Lista zabitych przedstawicieli irańskiego reżimu wciąż się powiększa. Już w weekend prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump przekonywał, że życie straciło kilkudziesięciu irańskich liderów.

Najważniejsze pytanie brzmi, czy władze Iranu są w stanie przetrwać tak dotkliwe ataki. Oprócz najwyższego przywódcy Alego Chameneiego, który zginął w sobotę w izraelskim nalocie, wśród ofiar znalazł się gen. Abdolrahim Musawi, szef sztabu irańskich sił zbrojnych, uważany za jedną z kluczowych postaci w rozwijaniu programu rakiet balistycznych, systemów dronowych oraz kontrowersyjnych programów kosmicznych. W marcu 2023 r. Stany Zjednoczone, wraz z Australią, Unią Europejską i Wielką Brytanią, nałożyły na niego sankcje za poważne naruszenia praw człowieka. „Personel irańskiej armii pod dowództwem Musawiego miał rzekomo użyć karabinów maszynowych przeciwko protestującym w listopadzie 2019 r.” – czytamy w raporcie Departamentu Stanu USA.

W izraelsko-amerykańskich atakach zginęli kluczowi przywódcy

W atakach zginęli także: minister obrony Aziz Nasirzade, dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Mohammad Pakpur czy Ali Szamchani, doradca najwyższego przywódcy. Ten ostatni nadzorował negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie irańskiego programu nuklearnego, których ostatnia runda zakończyła się tuż przed amerykańsko-izraelską operacją. Szamchani stwierdził wówczas, że „jeśli głównym celem negocjacji jest zapobieżenie produkcji broni jądrowej przez Iran, pozostaje to w zgodzie z religijnym dekretem najwyższego przywódcy oraz doktryną obronną kraju, a osiągnięcie porozumienia jest możliwe niemal natychmiast”. Niektórzy z zabitych pełnili funkcje zaledwie od kilku miesięcy, po awansach wynikających z poprzedniej fali zamachów dokonanych podczas izraelskiego ataku na Iran w czerwcu 2025 r.

Stany Zjednoczone oficjalnie ogłosiły, że celem ich ataków jest zmiana reżimu. Można więc przypuszczać, że negatywne konsekwencje tych działań mogą być szersze i bardziej dalekosiężne niż w przypadku zamachu stanu z 1953 r. – mówi DGP Sejed Hosejn Musawjan, który w latach 2003–2005 pracował jako negocjator ds. nuklearnych w zespole Hasana Rouhaniego (prezydenta w latach 2013–2021). Musawjan nawiązuje do przewrotu, w wyniku którego przy wsparciu amerykańskich i brytyjskich służb obalono premiera Mohammada Mosaddegha, co do dziś stanowi w Iranie symbol zagranicznej ingerencji i powód chronicznej nieufności wobec Zachodu. – Konsekwencje tamtego zdarzenia kształtowały relacje między obydwoma krajami przez ponad 70 lat. Efektem było m.in. zajęcie ambasady USA i wzięcie amerykańskich dyplomatów jako zakładników w Teheranie w 1980 r. – przekonuje Musawjan.

Upadek reżimu może zamienić Iran w państwo upadłe

Na razie Trump zapowiada, że wojna na Bliskim Wschodzie będzie kontynuowana „aż do osiągnięcia wszystkich celów”, co miałoby potrwać „cztery tygodnie lub krócej”. Być może najbardziej destrukcyjne dla Iranu okażą się jednak szkody w relacjach z partnerami w Zatoce Perskiej, które potencjalnie pogłębią izolację republiki islamskiej. Teheran w odpowiedzi na amerykańsko-izraelskie ostrzały uderzył w cele m.in. w Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a nawet Omanie, który pełnił rolę mediatora w rozmowach nuklearnych. – Zbliżenie państw Zatoki do USA i Izraela jest w tej chwili realnym scenariuszem. Kraje te, w odpowiedzi na ataki Iranu, właściwie dołączyły do koalicji militarnej prowadzonej przez USA – tłumaczy DGP Julien Barnes-Dacey z European Council on Foreign Relations (ECFR). Dzieje się tak, mimo że w ostatnich latach zapewniały one Teheranowi wsparcie i pewne dyplomatyczne odprężenie.

Republika islamska znajduje się na słabszej pozycji niż przed atakami – pozbawiona lidera, kluczowych dowódców i wystawiona na stałą presję wojskową – ale nie zmienia to faktu, że zachowuje struktury państwowe, siły zbrojne oraz zdolność do odwetu, co utrudnia prostą zmianę reżimu. Władze, które przetrwały ataki, starają się nadać pozory stabilności i szybko powołały trzyosobowy tymczasowy zespół zarządzający, w którego skład wchodzą prezydent Masud Pezeszkijan, szef wymiaru sprawiedliwości Gholamhosejn Mohseni Eże’i oraz ajatollah Alireza Arafi, reprezentujący Radę Strażników Rewolucji. Ich zadaniem jest utrzymanie kursu. Barnes-Dacey ostrzega, że nawet jeśli reżim upadnie, niekoniecznie otworzy to drogę do lepszego scenariusza. – Na Bliskim Wschodzie panuje duże zaniepokojenie, że w rzeczywistości może to zamienić Iran w państwo upadłe, które stanie się ogniskiem konfliktów i potencjalnego kryzysu migracyjnego – zauważa.