodarka wzrosła tylko o 5,2 proc. To znacznie poniżej połowy tego, co udało się osiągnąć Stanom Zjednoczonym (choć większość krajów G7 również odnotowała spowolnienie). Jednak jeśli spojrzeć na to optymistycznie, Wielka Brytania wciąż ma mocne strony – język angielski, dobre uniwersytety, sprawny sektor technologiczny i usługowy. Wszystko to wskazuje, że może zyskać na globalnych zmianach związanych z rozwojem sztucznej inteligencji.

Nadzieją dla ekonomii Wielkiej Brytanii jest rynek nieruchomości

Jednym z obszarów, w których można dostrzec oznaki poprawy, jest rynek nieruchomości. Projekt ustawy o planowaniu przestrzennym przyjęty przez rząd Keira Starmera, choć nieidealny, to jednak jest lepszy od pozostawionej przez torysów tzw. ustawy NIMBY (ang. not in my backyard – „nie w moim ogródku”). W I kw. 2025 r. liczba rozpoczętych budów wzrosła o 17 proc. w porównaniu z końcówką poprzedniego roku. Deweloperzy zaczną odczuwać poprawę koniunktury w związku ze spodziewanym obniżeniem stóp o prawie 1 pkt proc. w 2026 r. Minister mieszkalnictwa Steve Reed obiecuje „budować, budować i jeszcze raz budować” oraz promuje dalszą deregulację. Rząd nie osiągnie wprawdzie swojego celu, jakim było wybudowanie 1,5 mln nowych domów do 2029 r., ale stanie się odczuwalne, że Wielka Brytania znów jest w budowie.

Inwestycje biznesowe również powinny wzrosnąć. Przed wyborami kanclerz Reeves kusiła przedsiębiorców w ramach „ofensywy wędzonego łososia” (nazwanej tak ze względu na spotkania z czołowymi biznesmenami przy śniadaniach z wędzonym łososiem i jajecznicą). Ich nastroje szybko się jednak pogorszyły, gdy zostali obłożeni wyższymi podatkami. Chaos w rządzie może być czasem pomocny. Rezygnacja lewicowej wicepremier Angeli Rayner, która nie zapłaciła należnego podatku od drugiego domu, oznacza dalsze złagodzenie ustawy o prawach pracowniczych. W międzyczasie rząd będzie forsował plany budowy kolejnych małych elektrowni jądrowych oraz centrów danych. Wielka Brytania może nie stanie się ostoją stabilności, jak obiecywał Keir Starmer, ale nie będzie też złym miejscem do prowadzenia działalności biznesowej.

Pesymiści kreślą bardziej ponury scenariusz – w przypadku załamania na światowym rynku obligacji Wielka Brytania znajdzie się w trudnej sytuacji. Niedorzeczne są jednak wypowiedzi, że kraj zwróci się z prośbą o pomoc do MFW, jak miało to miejsce w 1976 r. W razie konieczności laburzyści mogliby po prostu podnieść podatki. O ile jednak katastrofa jest mało prawdopodobna, to równie mało realne jest, aby Wielka Brytania zaskoczyła pozytywnie. Żadna partia nie garnie się do wprowadzania trudnych zmian, które zwiększyłyby konkurencyjność gospodarki. A ponieważ w sondażach prowadzi wymachująca narodową flagą partia Reform UK, głównym celem politycznych reformatorów będzie doprowadzenie do zmniejszenia liczby imigrantów i osób ubiegających się o azyl – niezależnie od deklarowanych głośno obsesji premiera Starmera.

From The World Ahead, 2026 © 2025 The Economist Newspaper Limited. All rights reserved