Lider Konfederacji Sławomir Mentzen we wtorek w Radiu Zet został zapytany wprost, czy jego formacja przystąpiłaby do koalicji z PiS, ale bez Jarosława Kaczyńskiego.

Mentzen odpowiedział jednoznacznie: „w takim wariancie jest do rozważenia” i dodał: „Od dawna mówiłem, że jestem w stanie rozważać najróżniejsze koalicje. Ale Jarosław Kaczyński nie jest osobą, z którą chciałbym się dogadywać”. Zapytany o powód, stwierdził krótko: – bo mu nie ufam.

W ocenie Mentzeba prezes PiS „nie chce się dogadać, żeby wszystkie strony porozumienia na tym zyskiwały, tylko żeby kogoś zniszczyć”.

Słowa lidera Konfederacji są istotne bo pokazują, że Mentzen nie zamyka drogi do współpracy z PiS jako formacją, pragnie jednak eliminacji obecnego lidera PiS, co wobec słabnącego poparcia dla tej formacji może nie być wcale awykonalne.

Komu z PiS ufa Sławomir Mentzen?

W tej samej rozmowie prowadzący wymienił nazwiska polityków PiS: Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego, Mateusza Morawieckiego i Tobiasza Bocheńskiego. Mentzen odpowiedział: „Wydaje mi się, że każdy z nich byłby solidniejszym partnerem do rozmów. Każdy z wymienionych zdaje się dużo sensowniejszą osobą”.

Deklaracja, otwiera pole do alternatywnego scenariusza przywództwa po stronie PiS. Ewentualna zmiana lidera lub odsunięcie Jarosława Kaczyńskiego od bezpośrednich negocjacji mogłoby stać się elementem układanki politycznej prowadzącej do nowej większości parlamentarnej.

Mentzen zapytany o możliwość koalicji Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej i PiS. Odpowiedział: „jest pytanie, na jakich zasadach”. I dodał: „Gdyby miała wyglądać tak, że nie mamy nic do powiedzenia, i PiS robi to, co chce, tak jak robił przez osiem lat, to myślę, że nikt z naszych wyborców nie chciałby takiej koalicji”.

Sondaż OGB: KO–PSL–Polska 2050 z 40,87 proc., PiS 28 proc., Konfederacja 12,81 proc.

Nowy sondaż pracowni OGB dla Stan360 pokazuje, że zmiana miałaby poważne konsekwencje i doprowadziłaby do zmiany układu sił w parlamencie.

Wspólna lista Koalicji Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050 mogłaby liczyć na 40,87 proc. poparcia. W tym wariancie nie uwzględniono Nowej Lewicy, która obecnie współtworzy rząd.

Drugie miejsce zajęłoby Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 28 proc., a trzecie Konfederacja z poparciem 12,81 proc. Co w ewentualnym połączeniu dawałoby tej koalicji zaledwie o 0,7 proc. poparcia mniej. Jeśli do koalicji przyłączyłaby się również Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, która może liczyć na 10,27 proc. koniec obecnego rządu byłby przesądzony bez względu na możliwość doliczenia frakcji obecnie rządzącej głosów Nowej Lewicy i Partii Razem (uzyskałaby 8,05 proc.).

Rozkład mandatów pokazuje brak samodzielnej większości dla jakiegokolwiek ugrupowania. Blok KO–PSL–Polska 2050 wprowadziłby do Sejmu 205 posłów. PiS uzyskałoby 137 mandatów. Konfederacja – 52 miejsca. Konfederacja Korony Polskiej – 44. Najmniejszą reprezentację miałaby wspólna lista Lewicy i Razem – 22 mandaty.

Sejmowa arytmetyka: czy PiS i Konfederacja mogłyby przejąć władzę?

Przy takim podziale mandatów potencjalny blok PiS (137), Konfederacji (52) i Konfederacji Korony Polskiej (44) dawałby łącznie 233 mandaty. To powyżej progu 231 mandatów potrzebnych do uzyskania większości w Sejmie.

Z kolei obecna konfiguracja rządowa – nawet przy bardzo dobrym wyniku wspólnej listy KO–PSL–Polska 2050 (205 mandatów) – musiałaby liczyć na współpracę z Lewicą i Razem (22 mandaty), co łącznie dawałoby 227 miejsc. To cztery mandaty mniej niż wymagane minimum.

Oznacza to, że przy rozbiciu startu wyborczego na bloki i utrzymaniu sondażowych proporcji, większość mogłaby znaleźć się po stronie prawicy – pod warunkiem porozumienia między PiS, Konfederacją i środowiskiem Grzegorza Brauna.