Z ustaleń DGP wynika, że Instytut Badań Edukacyjnych opracował dwie koncepcje ramowych planów nauczania dla szkół ponadpodstawowych. Dyrektorzy będą mogli wybrać jedną z nich. Ale Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych wystosowało list do kierownictwa resortu edukacji, w którym apeluje o modyfikację proponowanych rozwiązań.

Oprócz korzystnych zmian, takich jak zmniejszenie łącznej liczby godzin w technikum, pojawiły się bowiem propozycje budzące zastrzeżenia. W obu wariantach przewidziano redukcję liczby godzin przeznaczonych na przedmioty rozszerzone w całym cyklu kształcenia – z 22 do 18. „Oba proponowane ramowe plany nauczania w zakresie zmniejszenia liczby godzin z przedmiotów rozszerzonych nie powinny ujrzeć światła dziennego” – czytamy w liście PSNPP do MEN.

„Rozważamy wyrównanie liczby godzin rozszerzeń wszystkich przedmiotów, tak żeby każdy przedmiot miał rozszerzenie w takim samym wymiarze (po 6 godzin)” – przyznaje IBE.

– MEN tłumaczy zmiany nową podstawą programową i mniejszą liczbą treści, ale przecież wymagania na studiach pozostają niezmienione – nikt nie obniży oczekiwań wobec przyszłych lekarzy, prawników, inżynierów czy dziennikarzy – mówi DGP Karol Dudek-Różycki, przewodniczący PSNPP.

Zmiany w szkołach ponadpodstawowych. Rozszerzenia później?

Zmienić ma się również moment rozpoczęcia nauki na poziomie rozszerzonym: byłoby to dopiero w drugiej lub trzeciej klasie liceum, w zależności od decyzji dyrektora. Obecnie uczniowie zaczynają rozszerzenia już w pierwszej klasie.

„Wybór w wieku 15 lat tego, co się będzie zdawało na maturze za cztery lata, jest dla wielu uczniów i uczennic wyborem pozornym i trudnym. Chcemy dać im więcej czasu na podjęcie bardziej przemyślanych decyzji” – argumentuje IBE.

Marek Pleśniar, szef Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, uważa, że decyzja o tym, jak rozłożyć godziny w różnych etapach edukacyjnych czy w ramach konkretnej szkoły, powinna pozostawać wyłącznie w gestii placówki. Nie popiera opóźnienia startu rozszerzeń.

Propozycje obejmują również zwiększenie liczby godzin pozostających do dyspozycji dyrektora z trzech do sześciu tygodniowo oraz rozszerzenie katalogu przedmiotów, które mogłyby być realizowane w ich ramach. Dotychczas obejmował on m.in. plastykę, muzykę czy filozofię. Po zamianach szkoły mogłyby wprowadzać m.in. wiedzę o mediach, astronomię czy zajęcia z AI i robotyki. Nauczyciele mogliby również proponować własne przedmioty autorskie, np. ochronę środowiska.

Co istotne, dyrektor zyskałby większą więc pulę godzin do swojej dyspozycji, ale nie mógłby decydować np. o rozpoczęciu nauki przedmiotów rozszerzonych w pierwszej klasie.

– MEN zakłada, że dyrektorzy, otrzymując więcej godzin do dyspozycji, będą przeznaczać je również na kluczowe przedmioty, takie jak język polski, matematyka czy właśnie rozszerzenia – mówi Dudek-Różycki. Zwraca uwagę, że dziś przepisy na to nie pozwalają, a ich zmiana i tak najpewniej nie rozwiązałaby sprawy. Powód? W rzeczywistości godziny do dyspozycji dyrektora są bowiem bardzo często wykorzystywane m.in. do łatania etatów nauczycieli.

Ewelina Gorczyca, rzeczniczka resortu edukacji, podkreśla, że prace nad ramówkami są obecnie „na etapie koncepcyjnym” i obejmują analizę „różnych wariantów organizacyjnych”.

„MEN pozostaje otwarte na dialog – jeżeli w toku konsultacji okaże się, że proponowane rozwiązania wymagają korekty, będą one analizowane we współpracy ze środowiskiem oświatowym” – dodaje. ©℗