Friedrich Merz jedzie w swoją pierwszą podróż do Chin dopiero po 10 miesiącach od objęcia urzędu. To wyraźnie odróżnia go od poprzedników – Olafa Scholza, a zwłaszcza Angeli Merkel – dla których kierunek ten był priorytetem. Merz jako pierwszy azjatycki kraj wybrał w styczniu Indie, kluczowego rywala Pekinu, który wyrasta na coraz istotniejszego partnera gospodarczego Europy.

Dlaczego Chiny przestają być komfortowym partnerem dla Niemiec

Symboliki dodaje data podróży, której pierwszy dzień przypadł w czwartą rocznicę rosyjskiej inwazji na Ukrainę – wojny, która brutalnie obnażyła koszty gospodarczych zależności od autorytarnych potęg. W niemieckiej debacie coraz częściej pojawia się niewygodne pytanie o to, czy stawianie na Chiny nie jest błędem porównywalnym do dawnej energetycznej zależności od Rosji. To pytanie tym bardziej istotne, że według analityków i części zachodnich polityków to właśnie Pekin umożliwia Moskwie kontynuowanie agresji na Ukrainę. Coraz trudniej bronić też założeń niemieckiej strategii Wandel durch Handel, zakładającej, że bliższa współpraca gospodarcza będzie prowadzić do liberalizacji politycznej Chin.

Dziś w Berlinie rośnie świadomość tej zmiany. W kręgach biznesowych i think-tankowych coraz częściej słychać ostrzeżenia o „chińskim szoku”. Chiny z motoru wzrostu stały się dla niemieckiego przemysłu źródłem problemów, a niegdyś korzystny bilans handlowy przechylił się w stronę rekordowego deficytu. Według wstępnych szacunków w 2025 r. wyniósł on 89 mld euro, co odpowiada niemal 2 proc. PKB Niemiec. To wzrost o blisko 30 proc. względem 2024 r.

Niemiecki model eksportowy pod presją

Zmiana relacji handlowych jest dla Niemiec szczególnie bolesna, bo uderza w fundament ich modelu gospodarczego, opartego na eksporcie wysokiej jakości towarów przemysłowych. Według danych niemieckiego stowarzyszenia firm inżynieryjnych VDMA w pierwszych 11 miesiącach 2025 r. eksport maszyn do Chin spadł o 8,5 proc., podczas gdy import tańszych chińskich produktów wzrósł o ponad 12 proc. Zjawisko to częściowo tłumaczone jest słabnącym popytem w Chinach oraz napięciami handlowymi z USA, które skłaniają chińskich eksporterów do agresywnego poszukiwania alternatywnych rynków. Przedstawiciele niemieckiego przemysłu wskazują jednak na głębszy problem celowego podważania konkurencji poprzez subsydia, dumping cenowy i sztuczne zaniżanie wartości juana, co podnosi atrakcyjność chińskich towarów na zagranicznych rynkach.

„Nasze firmy konkurują nie tylko z chińskimi przedsiębiorstwami, ale i z budżetem państwa chińskiego” – napisał przed chińską podróżą Merza Oliver Richtberg, dyrektor ds. handlu zagranicznego w VDMA. Presja odczuwalna jest nie tylko na rynku chińskim, ale również w Europie. Chińscy producenci dokonują ekspansji w sektorach, które dotąd były domeną niemieckiego przemysłu. W 2025 r. liczba rejestracji samochodów BYD w Unii Europejskiej była ponad trzykrotnie wyższa niż rok wcześniej. W tym samym czasie, mimo dynamicznego rozwoju segmentu aut elektrycznych, sprzedaż modeli e-samochodów Mercedesa spadła o 9 proc.

Chiński eksport a wzrost skrajnej prawicy

Problem Niemiec nie dotyczy wyłącznie samochodów. „Presję konkurencyjną odczuwają wszyscy – od producentów aut, przez przemysł chemiczny, po sektor farmaceutyczny” – uważa Ferdinand Schaff z Federacji Niemieckiego Przemysłu (BDI). Szczególne obawy mają firmy małe i średnie, które nie mają wystarczających zasobów, by przetrwać turbulencje i zmienić strategie.

Jak twierdzi berliński think-tank Global Public Policy Institute (GPPi), Niemcy stoją w obliczu ryzyka głębokiej deindustrializacji, która niesie poważne konsekwencje społeczne i polityczne. Od 2019 r. kraj stracił ponad 200 tys. miejsc pracy w przemyśle. Zagrożonych jest jeszcze więcej. Tymczasem wyraźnie maleją dochody samorządów z podatku od działalności gospodarczej, szczególnie w uprzemysłowionych regionach południowych Niemiec. – Jeśli popełnimy błędy, grozi nam los Detroit – ostrzegł Manuel Hagel, polityk CDU i kandydat na premiera Badenii-Wirtembergii w wywiadzie dla „Süddeutsche Zeitung”. Choć skrajnie prawicowa AfD tradycyjnie była silna głównie we wschodnich Niemczech, przed wyborami landowymi na początku marca jej poparcie w bogatej Badenii-Wirtembergii, leżącej w południowo-zachodniej części kraju, oscyluje wokół 20 proc.

Niemcy uczą się innowacji od Chin

Skala zależności Niemiec od Chin stała się szczególnie widoczna jesienią ubiegłego roku, gdy Pekin wprowadził ograniczenia eksportowe na metale ziem rzadkich, kluczowych komponentów samochodów, turbin wiatrowych czy uzbrojenia (Pekin następnie je zawiesił na rok). Wkrótce potem niemieccy producenci samochodów znów mierzyli się z zakłóceniami produkcji po tym, jak chińsko-holenderski producent półprzewodników Nexperia zagroził wstrzymaniem dostaw ze swoich chińskich zakładów.

Mimo takich doświadczeń wiele firm zza Odry decyduje się na dalsze pogłębianie relacji z Chinami. Inwestycje niemieckich przedsiębiorstw w Państwie Środka sięgnęły w 2025 r. 7 mld euro. To o 55 proc. więcej niż rok wcześniej. Giganci, jak Mercedes, BASF czy Volkswagen, wciąż traktują chiński rynek jako kluczowy element swoich globalnych strategii. Argument pozostaje ten sam. Chiny to ogromny rynek zbytu, możliwość zwiększania produkcji i niskie koszty. Do tego dochodzi ogromne tempo innowacji. Jeszcze kilka lat temu to niemieckie firmy dzieliły się z Chinami swoim know-how. Teraz sytuacja się odwróciła.

Przejąć stery

Dla Merza, który do Chin podróżuje w towarzystwie przedstawicieli ponad 20 firm, to niełatwa łamigłówka. Kanclerz musi pogodzić rozbieżne interesy niemieckiego biznesu, a zarazem myśleć o wzmacnianiu bezpieczeństwa narodowego. Sam kanclerz jest zwolennikiem wolnego handlu. – Nie dążymy do ceł, a jeśli już, to jedynie minimalnych, ponieważ doświadczenie uczy, że otwarte rynki i wolny handel są jedyną prawdziwą drogą do dobrobytu – zadeklarował w Bundestagu.

Nastroje w Europie jednak wyraźnie się zmieniają, a Niemcy coraz częściej wykazują gotowość do poparcia instrumentów chroniących rynek na poziomie unijnym. W Brukseli rozgorzała debata o zasadzie „buy European”, określającej wymóg lokalnej produkcji w strategicznych sektorach. Merz póki co pozostaje ostrożny, argumentując, że ewentualne środki powinny być traktowane jako rozwiązanie ostateczne.

Część analityków dostrzega w tej ostrożności duże ryzyko. Analityk Rhodium Group Noah Barkin ostrzega, że silne przywiązanie Niemiec do liberalizmu handlowego jest już nieadekwatne w świecie rosnącej rywalizacji geopolitycznej.

„Przez dekady relacje gospodarcze Niemiec z Chinami działały niemal na autopilocie” – napisał ekspert w analizie. „Dziś, w znacznie bardziej burzliwym otoczeniu, rząd musi przejąć stery. To podejście niesie własne ryzyka. Jednak trzymania się kurczowo starej strategii byłoby znacznie bardziej niebezpieczne” – ocenił.