statystyki

Twierdza Europa: Trwa wojna cywilizacji, a odbudowa naszej będzie trudna

autor: Mira Suchodolska20.11.2015, 07:04; Aktualizacja: 20.11.2015, 08:52
Gdyby nnie nędza w Afryce Północnej, upadek państw, to nie byłoby tego pędu ludzkiego, aby stamtąd uciekać.

Gdyby nnie nędza w Afryce Północnej, upadek państw, to nie byłoby tego pędu ludzkiego, aby stamtąd uciekać.

To nie uchodźcy są największym problemem, lecz osoby zajmujące się terrorystycznym procederem – one wykorzystują uchodźczą falę, aby na jej grzbiecie przerzucać do Europy swoich ludzi - mówi Krzysztof Liedel, specjalista w zakresie terroryzmu międzynarodowego i jego zwalczania, doktor nauk wojskowych, były dyrektor departamentu prawa i bezpieczeństwa pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego i dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.Twierdza Europa: Trwa wojna cywilizacji, a odbudowa dawnej cywilizacji będzie trudna

Idą do nas lądem, płyną morzem, przedzierają się przez granice. I nie przestaną, chyba że zaczniemy do nich strzelać. A mam wrażenie, że po zamachach w Paryżu jesteśmy do tego gotowi.

Niewykluczone, że się tak stanie. Bo ludzie są coraz bardziej przerażeni. I nie chodzi tylko o ostatnie zamachy, bo choć wstrząsające, krwawe, niepotrzebne, to nie są niczym nowym. Już mieliśmy z podobnymi przypadkami do czynienia – choćby w Londynie i Madrycie. I po każdym się pozbieraliśmy, nasz świat się nie załamał, nie wyzbyliśmy się naszego stylu życia, wartości i ideałów. Niestety, to, co się wydarzyło we Francji, nakłada się na wiele innych kryzysów. To głównie ten związany z UE – jej jednością, ale także filozofią istnienia. Wspólnota to dziś inny twór niż parę lat temu – państwa różnych prędkości, różnych interesów, wzajemna nieufność. A teraz obserwujemy, jak rozpada się strefa Schengen, z której byliśmy tak dumni. Dziś nie rozmawia się o tym, czym może skutkować to, iż poszczególne kraje zamykają granice. To się dzieje. I zastanawiamy się, czy coś takiego jak strefa Schengen jest nam potrzebne. I tutaj jestem w stanie przyznać pani rację – ze strachu jesteśmy w stanie zamienić dom, kraj, Unię w twierdzę. Zwłaszcza że jesteśmy świadomi, że tam, poza Starym Kontynentem szaleje wojna, która nagania do nas nieprzebraną rzeszę uchodźców.

Więc powinniśmy się szykować na prawdziwy festiwal służb specjalnych, którym jesteśmy skłonni dać wszystko, czego zapragną.

Nie jestem zwolennikiem wzmacniania służb, dawania im kolejnych uprawnień i narzędzi do ręki. To, czym dysponują, wystarczy. Poza tym nie jest powiedziane, że jeśli dostaną więcej pieniędzy i uprawnień, jeśli zdejmie się z nich kontrolę kosztem praw człowieka oraz naszych wolności, to obywatele będą bardziej bezpieczni. To tak nie działa. A służby jak to służby – zawsze będą chciały więcej. Wykorzystają każdą kryzysową sytuację, aby coś dla siebie ugrać. Tak było w USA po zamachach 11 września – rozwiązania dające większe uprawnienia służbom specjalnym, dotyczące np. inwigilacji obywateli, były przygotowane dużo wcześniej, ale nie było woli politycznej, aby je wprowadzać. I nagle się okazało, że są i powód, i wola. I jeszcze jedno: wprowadzanie prawnych rozwiązań nie zależy od służb, ale od polityków, którzy kierują się także głosem tych, co ich wybrali. Więc także to, jakie będą nastroje w społeczeństwie, zadecyduje o tym, co nas czeka w przyszłości.

Dać palec, wezmą całą rękę – zawsze tak było. Jednak ludzie są także świadomi, że służby po raz kolejny, właśnie w Paryżu, zawiodły. Może dlatego, że dostały za dużo pieniędzy, władzy, sprzętu. I zapomniały o myśleniu, bo za małą wagę przywiązuje się do sekcji analitycznych.

Zawiodły, zawiodły... Bez przerwy słyszę to rytualne pojękiwanie. Nie ma kraju, który byłby w stanie zapewnić obywatelom stuprocentowe bezpieczeństwo. Mówi pani, że służby zaspały. Cały czas trwa wyścig – terroryści są na przedzie, starają się wykorzystać element zaskoczenia, co często im się udaje. I dlatego zmienia się, musi się zmieniać jeszcze szybciej filozofia funkcjonowania służb. W przeszłości była reaktywna: coś się działo, to reagowały. Obecna sytuacja wymaga kreatywności. Musimy wiedzieć, co planują terroryści, a jeśli nie wiemy, to powinniśmy wymyślić, co może im chodzić po głowie, i sprawdzić, czy ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości. W USA działają specjalne komórki zajmujące się wymyślaniem niemożliwego – analitycy w nich zatrudnieni kombinują, gdzie są luki w systemie zabezpieczeń, które bandyci mogliby wykorzystać. I jak już wpadną na jakiś trop, sprawdzają w praktyce, urządzając pozorowany atak w tym miejscu. Kolejnym sposobem na osłabianie terrorystów jest nieustanne nękanie ich na Bliskim Wschodzie – poprzez atakowanie ich obozów, bombardowanie rurociągów, którymi przesyłana jest ropa, z której żyją, wysyłanie oddziałów sił specjalnych. A na terenie Europy – aresztowania, przeszukania, przesłuchania. Chodzi o to, aby ciągle musieli myśleć o własnym bezpieczeństwie, ukrywać się, a nie w spokoju planować zamachy. Bo tak naprawdę, wracając do pierwszego pytania, to nie uchodźcy są największym problemem, lecz ludzie zajmujący się terrorystycznym procederem – oni oczywiście wykorzystują uchodźczą falę, aby na jej grzbiecie przerzucać do Europy swoich ludzi. Ale też wyszukują wśród imigrantów ludzi z wielkim bagażem doświadczeń, sfrustrowanych, którzy ponieśli straty, a więc tym bardziej podatnych na manipulacje i wszelkiego rodzaju socjotechniki, aby ich przeciągać na swoją stronę i zradykalizować.

W latach 80. XX w. mieliśmy do czynienia z trzecim exodusem Kubańczyków do USA. Wśród 125 tys. osób, które w ciągu pół roku dopłynęły do amerykańskich wybrzeży, było wielu agentów, kryminalistów i ludzkiego śmiecia podesłanego przez reżim Castro oraz rosyjski wywiad Amerykanom. Nie widzi pan analogii?

Widzę, ale gdyby nie wojna na Bliskim Wschodzie, gdyby nie nędza w Afryce Północnej, upadek państw, to nie byłoby tego pędu ludzkiego, aby stamtąd uciekać. A to, że może być on podsycany i wykorzystywany, to inna sprawa.

Im większa masa uchodźcza, tym infiltracja tego środowiska przez służby trudniejsza. To jasne. Ja bym jednak chciała się zatrzymać przy tej frustracji. Niedawno słuchałam radiowej rozmowy z Magdą Gacyk, autorką książki „Ścigając Steve’a Jobsa. Historie Polaków w Dolinie Krzemowej”, która zachwalała multikulti, jego dobroczynny wpływ na kulturę, kreatywność ludzką itd. Jednak poziom zamożności i zadowolenia z życia w Kalifornii znacząco odbiega od tego, z czym mamy do czynienia w gettach czy obozach dla uchodźców. I obawiam się, że nie stać nas – nie tylko jako kraju, ale jako Europy – aby dać tym ludziom wszystko, o czym marzą.

Jeśli wyjdziemy z założenia, że ryzyko radykalizacji i rekrutacji uchodźców do organizacji terrorystycznych, głównie ISIS, istnieje i jest wysokie, powinniśmy się zastanowić poważnie nad kilkoma kwestiami. Pierwsza – na ile efektywnie korzystamy z paragrafów antyterrorystycznych obecnych w ustawodawstwach wszystkich państw UE. A więc czy karzemy nie tylko za konkretne czyny, ale za podburzania i namawianie do nich. Druga – jeszcze ważniejsza, na ile jako społeczeństwa jesteśmy sobie w stanie poradzić z integracją i asymilacją przybyszów. Mówiąc w skrócie: integracja polega na tym, by nauczyli się języka, mieli pracę i pieniądze na życie, zapewnione mieszkanie i jakoś funkcjonowali w społecznościach lokalnych. Jeśli te warunki nie zostaną spełnione, nasi goście będą wymarzonym celem dla osób rekrutujących dla ISIS. Ale nawet jeśli się uda – co może być bardzo trudne, choćby ze względów finansowych – nie oznacza to jeszcze, że z powodzeniem się zasymilują. Raczej nie. Przykłady innych państw, chociażby Francji czy Wielkiej Brytanii, pokazują, że to niemal niemożliwe. Że dzieci, nawet wnuki imigrantów, nadal czują się obco. Więc przy tej skali uchodźczego problemu, z jaką mamy do czynienia, wniosek jest prosty – nie poradzimy sobie.

Więc Festung Europa. Tylko jak to przeprowadzić technicznie? Żadne mury czy zasieki nie zadziałają, a to moje gadanie o strzelaniu do uchodźców, aby ich zatrzymać, to prowokacja. Nie wyobrażam sobie ani tego, ani zatapiania łodzi, którymi płyną do Europy.


Pozostało jeszcze 62% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie