Dłuższe okresy próbne przed zawarciem stałej umowy o pracę nie zawsze mogą zastąpić terminowe kontrakty. Bo w jaki sposób na tej podstawie pracodawcy mieliby np. zatrudniać osoby do prac sezonowych czy wykonania konkretnego projektu? Na takie propozycje szczególną uwagę powinny zwrócić związki zawodowe. Niektóre pomysły na ograniczanie zatrudnienia terminowego mogą bowiem obrócić się przeciwko pracownikom.
ikona lupy />
Teoretycznie wprowadzenie jednolitej umowy na czas nieokreślony, co proponuje Komisja Europejska, byłoby korzystne dla zatrudnionych. Zlikwidowałaby ona podział na umowy stałe i na czas określony, a więc jednocześnie coraz bardziej pogłębiający się podział na pracowników uprzywilejowanych, zatrudnionych na stałe, i tych w znacznie gorszej sytuacji, czyli pracujących na czas określony. Ci drudzy nie tylko nie mają gwarancji zatrudnienia – bo ich umowy rozwiązuje się bez uzasadnienia i za krótkim, dwutygodniowym wypowiedzeniem – ale też mają problemy np. z otrzymaniem kredytu.
Jeśli jednak umowy terminowe mają być zastąpione długimi okresami próbnymi, sytuacja pracowników może wcale się nie zmienić. Armię pracujących na czas określony zastąpi rzesza osób ciągle pracujących na próbę. Dodatkowo jeśli w razie każdorazowej zmiany miejsca pracy zatrudniony miałby od nowa nabywać uprawnienia pracownicze, takie jak np. dłuższy okres wypowiedzenia, to jasne staje się, że wprowadzenie tzw. jednolitej umowy na czas nieokreślony zamiast pomóc, może wręcz pogorszyć sytuację pracujących. A jednocześnie utrudni działalność firm, jeżeli nie miałyby one już możliwości zatrudniania na czas określony.
Warto oczywiście zastanowić się w jaki sposób można poprawić warunki pracy 3,5 mln Polaków pracujących na terminowych kontraktach. Wielu z nich już teraz mogłoby mieć umowę na czas nieokreślony, gdyby prostsze było jej nawiązanie i rozwiązanie. To na pewno skuteczniejsza metoda walki z nierównościami na rynku pracy niż odgórne narzucanie pracownikom i pracodawcom rodzaju kontraktu jaki ma ich połączyć.