Tak - i to w sposób bardzo wyraźny. Dlatego chcę to jednoznacznie podkreślić: MEN nie wprowadza żadnej nowej oceny do szkół ani żadnego nowego obowiązku dla nauczycieli. Ocena funkcjonalna nie jest nową procedurą ani „kolejną oceną”, tylko nazwaniem i uporządkowaniem czegoś, co nauczyciele robią od lat.
Każdy nauczyciel obserwuje swoich uczniów: widzi, czy dziecko ma trudności w nauce, w zachowaniu, w relacjach z rówieśnikami, czy funkcjonuje adekwatnie do swojego wieku i możliwości. Nauczyciele od zawsze sporządzają notatki, prowadzą obserwacje i rozmawiają o uczniach wymagających wsparcia. To właśnie jest ocena funkcjonalna - tylko do tej pory nie zawsze była ona ustandaryzowana i oparta na jednym, wspólnym narzędziu.
Co więcej, sami nauczyciele bardzo często mówili nam, że brakuje im prostych, rzetelnych narzędzi, które pomogłyby jednoznacznie opisać funkcjonowanie dziecka w szkole. Dlatego MEN nie „dokłada” im obowiązków, tylko oddaje do dyspozycji bezpłatne narzędzia, z których można skorzystać – ale nie trzeba.
Trudno powiedzieć, natomiast warto to jasno sprostować: od 1 kwietnia nie wdrażamy żadnego nowego systemu, żadnej nowej oceny ani żadnego obowiązku. Ta data pojawia się w kontekście zmian dotyczących orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego. Jednym z ich elementów jest lepsze uwzględnienie tego, jak dziecko faktycznie funkcjonuje w środowisku szkolnym – a nie wyłącznie w gabinecie poradni. To zdroworozsądkowe podejście, które nauczyciele znają z codziennej praktyki.
Jeśli nauczyciel zauważa trudności u dziecka, może – ale nie musi – skorzystać z udostępnionego przez MEN narzędzia. Nauczyciel wypełnia kwestionariusz obserwacyjny, a system automatycznie generuje raport. To kluczowe: nie ma tu dodatkowych opisów, sprawozdań ani ręcznego tworzenia dokumentów.
Ten raport może znacząco pomóc w przygotowaniu opinii o dziecku – czyli standardowego i wymaganego dokumentu ze szkoły, który trafia do poradni psychologiczno-pedagogicznej w sytuacji, gdy dziecko ma być diagnozowane. Dzięki temu opinia jest bardziej rzetelna, spójna i oparta na codziennym funkcjonowaniu ucznia w szkole.
Bardzo mocno chcę podkreślić: to rozwiązanie jest całkowicie dobrowolne. Nie jest przeznaczone dla wszystkich uczniów i nie jest obowiązkowe dla nauczycieli. To nie jest biurokratyzacja – wręcz przeciwnie, to realne uproszczenie, bo raport generuje się sam.
Rozumiem te obawy, dlatego od ubiegłego roku prowadzimy szkolenia dotyczące korzystania z kwestionariuszy obserwacyjnych. Trzeba jednak jasno powiedzieć: to nie są narzędzia diagnostyczne i nie wymagają specjalistycznej wiedzy ani umiejętności ich wypełniania.
Pytania dotyczą bardzo podstawowych, codziennych obserwacji – np. czy dziecko nawiązuje relacje z rówieśnikami, jak radzi sobie z emocjami, czy jest aktywne na lekcjach. Nauczyciele już dziś to widzą i opisują. Różnica polega na tym, że teraz mogą zrobić to szybciej, w uporządkowany sposób i bez tworzenia dodatkowych dokumentów. To naprawdę nie jest czasochłonne ani wymagające.
Nie - bo nie diagnozujemy rodziny i nie ingerujemy w życie prywatne. Uwzględniamy wyłącznie te informacje, które mogą mieć realny wpływ na funkcjonowanie dziecka w szkole, np. długotrwałą nieobecność rodzica czy trudną sytuację losową. Nie pytamy o poglądy, światopogląd ani szczegóły życia domowego.
Chcę też zdementować krążącą w przestrzeni publicznej dezinformację - jakoby miały być możliwe kontrole w domach rodziców w celu „oceny ich kompetencji wychowawczych”. To nieprawda. Nic takiego nie ma miejsca i nigdy nie było planowane.
Dostęp do systemu mają wyłącznie osoby uprawnione w szkole, wskazane przez dyrektora. Każdy dostęp jest weryfikowany przez System Informacji Oświatowej. Dane są chronione i wykorzystywane wyłącznie do celów związanych z udzielaniem dziecku adekwatnego wsparcia. To rozwiązanie bezpieczne i nowoczesne – zdecydowanie lepsze niż papierowe teczki.