Czwarty rok wojny rosyjsko-ukraińskiej upłynął pod znakiem – jak dotąd bezowocnych – negocjacji zainicjowanych przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Ukraińscy cywile z każdym rokiem są narażeni na coraz większe niebezpieczeństwo. Z najnowszego raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych wynika, że w 2025 r. zginęło co najmniej 2,5 tys. osób. Liczba udokumentowanych ofiar była więc o 31 proc. wyższa niż rok wcześniej i aż o 70 proc. większa niż w 2023 r. Gorzej było tylko w pierwszym roku inwazji.
Dokument pokazuje, że w Ukrainie nie ma dziś miejsc bezpiecznych: ponad jedna trzecia cywilów zabitych lub rannych znajdowała się w chwili ataku z dala od linii frontu. – Coraz częściej uderzenia dotykają mieszkańców bloków w dużych miastach i przypadkowych domów na terenach wiejskich. Niedawno w obwodzie charkowskim zginął w ten sposób ojciec z trojgiem dzieci, a matka została ranna – mówi DGP Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej. Jak dodaje, skala potrzeb humanitarnych stale rośnie. Coraz częstsze ataki na infrastrukturę wodną, energetyczną i ciepłowniczą sprawiły, że Ukraińcy mierzyli się z najgorszą zimą od początku inwazji. W wielu prywatnych domach prąd był dostępny zaledwie przez jedną do trzech godzin dziennie.
Rosjanie atakują ukraińskie pociągi
– Pojawiło się też zjawisko, którego w pierwszych latach wojny praktycznie nie obserwowaliśmy: uderzenia w kolej, w tym w pociągi przewożące pasażerów – podkreśla Krajewska. Tak było w styczniu 2026 r., kiedy w wyniku ataku rosyjskich dronów na pociąg pasażerski zginęło pięć osób. Pociąg jechał z Czopu na granicy z Węgrami i Słowacją do miasta Barwinkowe w obwodzie charkowskim, położonego 65 km od linii frontu. Jechało nim ok. 300 pasażerów. „W każdym kraju atak dronem na pociąg cywilny byłby traktowany w ten sam sposób: wyłącznie jako akt terroryzmu” – oświadczył prezydent Wołodymyr Zełenski na Telegramie.
Analitycy podkreślają, że wzrost przemocy w trakcie rozmów o zawieszeniu broni nie jest na wojnach niczym niezwykłym. Gdy trwają negocjacje, strony wojujące starają się poprawić swoją pozycję przed ewentualnym wstrzymaniem działań, co często prowadzi do większej liczby ofiar. Armie próbują zadawać jak najwięcej ciosów, zanim zostaną zmuszone do zatrzymania się. Rosyjskie wojsko wielokrotnie uderzało w Ukrainę w dniach negocjacji, co w Kijowie odczytywano jako sygnał, że agresor nie jest zainteresowany pokojem. Tak było m.in. tuż przed spotkaniem Zełenskiego i innych przywódców europejskich z Trumpem, które odbyło się po jego szczycie z Putinem na Alasce w sierpniu 2025 r.
Końca wojny nie widać
– W wyniku ataków dronów na budynki mieszkalne w Charkowie zginęło siedem osób, w tym 18-miesięczne dziecko i 16-letni chłopiec. Kolejne 26 osób zostało rannych, wśród nich sześcioro dzieci w wieku od 10 do 17 lat – mówił wówczas DGP minister spraw wewnętrznych Ukrainy Ihor Kłymenko. – Aby lepiej zobrazować skalę sytuacji w tym roku, statystyki pokazują, że każdego dnia ludność Ukrainy doświadcza średnio ok. 242 ostrzałów, co oznacza, że co sześć minut gdzieś w kraju dochodzi do kolejnego ataku – dodał. Niewiele wskazuje na to, by sytuacja miała się wkrótce poprawić. Porozumienie w kwestii terytoriów – bez którego trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek zawieszenie broni – wciąż pozostaje poza zasięgiem.
Stanowiska Moskwy i Kijowa pozostają wyraźnie rozbieżne. Po ostatnich negocjacjach w Genewie Rosja nie odstąpiła od żądania pełnej kontroli nad zachodnim Donbasem, czego Ukraina nie może zaakceptować. W sobotę Zełenski powiedział, że kolejna runda rozmów na temat zawieszenia broni ma się odbyć na początku marca. W przemówieniu zapewnił, że podczas poprzedniej rundy rokowań w Szwajcarii amerykańscy negocjatorzy zrozumieli, iż to Rosjanie są „powodem, dla którego nie osiągnięto dotąd żadnych znaczących rezultatów”. Kilka godzin później Rosjanie przeprowadzili kolejny atak na Kijów i inne ukraińskie miasta. W stolicy zginął 49-letni mężczyzna, a 15 osób zostało rannych, w tym czworo dzieci. – Moim zdaniem ten rok będzie jeszcze gorszy. Choćby dlatego, że po tak ciężkiej zimie ludzie mają wszystkiego dość – ocenia Helena Krajewska. ©℗