statystyki

Dyktatorzy umierają. Dyktatury trwają

autor: Mariusz Janik07.10.2016, 07:08; Aktualizacja: 07.10.2016, 08:25
Kaddafiego spotkał najbrutalniejszy koniec ze wszystkich dyktatorów ostatniego ćwierćwiecza. Rebelianci, którzy ze wszystkich stron ściągali na wylotówkę z miasta Syrta, gdzie zbombardowany został konwój, którym uciekał libijski autokrata, porwali go za ramiona i pociągnęli w stronę swoich samochodów.

Kaddafiego spotkał najbrutalniejszy koniec ze wszystkich dyktatorów ostatniego ćwierćwiecza. Rebelianci, którzy ze wszystkich stron ściągali na wylotówkę z miasta Syrta, gdzie zbombardowany został konwój, którym uciekał libijski autokrata, porwali go za ramiona i pociągnęli w stronę swoich samochodów.źródło: Bloomberg

Wbrew pozorom najczęściej umierają we własnym łóżku. Wbrew nadziejom ich śmierć wcale nie oznacza nowego początku. Ich dzieło bywa znacznie trwalsze, niż mogłoby się wydawać. Dyktatorzy pozostawiają po sobie chaos, a wcześniej czy później wielu dawnych poddanych zaczyna za nimi tęsknić

Islom Karimov umierał sześć dni. Być może nie dosłownie, ale tyle czasu potrzebowali chętni do sukcesji, żeby przetasować karty i rozegrać pierwszą partię o to, kto przejmie po Wielkim Papie niepodzielną władzę w Uzbekistanie. Spektakl, jaki odegrało otoczenie dyktatora, zaczął się jeszcze 28 sierpnia, kiedy władze w Taszkencie wydały oficjalny komunikat o hospitalizacji prezydenta. Niewykluczone, że już wówczas Karimov nie żył, a w kuluarach zaczynała się walka o władzę. Następnego dnia najmłodsza córka Papy – Lola Karimova-Tilljajeva – umieściła na Instagramie (znak czasów!) krótką informację, że jej ojciec miał w weekend krwotok mózgowy i znajduje się na oddziale intensywnej terapii.

Karimov miewał już kłopoty ze zdrowiem, ale naród dowiadywał się o nich ostatni. Dopiero wtedy, gdy były już zażegnane. Nieformalny komunikat na portalu społecznościowym został przez wielu zinterpretowany jako sygnał, że sytuacja jest poważna: redagowany w Moskwie portal FerganaNews ujął to wprost – Karimov nie żyje, zmarł 29 sierpnia, między godziną 15 a 16. Informacja się „poniosła”, ale Taszkent – ustami anonimowych osób z kręgów władzy i prezydenckiego klanu – dementował.

Liderzy niektórych państw już zaczęli składać kondolencje – na czele z, zazwyczaj dobrze poinformowanymi w sprawach tego, co dzieje się w Azji Środkowej, Turkami. Tymczasem dopiero 2 września – prawie tydzień po rzekomym krwotoku – uzbecki rząd oficjalnie poinformował o odejściu „pacjenta Isloma Karimova”. Kąśliwie komentowano, że Karimov mógłby umierać jeszcze dłużej, ale rodacy zaczęli już spekulować o zamachu stanu – więc należało możliwie szybko uciąć niezdrowe rozważania.

Od tamtej pory doliczono się wielu błędów w oficjalnej wersji zgonu Karimova. Choćby rosyjscy lekarze, którzy mieli sprawować kontrolę nad „pacjentem numer jeden”. Do ostatnich chwil przy Karimovie miał czuwać profesor Aleksander Potapow, szef renomowanego moskiewskiego instytutu neurochirurgii. Tymczasem Potapow przyleciał z Taszkentu już 31 sierpnia. Ba, profesor Leo Bokeria – wspomniany w rządowym raporcie, wcześniej pełniący też funkcję lekarza Wielkiego Papy – 29 sierpnia był w domu, a dopytywany, zaprzeczył, by w ogóle wyjeżdżał do Uzbekistanu. Cóż, najwyraźniej nie zostawił dyspozycji co do postępowania w razie własnej śmierci. Siedemdziesięcioośmioletni prezydent zapewne zamierzał porządzić jeszcze z dekadę.

Co zostawia za sobą Karimov? Około 12 tys. więźniów uznawanych za „politycznych”, stale lub tymczasowo aresztowanych, bitych, torturowanych, szprycowanych narkotykami i gwałconych przez bezpiekę. Krążą legendy o ugotowaniu kilku zażartych adwersarzy w oleju oraz odsyłaniu innych do psychuszki. Wreszcie około siedmiuset grobów ofiar demonstracji w Andiżanie 11 lat temu. Zapewne przetrwają też akcje masowej mobilizacji, kiedy to podczas zbiorów bawełny na pola rzucani są wszyscy znajdujący się pod ręką przymusowi pracownicy: od uczniów i studentów, po nauczycieli, urzędników i robotników.

Potencjalny sukcesor – na dziś funkcję „pełniącego obowiązki” sprawuje premier Shavkat Mirziyoyev – zapewne spróbuje podtrzymać ten styl rządzenia. Teoretycznie w ciągu trzech miesięcy od śmierci Karimova powinny zostać zorganizowane wybory. I one się, rzecz jasna, odbędą. Natomiast nie przyniosą żadnej zmiany, poza – być może – nieco mniej pewnym siebie liderem, który będzie jeszcze musiał udowodnić rodakom, że potrafi rządzić twardą ręką. A jeżeli spróbuje pozować na liberała, zaryzykuje podzielenie losu Baszara al-Asada. Diabelska alternatywa.


Pozostało 79% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie