Cztery lata pełnoskalowej wojny w Europie. Wojny, której powodem są imperialne mrzonki przywódców Rosji. Najpotężniejsze militarnie i ekonomicznie demokracje świata nie potrafiły przez ten czas powstrzymać masowego mordowania niewinnych ludzi, gwałtów i tortur, deptania cywilizowanych zasad.
Donald Trump mówi o hańbie
„Musimy to powstrzymać. Jeśli się nie uda, to będzie hańba” – powiedział Donald Trump tuż przed czwartkowym spotkaniem z Wołodymyrem Zełenskim w Davos. I trudno się nie zgodzić z prezydentem USA – to od dawna jest hańba. Tyle że nie Zełenskiego i Ukraińców, nie milionów zwykłych ludzi na Zachodzie, którzy na miarę możliwości starają się pomóc dobru w pokonaniu zła. To jest hańba liderów polityki i biznesu, którzy najpierw pozwolili Putinowi wyhodować pazury, a potem swą kunktatorską postawą zachęcali go do kolejnych agresji. To hańba tych, którzy już po lutym 2022 r. dawkowali pomoc dla Ukrainy, drżąc, by przypadkiem nie zaszkodzić zanadto agresorowi. To dotyczy wielu osób w Europie i w Ameryce – oby historia im tego nie zapomniała.
Przede wszystkim to hańba samego Donalda Trumpa. Mógł się uczyć na błędach i zaniedbaniach poprzednika, o których tak lubi opowiadać. Jeśli sam nie rozumie reguł polityki na obszarze postradzieckim, mógł posłuchać mądrzejszych od siebie. Nie brakuje ich również w obozie republikańskim. Ale nie, wolał odwołać jednego z bardziej kompetentnych członków ekipy, gen. Keitha Kelloga, gdy tylko zażądali tego Rosjanie (sic!), i przekazać sprawy w ręce swego kolegi od golfa. Mógł już dawno użyć potężnych instrumentów, którymi dysponują Stany Zjednoczone, aby zmusić Putina do zaprzestania szaleńczej rzezi. Wolał ściskać mordercę na czerwonym dywanie i zajmować się milionem innych rzeczy, czasem nawet sensownych z punktu widzenia bezpieczeństwa USA, ale kiedy indziej absurdalnych i de facto przeciwskutecznych (vide: awantura o Grenlandię z najbliższymi sojusznikami, która najbardziej ucieszyła Rosję i Chiny).
Davos nic nie da Ukrainie
Spotkanie prezydentów USA i Ukrainy nie przyniosło żadnych konkretnych rezultatów. Gdy zamykaliśmy to wydanie DGP, nie było wiadomo, czym zakończy się wizyta Steve’a Witkoffa w Moskwie. Szanse na pozytywny przełom, czyli szybki, sprawiedliwy i stabilny pokój, można jednak było szacować jako bliskie zeru. Cztery lata po rozpoczęciu wojny wciąż pozostaje więc trzymać kciuki, żeby prezydent USA wreszcie przestał kompromitować siebie i potęgę Ameryki marnowaniem czasu i dawaniem się wodzić za nos eks oficerowi KGB. ©Ⓟ