statystyki

Potrzebne nam są wolne związki zawodowe

autor: Sebastian Stodolak01.07.2016, 07:08; Aktualizacja: 01.07.2016, 07:28
marsz, zgromadzenie, protest

Czy rzeczywiście odseparowanie związków zawodowych od państwa i danie im wolnej ręki będzie dla nich korzystne?źródło: ShutterStock

Niektórzy zwolennicy wolnego rynku z chęcią wysłaliby „zawodowe związki na Powązki”, czyli na cmentarz historii. Niesłusznie. Bo ich działalność nie musi być z definicji warcholstwem ani cyniczną walką o przywileje. Są także inne ciekawe modele związków zawodowych. Całkowicie wyjątkowy jest model japoński. Tam związki doprowadziły do sytuacji, w której z jednej strony wywalczyły dożywotnią gwarancję zatrudnienia (choć nie ma ona charakteru formalnego), z drugiej stały się siłą działającą raczej na poziomie politycznym, a nie oddolnym.

Istnieją badania naukowe wskazujące, że nasze kulinarne upodobania łączą się z naszymi zapatrywaniami politycznymi. Weganie na przykład poglądy mają częściej lewicowe niż konserwatywne. Trudno zatem dziwić się oburzeniu, jakie zawrzało na lewicy, gdy w połowie czerwca poszła fama, że jedna z najbardziej znanych warszawskich knajp wegańskich – „Krowarzywa” – nie respektuje praw pracowniczych. Postawa jej właściciela zakrawała na ideologiczną zdradę i w związku z tym działacze organizacji pracowniczych postanowili demonstrować niezadowolenie przed samym wejściem do jego baru – w sposób daleki od eleganckiego. Dodatkowo rozsierdził ich Marek Tatała, ekonomista z Forum Obywatelskiego Rozwoju, który wszedłszy w tłum, postanowił wstawić się za właścicielem. Jak przekonywał, większość pracowników „Krowarzyw” nie miała do pracodawcy zastrzeżeń, a obrońcy ludu pracującego, blokując funkcjonowanie knajpy, ryzykowali, że mogą ów lud zwyczajnie skrzywdzić.

Nie będę wnikać, kto w krowaferze ma rację i kto czyje prawa łamał. Inny wątek jest tu bardziej interesujący. Tatała stwierdził w polemicznym zapale, że to sąd, a nie protesty powinny rozstrzygać spory pracowników z pracodawcami. Takie postawienie sprawy wpisuje się doskonale w popularną wolnorynkową argumentację głoszącą, że pracownik w kontaktach z pracodawcą nie potrzebuje pośredników. W skrócie: nie potrzebuje związków zawodowych. Związki można, owszem, tolerować, ale wyłącznie jeśli nie zachowują się jak związki. Bo inaczej niszczą rynek i szkodzą wszystkim wkoło.


Pozostało jeszcze 91% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie