„New York Times” ocenił, że w ostatnim roku sytuacja ludności cywilnej w Ukrainie uległa pogorszeniu. Wzrosła liczba ofiar śmiertelnych i rannych, a rosyjskie drony i rakiety coraz częściej uderzają w centra miast. Rosja przejęła kolejne obszary terytorium, a zmasowane ataki na infrastrukturę energetyczną doprowadziły zimą do poważnych przerw w dostawach prądu i ogrzewania.

Zmiana strategii USA wobec Putina i Zełenskiego

Po objęciu urzędu Donald Trump odszedł od strategii izolowania Władimira Putina, która dominowała w poprzednich latach. Zamiast kontynuować presję dyplomatyczną i sankcyjną, postawił na bezpośrednie kontakty z Kremlem. Publicznie podkreśla, że Putin darzy go „szacunkiem”, co – w jego ocenie – zwiększa szanse na wypracowanie porozumienia. W Białym Domu zawisło nawet wspólne zdjęcie obu przywódców ze szczytu na Alasce.

Jednocześnie Trump dystansuje się od jednoznacznego wsparcia dla Kijowa. Dwukrotnie w ostatnich tygodniach mówił, że to Ukraina powinna wykazać się gotowością do ustępstw. Prezydent Wołodymyr Zełenski uznał takie stanowisko za niesprawiedliwe, wskazując, że presja publiczna kierowana jest głównie wobec ofiary agresji, a nie wobec państwa napastnika.

Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt odpowiedziała, że „cała ta sytuacja jest niesprawiedliwa”, także z punktu widzenia amerykańskich podatników.

Pomoc wojskowa USA dla Ukrainy zmniejszona o 99 proc.

Trump podkreśla, że Stany Zjednoczone nie przekazują już broni Ukrainie bezpośrednio, lecz sprzedają ją państwom europejskim, które następnie przekazują ją Kijowowi. Dane Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii pokazują jednak, że w 2025 r. wartość amerykańskiej pomocy dla Ukrainy spadła o 99 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem.

To radykalna zmiana, biorąc pod uwagę skalę wsparcia udzielanego w latach 2022–2024. Według analiz Kiel Institute for the World Economy, USA były dotąd największym pojedynczym donatorem pomocy wojskowej i finansowej dla Ukrainy. Ograniczenie transferów oznacza większą presję na państwa europejskie, zwłaszcza Niemcy, Polskę i kraje bałtyckie.

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte ocenił, że to właśnie Donald Trump może być jedynym przywódcą zdolnym do doprowadzenia do zakończenia wojny. Jednocześnie Sojusz podtrzymuje deklaracje o długofalowym wsparciu dla Ukrainy.

Negocjacje bez przełomu i maksymalistyczne żądania Kremla

Administracja Trumpa postawiła na niestandardową dyplomację. W rozmowach z Rosją i Ukrainą stronę amerykańską reprezentują specjalny wysłannik Steve Witkoff oraz Jared Kushner. Prezydent USA uznał, że tradycyjny aparat dyplomatyczny nie przyniósł efektów, dlatego postawił na duet, który wcześniej uczestniczył w rozmowach dotyczących rozejmu w Strefie Gazy.

Rozmowy jednak nie przyniosły przełomu. Ambasador Ukrainy w USA Olha Stefaniszyna wskazała, że istnieje „ogromna przepaść” między wysiłkami dyplomatycznymi a realiami na froncie. Dopóki sytuacja militarna nie ulegnie stabilizacji, trudno mówić o realnym postępie.

Według analiz „New York Timesa” Kreml wykorzystuje trwające negocjacje do zyskania czasu i intensyfikuje działania wojskowe. Rosja nie wycofała się ze swoich maksymalistycznych żądań, obejmujących m.in. uznanie zajętych terytoriów i trwałe ograniczenia dla ukraińskiej suwerenności militarnej.

Sankcje USA na Rosję i zablokowany projekt Lindseya Grahama

Donald Trump ogłosił sankcje mające ograniczyć rosyjskie dochody z eksportu ropy. Nie uruchomił jednak pełnego pakietu dostępnych instrumentów. Projekt ustawy współautorstwa senatora Lindseya Grahama, który przewiduje dodatkowe sankcje wobec rosyjskich firm naftowych, sektora bankowego oraz tzw. floty cieni, a także cła do 500 proc. na towary z państw kupujących rosyjskie surowce, pozostaje w komisji senackiej od kwietnia ubiegłego roku. Brak procedowania wynika z braku zgody prezydenta.

Eksperci wskazują, że bez objęcia sankcjami podmiotów omijających restrykcje poprzez państwa trzecie, rosyjska gospodarka będzie w stanie utrzymywać zdolności finansowania działań wojennych.

Amerykańska opinia publiczna: 57 proc. za dalszą pomocą wojskową

Badanie Ipsos i Chicago Council on Global Affairs pokazuje, że 57 proc. Amerykanów popiera dalszą pomoc wojskową dla Ukrainy. W lipcu 2025 r. odsetek ten wynosił 62 proc., co oznacza spadek o 5 punktów procentowych, ale wciąż wyraźną większość.

67 proc. badanych sprzeciwia się pozostawieniu Rosji terytoriów już okupowanych, a 76 proc. nie akceptuje oddania Moskwie dodatkowych obszarów wschodniej Ukrainy kontrolowanych przez siły ukraińskie. Udział USA w przyszłych siłach pokojowych popiera 50 proc. respondentów. Tyle samo badanych opowiada się za nalotami na Rosję w przypadku ataku na takie siły. 48 proc. deklaruje poparcie dla długoterminowego wsparcia militarnego dla Kijowa.

Podczas manifestacji w Waszyngtonie z okazji czwartej rocznicy pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę uczestnicy wyrażali rozczarowanie polityką administracji. Henry, 25-letni Amerykanin o ukraińskich korzeniach, mówił, że obecne działania są „zdradą popełnianą w cyniczny sposób” i wyrażał dumę z postawy Polski, Niemiec, państw bałtyckich i Finlandii. Jego zdaniem Władimir Putin nie zamierza realnie negocjować, a jego celem pozostaje zniszczenie Ukrainy.

Martha Drum z Wirginii oceniła rosyjską inwazję jako najbardziej jaskrawy przykład łamania prawa międzynarodowego w jej życiu i wyraziła wstyd z powodu postawy władz USA. Jej zdaniem większość Amerykanów nadal popiera zwiększenie pomocy dla Ukrainy.

Donald Trump wielokrotnie powtarzał, że gdyby był prezydentem w 2022 r., do inwazji by nie doszło. Obecnie przyznaje jednak, że wojna w Ukrainie okazała się konfliktem znacznie trudniejszym do zakończenia niż inne spory, w których pośredniczyły Stany Zjednoczone.