Sebastian M. oskarżony przez prokuraturę o spowodowanie wypadku
Obrona Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku, dokłada wszelkich starań, by sąd nie przypisał mu odpowiedzialności za to zdarzenie. Jakie są ustalenia prokuratury?
Mężczyzna – zdaniem śledczych - miał wówczas jechać z prędkością przekraczającą 250 km/h, która mogła wynosić nawet ponad 300 km/h, stanowiąc zagrożenie dla ruchu drogowego. Następnie miał uderzyć z impetem w samochód osobowy marki Kia, w którym podróżowała rodzina z Myszkowa k. Częstochowy (woj. śląskie) – rodzice i 5-letni chłopczyk. Z doniesień świadków wynika, że Sebastian M. nie podjął nawet próby pomocy uwięzionym w płonącym pojeździe ofiarom. Zamiast tego, wykonywał szereg połączeń telefonicznych.
Sebastian M., kierowca podrasowanego BMW, nie odniósł obrażeń. Początkowo był przesłuchiwany przez policję jako świadek, a wkrótce potem opuścił Polskę. Po wydaniu międzynarodowego listu gończego został zatrzymany w Dubaju, gdzie – jak ustalono – posiadał status rezydenta i prowadził własną działalność gospodarczą. Po długotrwałych procedurach został ostatecznie ekstradowany do kraju. Prokuratura Okręgowa w Katowicach postawiła Sebastianowi M. zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, wskazując, że wyłączną przyczyną tragedii było jego rażąco niebezpieczne zachowanie na drodze. Grozi za to do 8 lat pozbawienia wolności (art. 177 § 2 Kodeksu karnego).
Obrona zaciekle walczy o uniewinnienie, przerzucając odpowiedzialność za ofiary wypadku
Z najnowszych doniesień wynika, że Katarzyna Hebda, adwokat reprezentująca Sebastiana M., kwestionuje kolejno wszystkie ustalenia śledczych. Z doniesień mediów wynika, że przedstawiła prywatną ekspertyzę z zakresu mechaniki oraz techniki samochodowej, która miała potwierdzić, że w trakcie postępowania prowadzonego przez katowicką prokuraturę pominięto istotne okoliczności mogące mieć wpływ na rekonstrukcję zdarzenia i tym samym – przypisanie winy Sebastianowi M.
Prywatna opinia podważa ustalenia prokuratury
Ekspertyzę przygotował dr inż. Łukasz Gil z Centralnego Biura Ekspertyz Sądowych. Co z niej wynika? Gil w swojej opinii wskazuje na liczne niedociągnięcia w gromadzonych przez śledczych dowodach oraz błędne interpretacje dostępnych materiałów przez katowicką prokuraturę. Szczególnie zwraca uwagę na brak odczytów z systemów elektronicznych pojazdów, takich jak ciśnienie w oponach czy kąt skrętu kół pojazdu marki Kia, które – zdaniem eksperta - mogłyby być kluczowe przy odtwarzaniu przebiegu zdarzenia.
Na tym nie koniec. Według Gila istotnym elementem analizy jest także odnalezione na miejscu wypadku uszkodzone koło dojazdowe, znajdujące się na środkowym pasie ruchu. Oznaczenia na oponie wskazywały maksymalną dopuszczalną prędkość 50 km/h. Warto podkreślić, że w dokumentacji sprawy nie ma jednak jasnych informacji, czy w bagażniku pojazdu marki Kia znajdowało się pełnowymiarowe koło ani w jaki sposób doszło do uszkodzenia dojazdówki.
Media donoszą, że Gil zwraca uwagę, że poruszanie się autem marki Kia z kołem dojazdowym przy prędkości znacznie przekraczającej zalecenia mogło prowadzić do utraty stabilności, rozerwania opony lub odpadnięcia koła. W takiej sytuacji nie można wykluczyć, że pojazd niespodziewanie zjechał na lewy pas, znajdując się przed nadjeżdżającym BMW. Ekspert wskazuje również inne możliwe scenariusze, w tym nagły spadek ciśnienia w oponach jednego z pojazdów tuż przed kolizją.
Co dalej z oskarżeniem Sebastiana M.?
Sąd w Piotrkowie Trybunalskim nie jest zobligowany do uwzględnienia ekspertyzy, ponieważ została ona przygotowana prywatnie i nie została zlecona przez sąd. Prokuratura wskazała, że zajmie stanowisko wobec opinii w terminie przewidzianym przez procedury. Z kolei pełnomocnik rodziny ofiar nie chciał komentować sprawy, podkreślając, że dokument nie powstał na zlecenie organu sądowego.
Odszkodowanie i zadośćuczynienie dla Sebastiana M.
Czy Sebastian M. uniknie odpowiedzialności? Na to pytanie nie ma aktualnie odpowiedzi. Jednocześnie wiadomo, że jeśli uda mu się uniknąć kary więzienia, będzie mógł ubiegać się o odszkodowanie za czas spędzony w areszcie tymczasowym – którego koszty ponieśliby Polacy. Wszystko zależy od tego, do jakich wniosków dojdzie sąd i jak zakończy się sprawa.
- Prawo do odszkodowania powstaje przede wszystkim wtedy, gdy postępowanie zostaje prawomocnie umorzone albo oskarżony zostaje uniewinniony. Może ono przysługiwać także wówczas, gdy dojdzie do uchylenia wcześniejszego wyroku skazującego lub gdy zapadnie rozstrzygnięcie łagodniejsze, przez które wcześniejsze pozbawienie wolności staje się nieuzasadnione. W praktyce oznacza to, że państwo ponosi odpowiedzialność finansową za niesłuszne pozbawienie wolności, ale dopiero wtedy, gdy sąd ostatecznie stwierdzi, że dana osoba nie powinna była przebywać w areszcie. Dopóki sprawa się toczy, a areszt jest utrzymywany decyzjami sądu, o żadnym odszkodowaniu nie może być mowy. Odszkodowanie obejmuje realne straty materialne, takie jak utracone zarobki, zerwane kontrakty czy koszty poniesione w związku z pobytem w izolacji – mówi Paulina Cieślarczyk, adwokat prowadząca własną kancelarię.
Równolegle może domagać się zadośćuczynienia, czyli rekompensaty za krzywdę o charakterze niematerialnym. Przykładowo za poczucie niesprawiedliwości, cierpienie psychiczne i rozpad relacji.
- Polskie sądy nie posługują się żadnym sztywnym „cennikiem” za miesiąc spędzony w areszcie. Każda sprawa oceniana jest indywidualnie. Pod uwagę bierze się m.in. czas trwania aresztu, warunki izolacji, wiek osoby, jej sytuację rodzinną, zawodową oraz skalę faktycznie doznanej krzywdy. Z orzecznictwa sądów wynika, że w typowych sprawach, przy krótkim okresie tymczasowego aresztowania, łączna kwota odszkodowania i zadośćuczynienia najczęściej oscyluje w granicach około 6–8 tys., czasem do 10 tys. zł za miesiąc pozbawienia wolności. Sam fakt długotrwałego aresztu nie przesądza jeszcze o odpowiedzialności państwa. Sądy rzadko uznają tymczasowe aresztowanie za "oczywiście bezzasadny środek", dlatego oceniają ten środek dopiero z perspektywy czasu – dodaje adwokat.