statystyki

Aleppo. Matka wszystkich bitew

autor: Mariusz Janik16.12.2016, 07:51; Aktualizacja: 16.12.2016, 08:23
Aleppo. Matka wszystkich bitew

Aleppo. Matka wszystkich bitewźródło: PAP
autor zdjęcia: ZOUHIR AL SHIMALE

W tym mieście zginęła co dziesiąta ofiara wojny domowej w Syrii, a w ostatnich dniach ta statystyka poszła dramatycznie w górę. Masakry można się było spodziewać od dawna. A gdy się zaczęła, wszyscy szukają sposobu, by pokazać, że „reagują”

To pewnie ostatnia wiadomość, jaką będę w stanie wysłać – mówi Dżud al-Chatib, Syryjczyk z Aleppo, którego nakręcone telefonem wideo w połowie tygodnia obiegło światowe serwisy internetowe. – Jestem już zmęczony mówieniem. Nadlatuje bomba beczkowa. Niech wybuch skończy tę wiadomość – dorzuca, a w tle narasta szum nadlatującego pocisku, który rozrywa się w okolicy. – Nie apelujemy do ONZ, bo oni wsadzają głowę w piasek, jak strusie. Nie apelujemy do Arabów, bo oni tylko wyrażają swój smutek i troskę o Aleppo – mówił w innym nagraniu jeden z dwóch mężczyzn stojących przed obiektywem. Jednak po wypowiedzeniu tych słów milknie. Adresatów swojego przesłania nie ma też obsypany ulicznym pyłem chłopak, który z nutą nonszalanckiej rezygnacji kończy wypowiedź: „Mam nadzieję, że nas zapamiętacie. Dziękuję bardzo”.

Te przesłania krążyły po sieci i pewnie były częściej oglądane niż telewizyjne zbitki obrazków z przejeżdżających podmiejskimi uliczkami czołgów i dyplomatów kotłujących się na spotkaniach Rady Bezpieczeństwa ONZ. Ale i one nie oddają pełni horroru, jaki rozgrywa się w gruncie rzeczy na niewielkim skrawku dawnego pięknego Białego Miasta. Armia rządowa zepchnęła niegdyś władających wschodnią częścią miasta rebeliantów na niewielki skrawek metropolii – może kilka kilometrów kwadratowych. I tam – wedle doniesień mieszkańców i niedobitków sił opozycyjnych – pomimo zawartego rozejmu pacyfikowała ich resztki bez żadnej litości.

Ranni i martwi leżą na ulicach, nikt nie ma odwagi, by ich stamtąd zabrać – mówił rozmówca agencji AFP, do niedawna w szeregach rebeliantów. To efekt bomb beczkowych – w dużej mierze domowej roboty, gdzie do metalowej beczki wrzuca się jak najwięcej ładunków wybuchowych. To także efekt taktyki „podwójnego uderzenia” (double tap), czyli dokonywania kolejnego nalotu na to samo miejsce wkrótce po pierwszym, by bomby spadły na głowy potencjalnych ratowników, którzy pospieszyli z pomocą ofiarom pierwszego uderzenia.

Plastikowe torby na progu


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie