Dyskusja rozbija się o art. 9 konstytucji, w którym państwo „na zawsze wyrzeka się wojny jako suwerennego prawa narodu”. Zgodnie z nią Japonia nie utrzymuje armii, lecz Siły Samoobrony.

W ostatnich latach kolejni premierzy z Partii Liberalno-Demokratycznej (Jimintō), ugrupowania Sanae Takaichi, przesuwali granice interpretacji tego, czym jest owa samoobrona. W 2015 r. rząd Shinzō Abego dopuścił możliwość udzielania pomocy zaatakowanym sojusznikom, gdyby taki atak stanowił egzystencjalne zagrożenie dla Japonii. W ostatnich latach rząd w Tokio poluzował też restrykcje dotyczące eksportu broni, zaczął rozwijać rodzimy przemysł obronny i zwiększył zakupy broni za granicą.

Takaichi chce usankcjonować te zmiany poprzez wpisanie do konstytucji Sił Samoobrony. Liczy, że otworzyłoby to drogę do dalszego rozwoju potencjału militarnego, czego potrzebuje kraj żyjący w cieniu coraz śmielszych działań Chin oraz Korei Północnej, rozbudowującej arsenał rakietowy. W Tokio uważnie obserwuje się też płynące z Białego Domu sygnały o możliwym ograniczeniu zobowiązań sojuszniczych. Według Takayukiego Kobayashiego, głównego architekta polityki Jimintō, obecny cel podwyższenia wydatków obronnych do 2 proc. PKB to „o wiele za mało”.

W listopadzie 2025 r. Takaichi zapowiedziała, że Japonia wesprze Tajwan w razie chińskiej inwazji, bo taka sytuacja stanowiłaby dla niej zagrożenie egzystencjalne. W ten sposób Tokio, traktatowy sojusznik Waszyngtonu, może próbować zwrócić uwagę Białego Domu na wyspę, która nie może liczyć na takie same gwarancje. Aktualne staje się też pytanie o jądrowe tabu Japonii. Dla kraju naznaczonego tragedią Hiroszimy i Nagasaki zmiana zasad dotyczących broni atomowej – jej nieposiadania, nieprodukowania i niesprowadzania – byłaby rewolucją. Politycy Jimintō coraz częściej mówią, że te zasady powinny zostać poddane pod dyskusję. Jednym z pomysłów jest rozmieszczenie amerykańskiej broni „A” w Japonii, wzorowane na natowskim mechanizmie „nuclear sharing”.

Zmiany wydają się dziś łatwiejsze do wyobrażenia, ponieważ ewoluuje nastawienie społeczne, a rewizja konstytucji musiałaby zostać poddana pod referendum. Według sondażu agencji Kyōdō ponad 80 proc. respondentów popiera wpisanie Sił Samoobrony do konstytucji, a wśród parlamentarzystów odsetek ten sięga 93 proc. Gdy dekadę temu Abe forsował reformy proobronne, protesty pacyfistów gromadziły nawet 100 tys. osób. Dziś demonstracje przeciw zapowiedziom Takaichi są stukrotnie mniejsze.

Mimo to ambicje Takaichi mogą napotkać ograniczenia. Japonia mierzy się z ogromnym zadłużeniem, a wydatki obronne konkurują z presją na wsparcie gospodarstw domowych (głównym postulatem wyborczym Takaichi było zniesienie podatku na żywność). Problemem pozostaje także demografia. Dziś 123-milionowa Japonia ma ok. 250 tys. żołnierzy, mniej więcej tyle, co trzykrotnie mniej ludna Polska. ©℗