– Schemat się powtarza: uderzenie w sektory wrażliwe politycznie, w których producenci są skoncentrowani, marże niskie, a alternatywnych rynków nie da się znaleźć z dnia na dzień. Rolnictwo spełnia wszystkie te kryteria – uważa Philip Luck, analityk gospodarki globalnej w amerykańskim think tanku Center for Strategic and International Studies. Ograniczenie dostępu do rynku dla produktów żywnościowych jest też stosunkowo proste, bo można je uzasadnić nowymi wymogami regulacyjnymi lub wykryciem rzekomych zagrożeń sanitarnych.
Rolnictwo kartą przetargową w sporach handlowych Chin
USA doświadczyły tego w przypadku soi, Japonia owoców morza, a Australia wołowiny. Podobny mechanizm Chiny wykorzystały w sporze o unijne cła na chińskie samochody elektryczne. Po wszczęciu w 2023 r. przez Brukselę dochodzenia antysubsydyjnego Pekin wziął na celownik produkowane w krajach UE brandy, wieprzowinę, a następnie nabiał. Oficjalnie chodziło o ochronę krajowego rynku, jednak w UE odebrano to jako kartę przetargową w sporze o import elektryków z ChRL. – To bezpośrednia eskalacja w wojnie handlowej, której nasi rolnicy nie rozpoczęli i nie zasługują na to, by za nią płacić – oznajmiła w grudniu Copa-Cogeca, europejska organizacja lobbystyczna zrzeszająca rolników.
Takie działania bywają skuteczne. Gdy przed unijnym głosowaniem w sprawie ceł na chińskie auta elektryczne hiszpańscy rolnicy znaleźli się pod presją Pekinu, Madryt wstrzymał się od głosu. Wkrótce potem premier Pedro Sánchez odwiedził Pekin, gdzie uzyskał od Xi Jinpinga obietnice o otwarciu chińskiego rynku na nowe produkty wieprzowe i wiśnie.
Zdaniem Alicji Bachulskiej z European Council on Foreign Relations straszak wymierzony w europejskich rolników działa nie dlatego, że realne wolumeny eksportu są tak istotne, lecz ze względu na wyobrażenia o potencjalnym otwarciu ogromnego rynku Państwa Środka, liczącego 1,4 mld konsumentów, w tym rosnącą w siłę klasę średnią.
Malejące znaczenie rynku chińskiego
Kontekst handlowy jest jednak złożony. Rolnictwo to jeden z nielicznych obszarów, gdzie Unia Europejska ma nadwyżkę w handlu z Chinami. W 2024 r. eksport produktów spożywczych do Państwa Środka osiągnął 17,2 mld euro, a import stamtąd wyniósł 9,2 mld euro.
Chiny są trzecim pozaunijnym odbiorcą produktów rolniczych, po Wielkiej Brytanii i USA. Ale w 2024 r. odpowiadały jedynie za 5,6 proc. całego unijnego eksportu poza Wspólnotę, a rola Pekinu jako odbiorcy unijnej żywności systematycznie maleje. W ciągu pięciu lat eksport do Państwa Środka zmniejszył się o ok. 25 proc., podczas gdy import wzrósł o 44 proc. Do najbardziej dotkniętych spadkami należy eksport wieprzowiny. W 2024 r. był on o niemal 70 proc. mniejszy niż w 2020 r. Wyraźnie zmalał także eksport zbóż – w 2024 r. był o 43 proc. niższy niż rok wcześniej.
Zmiany te są w dużej mierze efektem zwrotu Pekinu w stronę większej niezależności żywnościowej. Strategia ta została sformalizowana w 2024 r. wraz z nową ustawą o bezpieczeństwie żywnościowym, która zakłada m.in. pełne pokrycie krajowego zapotrzebowania na główne zboża z własnej produkcji.
– W praktyce oznacza to subsydiowanie rodzimych producentów i stopniowe osłabianie pozycji zagranicznej konkurencji – mówi DGP Bachulska. Przestrzeń rynkowa dla europejskich produktów kurczy się nawet tam, gdzie cieszyły się one szczególną popularnością. Widać to m.in. w sektorze mleczarskim, dotąd niezwykle chłonnym na polskie i inne zagraniczne produkty. W ciągu czterech lat ChRL wyraźnie zwiększyła udział własnej produkcji w zaspokajaniu krajowego popytu – z 63 proc. do 85 proc., a w 2025 r. import mleka w proszku spadł o 36 proc.
Ryzykowna strategia dla europejskich producentów
W opinii Bachulskiej tym bardziej ryzykowne jest budowanie zależności od rynku chińskiego w branżach, w których europejscy producenci, w tym polscy, dopiero liczą na masowe wejście do Chin. Przykładem jest drób, którego eksport po 2020 r. praktycznie ustał ze względu na ptasią grypę. – To kręcenie sobie sznura na szyję, biorąc pod uwagę, jak Pekin wykorzystuje sektor rolny w swoich rozgrywkach geopolitycznych – mówi analityczka ECFR. ©℗