Obecne rozwiązania systemowe są w dużej mierze dobrze zaprojektowane i kompleksowe - szkoły mają do dyspozycji konkretne narzędzia, takie jak nauka języka polskiego jako drugiego, asystentura międzykulturowa, zajęcia wyrównawcze czy oddziały przygotowawcze. Problemem jest jednak czasem ich jakość. Potrzebne jest więc wprowadzenie spójnych standardów.
Na pewno poprawy wymaga jakość nauczania języka polskiego jako drugiego. Obecnie nie ma tu żadnych standardów - często zajęcia prowadzone są cały czas na tym samym poziomie, np. A1, ponieważ do grup dołączają nowe dzieci. Brakuje więc ciągłości nauki, monitorowania postępu oraz systemu mierzenia efektów. Również asystentura międzykulturowa to rozwiązanie, które świetnie się sprawdza, ale wymaga udoskonalenia w praktyce szkolnej.
Konieczne jest też większe wsparcie dla dyrekcji i kadry pedagogicznej. Przez wsparcie rozumiem nie tylko szkolenia czy możliwość doskonalenia kompetencji - czyli zdobywania wiedzy i ćwiczenia umiejętności pracy w klasie wielokulturowej - ale także wsparcie merytoryczne i doradcze. Coraz częściej pojawia się też postulat wprowadzenia do szkół ról takich jak pedagog międzykulturowy lub ekspert ds. międzykulturowości, którzy mogliby systemowo wspierać szkoły w pracy w coraz bardziej zróżnicowanym środowisku.
Ich obecność daje uczniowi lub uczennicy poczucie bezpieczeństwa - dziecko ma w szkole dorosłą osobę, która je rozumie, z którą może porozmawiać i do której może się zwrócić w sytuacjach trudnych. To fundament emocjonalny i psychospołeczny, bez którego trudno w ogóle myśleć o efektach edukacyjnych. Asystenci bardzo często pełnią też rolę głównego łącznika między szkołą a rodziną - przekazują rodzicom informacje ze szkoły, ale też wnoszą do szkoły perspektywę rodziców, ich potrzeby i obawy, które bez takiego wsparcia często pozostałyby niewysłuchane.
Realnie pomagają też dzieciom w uczeniu się - nie tylko tłumacząc językowo polecenia, ale umożliwiając zrozumienie treści lekcji, np. instrukcji do zadań z matematyki. Co istotne, system wciąż nie w pełni dostrzega potencjał tych osób. Bardzo wiele asystentów, zwłaszcza z Ukrainy, to osoby z dobrym wykształceniem i wieloletnim doświadczeniem pedagogicznym. W praktyce wykorzystują one swoje kompetencje dydaktyczne, choć formalnie system nie zakłada tak wysokich kwalifikacji dla tej roli. Można więc powiedzieć, że asystentura międzykulturowa w praktyce działa znacznie lepiej, niż przewidują to obecne rozwiązania systemowe.
Z dwóch powodów. Po pierwsze, wiele szkół nadal nie wie, że taka możliwość istnieje lub jak formalnie ją uruchomić. To jest bariera informacyjna, którą stosunkowo łatwo można usunąć - poprzez systemowe dotarcie do placówek z jasnymi informacjami, np. za pośrednictwem MEN, kuratoriów czy ośrodków doskonalenia nauczycieli.
Drugi czynnik to kwestie finansowe. Zgodnie z przepisami prawa oświatowego dyrekcje szkół indywidualnie wnioskują o pieniądze na ten cel, a te często nie były przyznawane przez organ prowadzący - bo nie były zaplanowane w budżecie albo nie dostrzegano takiej potrzeby. Ale sytuację wyraźnie poprawił program "Przyjazna Szkoła". Już pierwsze dane wskazują na jego ogromny sukces w tym kontekście - na 2026 r. zapotrzebowanie na asystentów zgłosiło ok. 1200 szkół. To tyle, ile jeszcze kilka lat temu pracowało w całej Polsce, w dużej mierze dzięki wsparciu organizacji pozarządowych. To jasno pokazuje, że potrzeba zatrudnienia asystentów międzykulturowych w szkołach jest duża. Jeśli szkołom daje się jasną informację i realnie dostępne, dedykowane środki, one bardzo chętnie z tego korzystają. Kluczowe na przyszłość jest więc nie tylko utrzymanie takich programów, ale też dalsze budowanie świadomości wśród organów decyzyjnych i zapewnienie stabilnego finansowania.
Rozmawiała: Karina Strzelińska