Ukazał się nowy projekt ustawy o PIP. Jak pan go ocenia?
Marcin Stanecki, główny inspektor pracy
ikona lupy />
Marcin Stanecki, główny inspektor pracy / Dziennik Gazeta Prawna / fot. Wojtek Górski

Uważam, że zawiera korzystne zmiany zarówno dla zatrudnionych, pracodawców, jak i Państwowej Inspekcji Pracy.

Które z rozwiązań są najbardziej korzystne z punktu widzenia PIP?

Zacznę od tego, że przewiduje możliwość wydania polecenia przez inspektorkę czy inspektora pracy w sprawie zamiany kontraktu cywilnoprawnego na etat. Takie polecenie rozpoczyna dialog między stronami w sprawie przekształcenia takiej umowy w umowę o pracę. Niezwykle istotny jest też przewidziany w noweli nowy sposób typowania podmiotów do kontroli. Będzie się to odbywało na podstawie danych, jakie wymienimy z ZUS i Krajową Administracją Skarbową, co ma na celu skierowanie uwagi inspektorek i inspektorów pracy tam, gdzie faktycznie jesteśmy potrzebni. Jeśli już dojdzie do konieczności interwencji inspektorki czy inspektora pracy w danym podmiocie, istotnym ułatwieniem będzie też możliwość przeprowadzenia kontroli zdalnie, gdy wymiana informacji nastąpi w sposób elektroniczny. Oczywiście nie wyklucza to naszej fizycznej obecności w danym zakładzie, ale będzie to zależało od ustaleń kontroli.

Jak bardzo brak współpracy między PIP, KAS i ZUS komplikuje dziś pracę?

Zdecydowanie utrudnia nam to właściwe typowanie podmiotów do kontroli. Obecnie możemy przy tym opierać się na rejestrach takich jak KRS czy CEIDG, które mogą zawierać nieaktualne dane. Dopiero gdy przepisy zostaną uchwalone, będziemy mogli planować typowanie podmiotów do kontroli na nowych zasadach. Nie odkładamy jednak w czasie naszych przygotowań, bo temat umów cywilnoprawnych wcześniej czy później do nas wróci, jak choćby za sprawą kolejnego projektu ustawy wdrażającej dyrektywę platformową. W związku z tym już teraz szkolimy inspektorki i inspektorów do tego zadania, opracowujemy materiały, które będą wyjaśniać przedsiębiorcom, ale też pracownikom, jak odróżnić umowę o pracę od umowy zlecenia. Kończymy też pracę nad listą do samokontroli, która będzie materiałem pomocniczym dla pracodawców.

Ilu inspektorów wytypowaliście do tych specjalnych działań?

Dosłownie po kilku w każdym okręgu. To nie będzie masowa akcja. Musimy zachować równowagę – nadal 40 proc. wszystkich skarg dotyczy czasu pracy i wynagrodzeń, więc te obszary są dla nas priorytetem. Musimy jednak wyznaczyć inspektorki i inspektorów pracy do realizacji nowych zadań nakładanych przez nowe przepisy.

Czy nowy projekt coś zmienia w planie kontroli na ten rok?

Tegoroczny plan kontroli powstał niezależnie od przygotowywanych przepisów. Co nie oznacza, że nie były one brane pod uwagę. Zaplanowaliśmy bowiem kontrole umów cywilnoprawnych w 200 podmiotach. Przesunięcie daty wejścia w życie nowelizacji, która je przewiduje, nie zmieni istotnie naszych działań.

W zeszłym roku odnotowaliśmy ogromny napływ skarg. To powoduje, że nasza uwaga w znacznej mierze koncentruje się na tego typu interwencjach. Widzimy także wzrost liczby skarg dotyczących zatrudnienia cywilnoprawnego i weryfikacji jego podstawy. W zeszłym roku otrzymaliśmy prawie tysiąc skarg tego rodzaju, a to są jak na razie wstępne dane. Rok wcześniej było ich 690, a w 2023 r. niecałe 600. To sprawia, że już teraz kontrolujemy firmy w tym zakresie, niezależnie od planowanych zmian legislacyjnych. Mamy na tym polu całkiem niezłe efekty, biorąc pod uwagę, że obecnie możemy wyłącznie prosić pracodawców o takie przekształcenie. Co roku przedsiębiorcy zmieniają kilka tysięcy kontraktów na etaty samodzielnie. Dodatkowo mamy teraz dużo trudnych kontroli związanych z pracą w wolną, po raz pierwszy dla wielu zatrudnionych, Wigilię.

Kształtując program na ten rok, uznałem, że w razie potrzeby będziemy rezygnować z części zadań planowych na rzecz kontroli doraźnych.

Co pójdzie pod nóż w pierwszej kolejności?

Tematy własne okręgów. Od ubiegłego roku okręgowi inspektorzy pracy nie mają narzucanych wszystkich tematów, ale sami decydują, co w ich regionie jest najważniejsze. Rada Ochrony Pracy zasugerowała, by przyjrzeć się branży tatuażu i piercingu. Innym przykładem są kontrole klubów sportowych, domów pomocy społecznej czy gabinetów stomatologicznych. Takich tematów własnych mamy ponad 50.

A z których planowych kontroli nie możecie zrezygnować?

Dotyczących legalności zatrudnienia czy bezpieczeństwa pracy w budownictwie. W tym roku skontrolujemy tysiąc placów budów, głównie mniejszych, zatrudniających do 20 pracowników. To dla nas priorytet, bo nie godzę się na to, że co roku kilkaset osób nie wraca już nigdy do domu po pracy, a kolejne kilka tysięcy doznaje ciężkich obrażeń, które zmieniają na zawsze ich życie. Nie dotyczy to zresztą tylko firm budowlanych, lecz także tych działających w przemyśle czy przetwórstwie. Obowiązkowo wykonujemy też kontrole powypadkowe, które są dla nas niezwykle czasochłonne, wymagające analizy dokumentacji technicznej, oceny ryzyka i konfrontacji ustaleń zespołu powypadkowego ze stanem faktycznym. Takie kontrole to też traumatyczne doświadczenie dla inspektorek i inspektorów pracy, którzy mierzą się z ludzkimi tragediami, których przecież można było uniknąć.

Dlatego jednym z priorytetów na ten rok jest też poradnictwo. W zeszłym roku udzieliliśmy prawie milion porad. Ich liczba z roku na rok rośnie, zmienia się również ich ciężar gatunkowy. To już nie są proste pytania o wymiar urlopu, ale skomplikowane kwestie dotyczące zatrudnienia cudzoziemców czy zawiłości interpretacyjnych prawa pracy. Do tego coraz częściej udzielamy porad na piśmie. To dodatkowe wyzwanie, bo trzeba odpowiadać jasno, zrozumiale – unikając prawniczego języka.

Przed PIP nowe wyzwania. Nadejdą nie tylko w związku z wdrożeniem reformy, lecz także wraz z nowymi dyrektywami, jak choćby tą o równości płac. Jak się przygotowujecie?

Ta dyrektywa to dla nas szczególne wyzwanie. W Polsce brakuje bowiem ekspertów od wartościowania stanowisk. Nie czekamy jednak biernie. Nawiązałem współpracę z szefową służby cywilnej, bo w tym korpusie wartościowanie funkcjonuje już od 2001 r. Chcemy uczyć się wartościowania od administracji rządowej. Dlatego delegacja naszych inspektorek i inspektorów już niebawem pojedzie na szkolenie do KPRM, by potem szkolić w tym zakresie pozostałych pracowników inspekcji w całym kraju. Przygotujemy też wytyczne dla przedsiębiorców, aby mieli podstawę do działań w swoich organizacjach. Musimy jednak uważać, by kryteria wartościowania nie były zbyt skomplikowane dla małych firm. Skala wyzwania jest niewyobrażalna – mamy 770 tys. podmiotów, które w myśl dyrektywy i ustawy implementującej mogą zwrócić się do nas o przeszkolenie czy doradztwo przy wartościowaniu. Mam nadzieję, że nowe przepisy zapewnią nam dodatkowe etaty do obsługi tych zadań. Jak na razie w każdym okręgu powołałem zespoły do ich obsługi, co oznacza odciągnięcie 32 inspektorów od działalności kontrolnej.

Szukam też pieniędzy w bieżącym budżecie na zakup platformy szkoleniowej, za pośrednictwem której będziemy mogli przeszkolić wszystkich pracodawców z wartościowania stanowisk po wejściu nowych przepisów w życie. Nie ukrywam, że muszę ciąć wydatki na remonty czy zakup nowych komputerów, by znaleźć pieniądze na ten cel. Mimo że w ostatnich latach budżet PIP rośnie, to w zawrotnym tempie zwiększają się także potrzeby wynikające z nowych zadań stawianych naszej instytucji. Dlatego takie wydatki są konieczne. Fizycznie nie będziemy w stanie przeszkolić tylu osób tradycyjnymi metodami.

Czy po raz pierwszy inspektor będzie doradzał, a potem kontrolował to samo?

Tak, projekt przewiduje, że pracodawca będzie mógł nas zaprosić do wspólnej oceny wynagrodzeń. A później może dojść do sytuacji, gdy trzeba będzie zweryfikować, jak pracodawca faktycznie wdrożył u siebie przepisy nakazujące równe traktowanie pracowników. To nowość w historii inspekcji – będziemy doradzać i pomagać, a potem weryfikować, a nawet w razie takiej konieczności nakładać kary.

Co jeszcze może skomplikować PIP życie?

Dużymi krokami zbliża się termin implementacji dyrektywy platformowej, która może mieć wpływ na zmianę zasad zatrudnienia nawet pół miliona osób pracujących dla platform cyfrowych w Polsce. Dużym zaskoczeniem była dla nas ostatnia nowela ustawy o układach zbiorowych, która weszła w życie pod koniec zeszłego roku. W myśl jej zapisów po raz pierwszy inspektor ma pełnić funkcję prokuratora, czyli wnosić akty oskarżenia i prowadzić dochodzenia w sprawach o przestępstwa określone w tej ustawie. To dla nas zupełnie nowa rola. Już nawiązaliśmy współpracę z prokuratorami, którzy będą nas szkolić z pisania aktów oskarżenia. Ale ta zmiana może w przyszłości pociągnąć za sobą kolejne. Związki zawodowe już proponują, by uprawnienia prokuratorskie inspektorek i inspektorów pracy rozszerzyć na kwestie utrudniania działalności związkowej. Chętnie podejmiemy się tych zadań, ale to wymaga nowego pionu organizacyjnego oraz wsparcia kadrowego i finansowego.

Jakie są więc najpilniejsze potrzeby?

Kadry, kadry i jeszcze raz kadry. 10 lat temu, przy znacznie mniejszej liczbie zadań, ówczesny główny inspektor pracy szacował, że potrzeba 3 tys. inspektorek i inspektorów, by PIP działała dobrze. Dzisiaj osiągnięcie tego celu sprzed dekady to absolutne minimum, a przypominam, że inspektorek i inspektorów pracy chodzących na kontrole w terenie jest obecnie połowa tego stanu. Na szczęście w ostatnim czasie nie mamy problemów z naborem na nasze aplikacje inspektorskie, co traktuję jako swój osobisty sukces, ale wystarcza to na pokrycie bieżących potrzeb kadrowych i obsadę wakatów po pracownikach odchodzących z inspekcji np. na emerytury.

Jesteśmy w stanie zatrudnić i przeszkolić bardzo wielu pracowników, ale do tego potrzeba pieniędzy. Jeśli reforma przewidująca wydawanie decyzji dotyczących kontraktów cywilnoprawnych wejdzie w życie, będziemy potrzebować już nie tylko nowych kontrolerów, lecz także radców prawnych. Proszę zauważyć, że będziemy wydawać decyzje, od których będą przysługiwać odwołania do sądu. Jak na razie nie mamy sztabu prawników, specjalistów od prowadzenia procesów cywilnych. ©℗

Rozmawiała Patrycja Otto