14 czerwca miną dokładnie dwa lata od momentu, gdy ustawodawca przyjął przepisy o sygnalistach. To też czas zapowiadanej rewizji regulacji. Jak z perspektywy Biura RPO ocenia pan te dwa lata? Czy ustawa jest efektywna?

Przede wszystkim należy podkreślić, że dobrze się stało, iż ta ustawa w ogóle weszła w życie. Stanowi nowy, ważny element budowania kultury przestrzegania prawa w naszym społeczeństwie. Jeśli chodzi o liczbę zgłoszeń wpływających do systemu rok czy dwa po implementacji dyrektywy, to nie odbiegamy od innych państw członkowskich Unii Europejskiej. Do rzecznika oraz do organów publicznych często docierają sygnały dotyczące spraw o bardzo dużym znaczeniu dla interesu publicznego. Zatem mechanizm działa. Jednak jeśli chodzi o tempo i sprawność, to zapewne nie jest to jeszcze stan, którego oczekiwał zarówno prawodawca europejski, jak i nasz krajowy. Widzimy pole do poprawy, by ta ustawa szybciej zaczęła służyć celom, dla których została uchwalona.

Nie lepiej jednak poczekać na ukształtowanie się linii orzeczniczej sądów?
Jakub Królikowski
ikona lupy />
Jakub Królikowski z zespołu ds. sygnalistów w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich / Dziennik Gazeta Prawna / materiały prasowe

Moim zdaniem dwa lata to wystarczający okres, by powiedzieć: „Sprawdzam”. Warto podjąć działania już teraz, zwłaszcza w obszarze ochrony sygnalisty i samej procedury postępowania. Chodzi o to, by przykłady spraw, w których mechanizm zadziałał i ochronił ważną wartość społeczną, stały się regułą, a nie medialnym ewenementem. Chcemy, by sygnaliści nie tylko nie obawiali się działań odwetowych, ale przede wszystkim wiedzieli, że ich zgłoszenie będzie rzetelnie rozpatrzone.

Co w takim razie kuleje najbardziej? Gdzie są te najsłabsze ogniwa systemu?

Zasadniczą kwestią jest informowanie społeczeństwa. Wciąż brakuje powszechnej świadomości, kiedy i w jakich sytuacjach można dokonać zgłoszenia. To nie jest narzędzie do informowania o dowolnym naruszeniu, ale o specyficznych nieprawidłowościach w dziedzinach wymienionych w ustawie, o których dowiadujemy się dzięki pracy zawodowej. To wiedza o unikatowym charakterze, do której nikt z zewnątrz wcześniej nie miał dostępu.

Kolejny problem to sprawczość postępowań zewnętrznych. Obecny kształt ustawy przewiduje zaangażowanie w takich sprawach bardzo wielu organów publicznych. Często, gdy dany organ nie jest wskazany w ustawie imiennie jako właściwy, odnosi się wrażenie, że urzędnicy nie czują się przygotowani do nowej roli. Traktują to jako dodatkowe, uciążliwe zadanie, które na nich spadło, zamiast dostrzegać w tym szansę na lepsze egzekwowanie prawa. W przepisach brakuje jasnego wskazania odpowiedzialności, ale też narzędzi do szybkiej selekcji istotnych zgłoszeń spośród tych, które dotyczą kwestii mniej ważnych.

Jakie zmiany można by zarekomendować, by tę sprawczość poprawić?

Wspomniana dyrektywa unijna umożliwia np. wprowadzenie koncepcji zgłoszenia dotyczącego naruszenia oczywiście bezzasadnego. U nas to nie funkcjonuje. W efekcie organy procedują każde zgłoszenie, nawet to o znikomej wadze z punktu widzenia interesu publicznego. Wprowadzenie progu istotności pozwoliłoby skupić siły tam, gdzie realnie zagrożone jest dobro wspólne.

Drugim palącym problemem jest anonimowość. Polski ustawodawca przerzucił decyzję o przyjmowaniu anonimowych zgłoszeń na barki poszczególnych podmiotów prawnych i organów. To rodzi dezorientację. Jeden podmiot przyjmuje anonimy, inny nie. Taki stan rzeczy jest nie do zaakceptowania. Potrzebujemy jednoznacznej decyzji ustawodawcy: albo anonimy są dopuszczalne wszędzie, albo nigdzie. Transparentność jest kluczowa dla poczucia bezpieczeństwa sygnalisty.

Z kolei w aspekcie zgłoszeń wewnętrznych konieczne jest uświadomienie podmiotów prawnych, że zapewnienie skuteczności tej ustawy jest również w interesie samych pracodawców, ponieważ umożliwia wykrycie nieprawidłowości, które mogą ich narażać na realne straty. Brak zgłoszeń wewnętrznych niekoniecznie powinien być interpretowany przez pracodawców jako dobry znak. Raczej jako sygnał, że nie mają wiedzy o tym, co niedobrego dzieje się w firmie. Albo że pracownicy nie mają zaufania do mechanizmu zgłaszania naruszeń.

Skoro o bezpieczeństwie mowa – głośne są przypadki działań odwetowych wobec sygnalistów. Jak ich chronić?

To jest absolutnie kluczowy obszar. Rzecznik w ramach realizacji swojego podstawowego mandatu rozpoznaje wnioski obywateli dotyczące naruszeń praw osób, które informowały o naruszeniach, a następnie spotkały się z działaniami odwetowymi ze strony pracodawców będących podmiotami publicznymi. Na tej podstawie dostrzega kwestie do usprawnienia w tym obszarze. Dziś w ustawie mamy zakaz odwetu, ale dochodzenie sprawiedliwości odbywa się w sądzie. Dla pracownika to proces długi, kosztowny i stresujący. Rozwiązaniem może być wprowadzenie środków zapobiegawczych, które mogłyby być stosowane natychmiast po zgłoszeniu, jeszcze zanim dojdzie do eskalacji konfliktu.

Warto też rozważyć zmianę reżimu odpowiedzialności. Obecnie mamy odpowiedzialność karną, która bywa trudna do wyegzekwowania i jest procesem przewlekłym. Być może skuteczniejsza byłaby odpowiedzialność administracyjna. Ryzyko wysokiej i szybko nałożonej kary finansowej mogłoby znacznie skuteczniej zniechęcać pracodawców do szykanowania pracowników, którzy dokonali zgłoszenia sygnalisty, niż perspektywa procesu karnego za kilka lat.

Czy nie należałoby przy tej okazji wrócić do pomysłu objęcia ustawą zagadnień z obszaru prawa pracy? Jak pan to ocenia, biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku na prawie 700 zgłoszeń, które wpłynęły do RPO, tylko jedna trzecia spełniała wymogi ustawy? Reszta to często właśnie spory pracownicze.

To prawda, dane za 2025 r. pokazują, że na 690 wpływów kanałami sygnalistycznymi jedynie ok. 223 spraw zakwalifikowano jako zgłoszenia w rozumieniu ustawy (dotyczące naruszenia w jednym z obszarów wskazanych w ustawie, o którym sygnalista dowiedział się w kontekście związanym z pracą). To pokazuje skalę wyzwań edukacyjnych. Co do samego prawa pracy nie zmieniłem zdania. Wrzucenie wszystkich sporów pracowniczych do tego systemu byłoby w mojej ocenie błędem. Prawo pracy dotyczy zazwyczaj konfliktu na linii pracownik-pracodawca, a nie ochrony interesu publicznego. To indywidualne spory prawne, zaś system dla sygnalistów ma służyć ochronie dobra wspólnego, a nie rozstrzyganiu sporów z pracodawcą.

Jeśli otworzymy ten kanał dla każdego sporu o nadgodziny czy premię, system może stać się niewydolny i przestać realizować cele, dla których został wprowadzony. Pracownicy szukają tej drogi być może dlatego, że tradycyjne mechanizmy ochrony pracowników nie są skuteczne. Wydaje się, że zamiast naprawiać to ustawą o sygnalistach, powinniśmy usprawnić prawo pracy w jego właściwych ramach. Dodam, że ta dziedzina nie jest też wymieniona w unijnej dyrektywie.

Czyli prawo pracy całkowicie poza nawiasem? A co z BHP?

W tym widzę wyjątek. Bezpieczeństwo i higiena pracy to dziedzina, która realnie wpływa na interes społeczny. Jeśli pracownik dostrzega, że standardy BHP są masowo łamane, co zagraża życiu lub zdrowiu zespołu, to jak najbardziej wpisuje się to w ideę sygnalizowania nieprawidłowości. To jest ten obszar, który warto rozważyć przy nowelizacji. Natomiast mobbing, który był bardzo często wskazywany w zgłoszeniach na początku obowiązywania ustawy, jest kwestią trudniejszą, bo dotyczy naruszenia interesu konkretnej jednostki, a nie całego społeczeństwa. W mojej ocenie są inne ważne z punktu widzenia interesu publicznego obszary, których wprowadzenie można rozważyć, przykładowo bezpieczeństwo publiczne czy ochrona zdrowia.

Wspomniał pan o sprawach ważnych społecznie, które do państwa trafiają. Może pan podać przykłady? Co zgłaszają Polacy?

Spektrum jest bardzo szerokie. Mamy zgłoszenia dotyczące bezpieczeństwa transportu, np. realizacji usług bez wymaganych licencji czy nieprawidłowości w stacjach kontroli pojazdów. To sprawy bezpośrednio przekładające się na bezpieczeństwo obywateli na drogach. Sporo spraw dotyczy zdrowia publicznego, w tym braku standardów zapobiegających szerzeniu się chorób zakaźnych w placówkach medycznych czy niewłaściwego postępowania z odpadami medycznymi.

Pojawiają się też kwestie uprawnień konsumenckich, szczególnie w sektorze bankowym oraz w obszarze usług świadczonych przez wielkie platformy internetowe. Jako RPO zajmujemy się też zgłoszeniami dotyczącymi naruszeń konstytucyjnych praw i wolności, jak chociażby prawa dziecka czy zasada równego dostępu do służby publicznej, gdzie kwestionowane są procedury konkursowe przy naborach do instytucji publicznych. To są realne sukcesy tej ustawy, te sprawy badamy w ramach działań następczych.

Czy przy projektowaniu zmian powinniśmy czerpać od sąsiadów? Jak robią to inne kraje?

Zdecydowanie warto czerpać z dobrych praktyk. Na przykład w Belgii istnieje instytucja wsparcia psychologicznego dla sygnalistów, a nawet wsparcia finansowego w sytuacjach, gdy zgłoszenie jest wstępnie zasadne, a sygnalista np. traci źródło utrzymania. Nie mówię, że musimy kopiować to jeden do jednego, ale musimy zrozumieć, że ochrona sygnalisty to nie tylko paragrafy w kodeksie, ale też realne zabezpieczenie jego bytu i sytuacji, w tym zdrowia psychicznego.

Kiedy możemy się spodziewać oficjalnej opinii rzecznika w sprawie nowelizacji?

Obecnie jako zespół ds. sygnalistów zbieramy i katalogujemy wszystkie mankamenty, które się ujawniły podczas stosowania ustawy w praktyce. Ostateczną decyzję o publikacji opinii podejmie sam rzecznik, ale przygotowujemy się do tego bardzo intensywnie. Chcemy, by nasza opinia była merytorycznym wkładem do zapowiedzianej przez ustawodawcę oceny skutków regulacji ex-post.

Na koniec: czy mimo tych wszystkich jej chorób wieku dziecięcego, jest pan optymistą co do przyszłości tej ustawy?

Tak, ponieważ z każdym miesiącem świadomość społeczna rośnie. Sygnalista przestaje być postrzegany przez pryzmat negatywnych stereotypów, a zaczyna być widziany jako osoba dbająca o wspólne dobro. Jeśli uda nam się poprawić sprawczość organów i realnie wzmocnić ochronę przed odwetem, ten mechanizm stanie się potężnym narzędziem naprawy państwa. ©℗

Rozmawiała Patrycja Otto