„Rok po współKongresie Kultury - jednej z najważniejszych debat środowisk twórczych ostatnich lat - Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozpoczęło prace legislacyjne nad Ustawą o ochronie rynku książki. Założenia do projektu nowej ustawy przygotował Zespół ds. pola literackiego, powołany przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego” – czytamy w komunikacie resortu.
Dokument miał trafić do konsultacji wewnątrzresortowych na początku grudnia br. Czy tak się stało? Nie wiadomo. Żaden z naszych rozmówców nie dostał żadnej informacji na ten temat.
Geneza interwencji MKiDN
Założenia projektu to efekt wieloletnich nacisków części środowisk wydawniczych i literackich, które alarmują, że polski rynek książki stał się „rynkiem nowości”, na którym książka traci wartość handlową niemal w dniu premiery. Agresywne wojny cenowe prowadzone przez wielkie sieci handlowe i platformy internetowe sprawiły, że małe, niezależne podmioty nie są w stanie rywalizować ceną. Celem projektu jest więc "uzdrowienie rynku książki i wyrównanie warunków konkurencji, tak aby małe księgarnie i niezależne podmioty mogły rywalizować na bardziej przejrzystych zasadach."
Fundamentem proponowanych zmian jest diagnoza zawarta w raporcie „Jeszcze książka nie zginęła?” autorstwa Polskiej Sieci Ekonomii, przygotowanym dla Instytutu Książki. Wyłania się z niego obraz rynku w „kryzysie strukturalnym”, zdominowanego przez oligopol dystrybutorów.
W ciągu ostatniej dekady z mapy Polski zniknęła niemal jedna trzecia księgarń. Jednocześnie mediana przychodów twórców z działalności artystycznej oscyluje wokół 2500 zł brutto.
Ustawodawca uznał więc, że sposobem na wyrównanie szans jest administracyjne usztywnienie cen. Krytycy wskazują jednak, że diagnoza może być błędna.
– W małych księgarniach jedyne, czym można konkurować, to lokalizacja, indywidualne podejście do klienta i funkcja kulturotwórcza. Moim zdaniem ta ustawa może mieć dokładnie odwrotny wpływ na te księgarnie, bo one po prostu nie będą miały klientów przy stałej cenie – ocenia Adam Zegiel, prezes Ateneum, jednego z największych dystrybutorów książek w Polsce.
Ustawa o ochronie rynku książki. Trzy filary projektu
Projekt opiera się na trzech kluczowych założeniach: jednolitej cenie książki przez 12 miesięcy od dnia wprowadzenia jej do obrotu, maksymalnym rabacie dystrybucyjnym (45 proc.) oraz obowiązku raportowania danych sprzedażowych do GUS. Jednak to, co budzi przerażenie branży, nie znalazło się w oficjalnych komunikatach prasowych resortu, a wynika z kulisów prac legislacyjnych.
Adam Zegiel zwraca uwagę na dodatkowe ustalenia, które miały zapaść podczas spotkań powołanego przez resort zespołu ds. pola literackiego. To właśnie tam wypracowano koncepcję, która dla wielu przedsiębiorców brzmi jak wyrok.
– To, co wiemy z notatek ze spotkań tego zespołu, który zajmował się przygotowaniem tekstu, jest niezwykle niepokojące. Najbardziej bolesne finansowo jest planowane nałożenie na wydawców i dystrybutorów opłaty w wysokości 1,5 proc. od obrotu. To de facto quasi-podatek, który miałby finansować działanie instytucji zajmującej się rynkiem, która miałaby powstać – alarmuje prezes Ateneum.
Branża podkreśla, że przy marżach, które w handlu książką często balansują na granicy rentowności, dodatkowe obciążenie o charakterze fiskalnym może doprowadzić do fali upadłości.
Zasady wolnej konkurencji zagrożone
Prawnicy analizujący dostępne założenia ostrzegają, że projekt może być sprzeczny z prawem Unii Europejskiej oraz zasadami wolnej konkurencji. Adwokat Dominik Gromek z krakowskiej kancelarii Barta Litwiński podkreśla, że oficjalne komunikaty MKiDN to zaledwie wierzchołek góry lodowej.
– Przedstawione założenia to w rzeczywistości zaledwie ułamek zagadnień, jak i związanych z nimi konsekwencji, z którymi projektowana ustawa będzie musiała się zmierzyć – mówi mec. Gromek. Ekspert wskazuje przede wszystkim na brak jasności co do zakresu regulacji. – Chodzi o kwestię zakresu samej ustawy: czy obejmie ona e-booki, które mają już około 20 proc. udziału w rynku?Brak jest również informacji, czy ustawa będzie zawierać wyłączenia, np. w zakresie podręczników szkolnych. W krajach sąsiednich, w których obowiązują podobne regulacje dotyczące stałej ceny książki, publikacje elektroniczne w przeważającej większości – nawet w 90 proc. – nie są nimi objęte – tłumaczy Gromek.
Prawnik podnosi również fundamentalną kwestię z punktu widzenia konsumenta: czy sztywna cena okładkowa realnie spadnie?
– Doświadczenia innych państw europejskich nie potwierdzają, że wprowadzenie stałej ceny książki prowadzi do obniżenia cen dla konsumentów – obserwowany trend jest wręcz odwrotny. Za bardzo mało prawdopodobne należy uznać, że częścią ustawy będą mechanizmy mające chronić czytelników przed realnym wzrostem cen, chociażby poprzez obniżenie aktualnych cen okładkowych o wartość obecnie stosowanych rabatów. Ceny książek ustalają wydawcy, a powrót do odgórnego ich ustalania byłby sprzeczny z zasadami gospodarki rynkowej i naruszał zasady konkurencji. W związku z powyższym w obecnym kształcie przedstawionych założeń trudno jest znaleźć realne korzyści dla czytelników płynące z wprowadzenia takiej ustawy – ocenia adwokat.
Pominięci w rozmowach
Gwałtowny sprzeciw wobec projektu wyraziły podmioty, które odpowiadają za sprzedaż końcową. Zarówno Ateneum, jak i platforma tantis.pl, skierowały listy otwarte do przedstawicieli rządu, zarzucając Ministerstwu Kultury brak transparentności i pominięcie kluczowych interesariuszy w procesie konsultacji.
Firma KFI sp. z o.o., właściciel portalu tantis.pl, w piśmie do wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego, nazywa pominięcie podmiotów e-commerce „istotnym uchybieniem proceduralnym”. „W naszej ocenie, w przypadku regulacji tak głęboko ingerującej w mechanizmy handlowe, pominięcie kluczowych uczestników rynku detalicznego rodzi ryzyko przyjęcia rozwiązań oderwanych od realiów” – czytamy w stanowisku spółki. Tantis ostrzega przed „trwałym wzrostem cen książek”, co uderzy w setki tysięcy klientów przyzwyczajonych do kupowania nowości w niższych cenach w sieci.
Z kolei Ateneum w liście do Agaty Diduszko-Zyglewskiej, przewodniczącej zespołu ds. pola literackiego, podkreśla, że projekt odzwierciedla niemal wyłącznie perspektywę środowiska wydawniczego, marginalizując głos dystrybutorów, bibliotek i czytelników. „Tego rodzaju wąska analiza nie zapewnia wystarczającej podstawy do wprowadzenia regulacji, która w istotny sposób ingeruje w mechanizmy rynkowe i zasady konkurencji” – argumentuje spółka, wnioskując o przeprowadzenie pełnej Oceny Skutków Regulacji (OSR) z wariantami symulacji liczbowych.
Czytelnicy zagłosują portfelem
Nawet wśród wydawców, którzy teoretycznie powinni być beneficjentami zmian, panuje duża rezerwa. Marek Dobrowolski, wiceprezes wydawnictwa Nasza Księgarnia, przypomina, że podobne projekty upadały już wielokrotnie ze względu na powszechny opór społeczny.
– Za każdym razem spora grupa wydawców zwracała uwagę na to, że odbędzie się to kosztem klientów – czytelników. Ceny wzrosną, a klienci będą musieli płacić więcej za nowości. Książki, szczególnie beletrystyka, żyją w cyklu nowości dwa-trzy miesiące. Zamrożenie ceny na 12 miesięcy to wieczność – ocenia Dobrowolski.
Wydawcy obawiają się również „efektu odpływu”. Jeśli nowość będzie zbyt droga, czytelnik może zrezygnować z zakupu papierowego egzemplarza na rzecz abonamentu e-booków, albo po prostu poczekać rok na obniżkę, co zabije dynamikę sprzedaży w najważniejszym dla tytułu okresie.
– Tu będzie głosował klient. Część powie: stać mnie. Ale część może zrezygnować z zakupu trzech książek na rzecz jednej lub zupełnie przejść na abonament, który w cenie jednej książki drukowanej daje dostęp do całego katalogu – dodaje szef Naszej Księgarni.
Porozumienie Wydawców Książek w liście do ministry Marty Cienkowskiej apeluje o „pogłębienie i uzupełnienie założeń projektu tak, aby odpowiadały pełnej złożoności rynku w realiach roku 2025”. Wydawcy podkreślają, że nie można chronić jednego segmentu rynku (księgarń) kosztem innych, nie dbając o fundament, jakim jest poziom czytelnictwa.
Co więcej, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) stwierdził, że analiza raportu PLSE nie dała podstaw do stwierdzenia naruszenia reguł konkurencji w obecnym modelu rynkowym. Organ dostrzega jednak dysproporcje wynikające z różnic potencjału ekonomicznego między wydawcami a wielkimi dystrybutorami.
Jak zatem uzdrowić rynek?
– Jedynym słusznym rozwiązaniem jest dofinansowanie małych księgarni, np. przez preferencyjne czynsze – uważa Adam Zegiel.
Z kolei Marek Dobrowolski zwraca uwagę na głos samych czytelników. Badania portalu Lubimy Czytać pokazują, że nawet 80-90 proc. odbiorców jest przeciwnych regulacjom, które podniosłyby ceny.
Obawy dotyczą także bibliotek, które przy braku wysokich rabatów będą mogły kupić znacznie mniej nowości do swoich zbiorów.
Do momentu publikacji artykułu MKiDN nie odpowiedziało na nasze pytania.
Jakie są kluczowe założenia projektu Ustawy o ochronie rynku książki MKiDN?
Jednolita cena książki przez 12 miesięcy od dnia wprowadzenia do obrotu, maksymalny rabat dystrybucyjny 45 proc. oraz obowiązek raportowania danych sprzedażowych do GUS.
Jaką opłatę od obrotu przewidują ustalenia zespołu ds. pola literackiego według Ateneum?
Planowane jest nałożenie na wydawców i dystrybutorów opłaty 1,5 proc. od obrotu — „de facto quasi-podatku” na finansowanie nowej instytucji zajmującej się rynkiem.
Czy projekt Ustawy o ochronie rynku książki obejmie e-booki i podręczniki szkolne?
Brak jasności co do zakresu: adwokat Dominik Gromek pyta, czy ustawa obejmie e-booki (około 20 proc. rynku) oraz czy przewidzi wyłączenia, np. podręczniki szkolne.
Co o wpływie stałej ceny książki na ceny konsumenckie mówi mec. Dominik Gromek?
„Doświadczenia innych państw europejskich nie potwierdzają” spadku cen; „obserwowany trend jest wręcz odwrotny”. W obecnych założeniach trudno wskazać realne korzyści dla czytelników.
Jakie zarzuty wobec MKiDN formułują Ateneum i tantis.pl w listach otwartych?
Zarzucają brak transparentności i pominięcie kluczowych interesariuszy, w tym e-commerce („istotne uchybienie proceduralne”). Tantis ostrzega przed „trwałym wzrostem cen książek”.