Miesiąc po porwaniu przez Amerykanów prezydenta Nicolása Maduro władzę w Wenezueli sprawuje lojalna wobec niego Delcy Rodríguez, która przed atakiem pełniła funkcję wiceprezydentki. Rodríguez wymieniła część ministrów i wysokich urzędników na osoby ze swojego najbliższego kręgu, choć oni także pozostają lojalni wobec Maduro. W rezultacie reżim nie upadł, a zmiany są ograniczone.
Ilu więźniów politycznych wypuści Delcy Rodríguez?
Zdaniem wenezuelskiego politologa Benigna Alarcóna rządzący nie wykazują entuzjazmu wobec szybkiego przeprowadzenia wyborów, ponieważ wiedzą, że nie przyniosłyby im one korzyści. Dlatego zamierzają je maksymalnie opóźniać.
Niektórzy działacze opozycji, jak Andrés Velásquez i Delsa Solórzano, wyszli z ukrycia. Jednak nie wszyscy mogą liczyć na bezpieczeństwo. Liderka opozycji María Corina Machado poinformowała w poniedziałek, że Juan Pablo Guanipa, jeden z jej najbliższych współpracowników, został uprowadzony kilka godzin po wyjściu z więzienia, w którym spędził ponad osiem miesięcy. „Uzbrojeni mężczyźni, ubrani po cywilnemu, przybyli czterema pojazdami i brutalnie go zabrali” – napisała na platformie X.
W niedzielę rząd uwolnił kilku czołowych przedstawicieli opozycji. Po obaleniu Maduro władze znalazły się pod presją, by wypuścić na wolność setki więźniów politycznych. Rodziny i obrońcy praw człowieka krytykują jednak powolne tempo zwolnień. Trudno oszacować, ilu więźniów faktycznie wyszło na wolność. 25 stycznia rząd ogłosił, że wypuszczono ponad 600 osób, jednak organizacja Foro Penal twierdzi, że liczba ta została zawyżona. Mimo to Rodríguez jak dotąd cieszy się poparciem Stanów Zjednoczonych. Polityczka stosuje strategię dwutorową: używa konfrontacyjnej retoryki na użytek wewnętrzny, w dużej mierze podporządkowując się zarazem żądaniom USA. Zatrzymanie Maduro określa jako „porwanie” i organizuje demonstracje domagające się uwolnienia go oraz pierwszej damy Cilii Flores.
Kto kupi wenezuelską ropę?
Jednocześnie rząd szybko zmienił prawo, umożliwiając zagraniczne inwestycje w sektorze naftowym, co było jednym z deklarowanych celów amerykańskiej operacji ze stycznia. USA poszły za ciosem, przyznając swoim firmom kilka licencji na handel wenezuelską ropą oraz jej rafinację. Problem w tym, że popyt na wenezuelską ropę jest ograniczony, zwłaszcza że na globalnym rynku utrzymuje się nadpodaż surowca. W styczniu do USA trafiało 284 tys. baryłek dziennie, niemal trzykrotnie więcej niż miesiąc wcześniej, ale część ładunków nie została sprzedana. Amerykańskie rafinerie mają trudności z szybkim wchłonięciem ciężkiej, siarkowej ropy z Wenezueli, która wymaga kosztownego przetwarzania. Z kolei dostawy do Chin, które wcześniej sięgały 400 tys. baryłek dziennie, spadły do zera po tym, jak USA wymusiły podwyżkę cen surowca trafiającego do Państwa Środka. Nadzieją pozostają Indie, rozważające po umowie handlowej z Waszyngtonem import wenezuelskiej ropy, która ma częściowo zastąpić dostawy z Iranu.
Niepewne są też inwestycje, których kraj pilnie potrzebuje po latach zaniedbań. Według OPEC liczba aktywnych wiertni spadła z 12 w 2020 r. do trzech w 2024 r., a infrastruktura przesyłowa jest przestarzała. Norweskie centrum analityczne Rystad Energy szacuje, że aby do 2040 r. zwiększyć wydobycie z obecnego 1 mln baryłek dziennie do 3 mln, potrzeba ponad 180 mld dol. Tymczasem mimo zachęt Donalda Trumpa Chevron i Exxon pozostają ostrożne, wskazując na niestabilność i brak jasnych ram regulacyjnych. „Panuje zgoda, że odbudowa przemysłu naftowego zajęłaby lata, wymagała ogromnych inwestycji i znacznie korzystniejszych warunków inwestycyjnych niż obecne” – podkreśla Gonzalo Escribano z madryckiego Real Instituto Elcano.
Dochody z handlu ropą nie trafiają bezpośrednio do Wenezueli, lecz są deponowane na koncie w Katarze, działającym pod nadzorem USA. Waszyngton kontroluje także ich dystrybucję. To do niego Caracas musi składać wnioski budżetowe na konkretne cele, takie jak pensje lekarzy, nauczycieli i policjantów. To może z kolei napędzać antyamerykańskie nastroje, zwłaszcza jeśli pieniądze trafią do elit. Jak zauważa amerykańska badaczka Emily Meierding, wenezuelskie społeczeństwo jest wyczulone na oznaki zewnętrznej kontroli nad zasobami. – Będą chcieli odbudowy przemysłu i wiedzą, że potrzebne są zagraniczne inwestycje. Nie zaakceptują jednak bezpośredniej kontroli USA, przynajmniej w dłuższej perspektywie – powiedziała Meierding w rozmowie z „New York Timesem”. ©℗