W książce „Homo deus”, która ukazała się w Polsce w 2018 r., napisał pan, że w ciągu kilku ostatnich dekad jako ludzkość dokonaliśmy czegoś niezwykłego: poskromiliśmy wojny, epidemie i głód. Wprawdzie zjawiska te nie zniknęły całkowicie, ale - jak pan to ujął - stały się wyzwaniami, którymi możemy zarządzać i opanować. Czy pandemia koronawirusa i wojna w Ukrainie sprawiły, że zmienił pan zdanie?

Nie prognozowałem, że wojny oraz wirusy znikną na zawsze. Było dla mnie oczywiste, że państwa mogą dalej toczyć wojny, zaś patogeny wciąż będą ewoluować. Chodziło mi o to, że po raz pierwszy w historii mamy wiedzę oraz techniczne umiejętności, aby im zapobiegać. Kiedy w XVI w. wybuchła epidemia dżumy, ludzie byli bezradni. Nie mieli żadnych sposobów, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się zarazy, nie rozumieli, jak roznosi się choroba, nie wiedzieli, jak się leczyć. Sądzono, że epidemie to wina demonów, czarnej magii albo rozgniewanego Boga. Nie możemy przeciwdziałać ewolucji wirusów, ale umiemy już zahamować ich rozprzestrzenianie się.