Jedno z przykładowych postępowań to warta ponad 5 mld zł przebudowa linii Rail Baltica z Białegostoku do Ełku. Choć przetarg na gruntowną modernizację tego odcinka wraz z dobudową drugiego toru ogłoszono na początku 2025 r., do podpisania umowy jeszcze długa droga. Konsorcjum Mirbudu z Torpolem, które jesienią zostało wskazane jako zwycięzca postępowania, następnie zostało odrzucone po protestach konkurencji w Krajowej Izbie Odwoławczej. W poniedziałek konsorcjum ogłosiło, że będzie walczyć o zlecenie w sądzie. KIO wytknęła Mirbudowi, że w ofercie przetargowej pominął informację o nałożeniu kary środowiskowej w wysokości 15 tys. zł w czasie budowy trasy S1. Według konsorcjum w momencie wyboru oferty kara była przedawniona. Marcin Mochocki, wiceprezes spółki PKP Polskie Linie Kolejowe, ostrzega, że w razie przeciągającego się sporu inwestor może stracić dotację unijną na przedsięwzięcie.

Ile trzeba czekać na zawarcie kontraktu budowlanego?

To nie jest odosobniony przypadek. Często czas od otwarcia oferty do podpisania umowy trzeba liczyć w latach. Tak było m.in. przy przebudowie fragmentu magistrali węglowej na Pomorzu, kiedy to od otwarcia kopert do zawarcia kontraktu minęły dwa lata. Licznymi odwołaniami są zasypywani także drogowcy. W przypadku postępowania na budowę trasy S19 z Jawornika do Lutczy na Podkarpaciu od otwarcia ofert do podpisania kontraktu minęło aż 26 miesięcy. Przy odcinku trasy S17 koło Zamościa ten okres trwał 16 miesięcy. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przyznaje, że doszło do znaczącego wzrostu liczby odwołań i skarg do sądu. Przy największych zadaniach w 2025 r. wykonawcy wnieśli niemal 50 odwołań w 23 przetargach.

Przykład? Budowa obwodnicy Stargardu Gdańskiego. Oferty otwarto w połowie lutego 2025 r., a zwycięzcę – firmę Unibep – wskazano po trzech miesiącach. Po protestach i uwzględnionym odwołaniu przez KIO zwycięzcą w drugim wyborze był Budimex. Po tym rozstrzygnięciu też pojawiła się skarga do KIO, a potem do sądu. W efekcie w grudniu GDDKiA ponownie wybrała firmę Unibep.

Coraz odwołań do KIO

Polski Związek Pracodawców Budownictwa wskazuje, że z roku na rok rośnie liczba wszystkich odwołań do KIO. W 2021 r. było ich ponad 3,8 tys. W 2025 r. już blisko 6 tys. Protesty powinny być rozpatrzone w ciągu 15 dni, ale ten czas wydłużył się już do czterech–sześciu tygodni.

PZPB zwraca uwagę, że przeciągające się przetargi rodzą wiele problemów. Chodzi nie tylko o opóźnienia ważnych dla całego kraju inwestycji, lecz także o powstające spory w sprawie wynagrodzeń. Po dwóch latach od wyceny prac koszty materiałów czy robocizny idą w górę. Wykonawca spiera się wtedy z zamawiającym o odpowiednią waloryzację kontraktu.

Dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes PZPB, mówi, że liczba odwołań wzrosła m.in. przez trwającą od ok. dwóch lat dekoniunkturę na rynku budowlanym. – Konkurencja o kontrakty jest wyjątkowo zacięta. W takich warunkach lawina odwołań kierowanych do KIO sprawia, że postępowania się wydłużają, a orzecznictwo staje się przy tym mniej jednolite – mówi Kaźmierczak. Przyznaje, że zbliżająca się nowa fala inwestycji infrastrukturalnych powinna skłonić resort rozwoju oraz Urząd Zamówień Publicznych do wzmocnienia struktur KIO. – Należy rozważyć pilne wzmocnienie tej instytucji kadrowo, by uniknąć paraliżu w okresie rekordowego spiętrzenia inwestycji – przyznaje.

Opłata za odwołanie jest za niska?

PZPB uważa przy tym, że część firm składa protesty, nie mając dostatecznych argumentów prawnych. Liczą na to, że z czasem coś znajdą na przeciwnika. Według związku do licznych odwołań przyczynia się niska opłata za ich wniesienie. Wynosi ona 20 tys. zł. Organizacja apeluje o jej podniesienie. W Czechach podobna opłata wynosi 1 proc. ceny oferty, jednak nie więcej niż 10 mln koron czeskich (ok. 1,7 mln zł). W Niemczech opłata też jest w dużej mierze powiązana z wartością zamówienia. Może jednak wynieść maksymalnie 100 tys. euro (ok. 420 tys. zł).

Agnieszka Olszewska, prezes Urzędu Zamówień Publicznych, mówi DGP, że przygotowywane są już zmiany prawa w zakresie odwołań. – Będzie podniesienie wysokości wpisu za odwołanie. Postępowania w sprawie inwestycji rzeczywiście były nadmiernie wydłużane poprzez składanie odwołań, które nie zawsze miałyby wpływ na jakość realizacji zamówienia – przyznaje. Obecnie UZP czeka na dane z Głównego Urzędu Statystycznego, które pozwolą ustalić nowy poziom opłaty. Jej wzrost ma dotyczyć zamówień o dużej wartości. Jednocześnie szykują się też inne zmiany, które mają usprawniać procedury przetargowe. Po pierwsze, uściślona ma zostać definicja rażąco niskiej ceny, która także jest powodem częstych odwołań. Doprecyzowane mają też być zasady wykluczania wykonawców z przetargów. Propozycje zmian w prawie zamówień publicznych mają zostać przedstawione do konsultacji w marcu. ©℗