Przeciętne zadłużenie wobec ZUS w 2025 r. wyniosło 35 tys. zł. To o 2 tys. zł więcej niż rok wcześniej i nieco ponad 4 tys. zł więcej niż w 2023 r. Zwiększyła się też liczba dłużników. W ubiegłym roku z niezapłaconymi zobowiązaniami walczyło 1,326 mln płatników. W 2024 r. nieuregulowane należności miało wobec ZUS 1,323 mln podmiotów – wynika z danych przygotowanych przez ZUS na prośbę DGP.

To wszystko sprawiło, że w 2025 r. padł rekord pod względem ogólnego zadłużenia względem zakładu. W sumie wyniosło ono niemal 47 mld zł, wobec 43,6 mld zł rok wcześniej. Jedyne, co pozostało bez zmian, to rekordowy dług i minimalna kwota zadłużenia. Kolejny rok z rzędu ten pierwszy wyniósł 819 mln zł, a ta druga 0,01 zł.

Zaległości w górę

Eksperci zwracają jednak uwagę, że ogólna kwota zaległości przyrosła dużo bardziej, niż przybyło płatników nieregulujących na czas zobowiązań wobec ZUS. Dynamika sięgnęła bowiem niemal 8 proc., podczas gdy w przypadku dłużników wyniosła zaledwie 0,2 proc. To, zdaniem ekspertów, świadczy tylko o jednym – że kondycja podmiotów zobowiązanych do odprowadzania składek uległa pogorszeniu.

Wskazywać na to mogą również dane pochodzące z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK. Wynika z nich, że na koniec listopada 2025 r. zaległości firm w Polsce sięgały niemal 46,2 mld zł. To o 1,9 mld zł więcej niż przed rokiem. Do tego, jak wynika z badań przygotowanych dla BIG InfoMonitor i BIK, prawie jedna czwarta przedsiębiorców zadeklarowała, że w 2025 r. była realnie zagrożona likwidacją. Do tego 26 proc. przedsiębiorców obawia się takiego scenariusza w tym roku. Najczęściej na to ryzyko wskazują przedstawiciele przemysłu, handlu i budownictwa.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, uważa jednak, że dane te nie są jeszcze alarmujące.

– Ważna jest relacja wzrostu zadłużenia do tego, jak urosła w ubiegłym roku polska gospodarka. Oczywiście kwota zobowiązań wobec ZUS wykazała się większą dynamiką przyrostu, ale to tempo nie jest szokujące – uważa i dodaje, że zadłużenie wobec ZUS będzie rosło w kolejnych latach i jest to nieuchronne. Powodem są wzrosty wartości składek ZUS, ale też bazy, od której są robione potrącenia.

– Przyczynia się do tego sukcesywny wzrost minimalnego wynagrodzenia, który powoduje, że rosną też pensje pozostałych pracowników. Zatem to sygnał, że czas na zahamowanie podwyżek – uważa Michał Podulski, ekspert rynku pracy.

Winna płaca minimalna

Eksperci przyznają więc, że dane z ZUS powinny dawać powody do zastanowienia. Wskazują bowiem, że mimo rosnącego PKB są w Polsce firmy, które na ożywieniu gospodarczym nie korzystają, a co za tym idzie ich sytuacja finansowa nie poprawiła się.

Jak tłumaczą eksperci, najczęściej kłopoty mają mniejsze firmy, które nie radzą sobie z rosnącymi obciążeniami, jakie są na nie nakładane.

Łukasz Kozłowski przypomina jednak, że firmy mogą skorzystać z rozłożenia zaległych składek na raty. To pozwala uniknąć kosztów egzekucyjnych i wstrzymuje dalsze naliczanie odsetek za zwłokę. ©℗