Zatrzymałem rujnującą kraj politykę energetyczną, która winduje ceny, przenosząc jednocześnie miejsca pracy i fabryki do największych światowych trucicieli. Dzięki mojemu miażdżącemu zwycięstwu wyborczemu USA uniknęły energetycznej katastrofy, która dotknęła każdego europejskiego kraju podążającego drogą nowej zielonej ściemy, być może największego oszustwa w historii – oświadczył w Davos Donald Trump.

Szczególną uwagę poświęcił po raz kolejny znienawidzonym turbinom wiatrowym, których każdy obrót, jak twierdzi, „kosztuje 1 tys. dol.”. – Wiatraki są wszędzie w Europie. Im więcej w danym kraju jest wiatraków, tym więcej ten kraj traci i gorzej sobie radzi – mówił prezydent. W przeciwieństwie do Starego Kontynentu – jak zaznaczył – USA stawiają na wzrost wydobycia paliw kopalnych, co pozwala obniżyć ceny energii, i na atom, a nowe elektrownie, budowane m.in. przez koncerny technologiczne, pozwolą, według Trumpa, zaspokoić rosnące zapotrzebowanie związane z rozwojem sztucznej inteligencji.

Hamowanie zielonego przemysłu. Anulowane inwestycje liczone w dziesiątkach miliardów dolarów

O zmianie polityki amerykańskiej świadczą dane. Jak wynika z wyliczeń Rhodium Group i uniwersytetu MIT, każdy kolejny kwartał od zaprzysiężenia Trumpa przynosił spadek inwestycji w łańcuchach dostaw niskoemisyjnych technologii, wspieranych w ramach uchwalonych z inicjatywy poprzedników pakietów. W siedmiu monitorowanych przez analityków sektorach zielonego przemysłu – produkcji pojazdów elektrycznych, źródeł wiatrowych i słonecznych, ogniw paliwowych, elektrolizerów, baterii i minerałów krytycznych – w IV kw. poziom inwestycji był o 29 proc. niższy niż rok wcześniej. W całym 2025 r. spadek wyniósł 17 proc. Wyraźnie niższa była też skala ogłaszanych nowych przedsięwzięć.

Od początku 2025 r. odnotowano ponadto falę decyzji o wycofaniu się z uruchomionych wcześniej projektów z tych dziedzin. Łączna wartość anulowanych inwestycji sięga 23 mld dol. Dla porównania, na przestrzeni poprzedniego półtora roku wskaźnik ten nie przekroczył 6 mld dol. W ocenie serwisu Axios, choć na decyzje inwestycyjne wpływa wiele czynników, można skonstatować, że zwrot w polityce rządu federalnego odegrał tu swoją rolę.

Zaraz po inauguracji Trump zarządził wstrzymanie wypłat środków przyznanych w ramach dwóch pakietów Joego Bidena, zainicjowanych ustawą o redukcji inflacji i popartą siłami obu partii ustawą o inwestycjach infrastrukturalnych i miejscach pracy. W kolejnych miesiącach kroki zmierzające do likwidacji lub ograniczenia skali bidenowskich programów podejmowała Agencja Ochrony Środowiska (EPA). Stopniowe wygaszanie ulg podatkowych i dopłat konsumenckich wspierających wdrażanie zielonych technologii przypieczętowała „jedna wielka, piękna ustawa budżetowa” z lipca 2025 r.

Pod koniec zeszłego tygodnia z kolei o wielkich cięciach preferencyjnych rządowych pożyczek uruchomionych przez poprzedników poinformował Departament Energii. Z zobowiązań liczących łącznie 104 mld dol. decyzje o wstrzymaniu wsparcia zapadły do tej pory wobec projektów o wartości ok. 30 mld. Przegląd kolejnych – wartych ponad 53 mld dol. – jest w toku. Jak podkreślono, postępowania w sprawie większości przyznanych środków uruchomiono lub sfinalizowano w okresie przejściowym – pomiędzy dniem wyborów 2024 r. a zaprzysiężeniem Donalda Trumpa.

Wśród znanych przypadków wycofania wsparcia są m.in. kredyty i poręczenia dla projektów technologicznych, w tym bateryjnych, wodorowych, związanych z recyklingiem surowców czy wychwytem emisji CO2 z instalacji przemysłowych. Według „New York Timesa“ na przychylność nowej administracji nie mogły liczyć zwłaszcza dofinansowania dla inwestycji w stanach rządzonych przez demokratów. Część decyzji o wstrzymaniu środków zostało zaskarżonych przez organizacje lokalne i ekologów, i, następnie, zakwestionowanych przez sądy. Inne sprawy, dotyczące m.in. cofniętych dotacji z programów środowiskowych i klimatycznych, zakończyły się pomyślnie dla administracji.

Nowe porządki w energetyce. Bez OZE się nie obędzie?

Zrewidowane portfolio pożyczkowe ma odzwierciedlać priorytety nowej administracji związane z hasłem „dominacji energetycznej“ USA, a także bezpieczeństwem energetycznym, niezawodnością sieci i obniżaniem kosztów dla Amerykanów. Wsparcia pozbawiono m.in., jak poinformował Departament Energii, warte 9,5 mld dol. projekty związane z „niestabilnymi źródłami wiatrowymi i słonecznymi“. Na szczególną przychylność liczyć mogą natomiast rozwój sektory: paliw kopalnych, energii jądrowej, geotermii i surowców krytycznych, a także związane z nimi łańcuchy dostaw. Departament podkreślił, że jego Biuro Finansowania Dominacji Energetycznej (dawne Biuro Programów Pożyczkowych) ma do rozdysponowania na nowe przedsięwzięcia łącznie 289 mld dol.

Mimo niechęci trumpistów wobec energetyki zależnej od pogody, ubiegły rok przyniósł w USA kontynuację boomu fotowoltaicznego. Według wyliczeń brytyjskiego think tanku Ember na podstawie danych Agencji Informacji Energetycznej USA rosnąca produkcja z paneli słonecznych pozwoliła na zaspokojenie ponad 60 proc. zeszłorocznego wzrostu zapotrzebowania na prąd. W dalszym ciągu dynamicznie rozrastały się też amerykańskie moce wiatrowe, wstępnie skalę nowych przyłączeń szacuje się na 7 gigawatów w porównaniu do ok. 5 w roku poprzednim. Według Międzynarodowej Agencji Energii, która znacząco – o niemal 50 proc. – zrewidowała wcześniejsze prognozy rozwoju OZE w Stanach Zjednoczonych, mimo to do 2030 r. należy spodziewać się powiększenia ich istniejących mocy o ponad 200 GW.

Potencjał technologii odnawialnych może okazać się niezbędny dla osiągnięcia celów administracji dotyczących hegemonii technologicznej w dziedzinie sztucznej inteligencjii odbudowy przemysłu. Sama oczekiwana ekspansja infrastruktury cyfrowej wymagać ma w najbliższych latach podwojenia istniejących mocy w amerykańskiej elektroenergetyce. Atutem źródeł wiatrowych i słonecznych – stabilizowanych przez magazyny bateryjne – może okazać się w tym kontekście relatywnie krótki czas realizacji.

Stowarzyszenie branżowe American Clean Power Association (ACPA) przekonuje ponadto, że źródła pogodozależne będą niezbędne z punktu widzenia utrzymania w ryzach cen energii. Jak oszacowano w raporcie tej organizacji w uznawanym za najsłabsze ogniwo systemu energetycznego USA rejonie śródatlantyckim (domenie największego amerykańskiego operatora PJM) zatrzymanie rozwoju OZE i magazynów energii oznaczałoby zależność od importu energii oraz relatywnie kosztownych w użytkowaniu starszych jednostek opalanych paliwami kopalnymi. Według ACPA dla typowego gospodarstwa domowego oznaczałoby to ryzyko podniesienia średniorocznych rachunków o kilkaset dolarów w perspektywie kolejnej dekady.

W UE inwestycje rosną w żółwim tempie. Zielona polityka przemysłowa nie działa?

Mimo zmierzchu zielonej reindustrializacji zapoczątkowanej przez poprzedników Trumpa, wartość amerykańskich inwestycji pozostaje ponad dwukrotnie wyższa od nakładów notowanych w tych samych gałęziach gospodarki Unii Europejskiej. Wielkość unijnych inwestycji w trzech niskoemisyjnych sektorach przemysłu – produkcji fotowoltaiki, baterii i pojazdów elektrycznych – śledzi brukselski Bruegel, który zaznacza, że rozwija swoją metodologię w bliskiej współpracy z monitorującymi rynek amerykański analitykami Rhodium Group. Według licznika brukselskiego think tanku, nakłady na inwestycje w monitorowanych branżach nie przekroczyły w ostatnim roku 15 mld euro (16,4 mld dol.). W tym samym czasie koledzy za Oceanem odnotowali w tych samych gałęziach przemysłu zaangażowanie 40 mld dol.

Realizowane inwestycje w zielony przemysł
ikona lupy />
Inwestycyjny boom w zielonych technologiach, uruchomiony przez programy dotacyjne i pożyczkowe administracji Joego Bidena, powoli przygasa. Jeszcze wolniej rosną jednak nakłady na inwestycje przemysłowe w Europie / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe

Według Piotra Araka, głównego ekonomisty VeloBanku, problemy UE z pobudzeniem inwestycji – nawet w sektorach, które sama uznaje za priorytetowe – świadczą o słuszności diagnozy mówiącej, że nadmierny bagaż regulacyjny obciąża konkurencyjność Wspólnoty. – Europa znalazła się w pułapce. Z jednej strony ten przerost regulacji, o którym dosadnie mówił w Davos kanclerz Friedrich Merz. Z drugiej to brak woli politycznej, by uruchomić znaczące wsparcie na szczeblu europejskim – ocenia ekspert. Jego zdaniem alternatywa, jaką jest większa dawka pomocy publicznej przyznawanej na poziomie krajowym, groziłaby rozsadzeniem Wspólnego Rynku przez wyścig na subsydia i dyktatem większych państw.

Krzysztof Mroczkowski, ekonomista związany ze stowarzyszeniem Pacjent Europa oraz think tankiem New England Complex Systems Institute, wskazuje, że Europa, nawet przy harmonizacji przepisów w ramach UE, nie jest w stanie zapewnić inwestorom skali, jaką oferuje rynek amerykański, ani równie łatwego dostępu do kapitału.

Nie mamy czegoś takiego jak europejska polityka przemysłowa, każde państwo ma swoją własną – podkreśla Bartłomiej Orzeł z ośrodka Project Tempo. Tymczasem wiele dużych gospodarek, w tym Polska, mocno zaniedbało, jego zdaniem, ostatnie lata pod względem inwestycji w niskoemisyjną produkcję. – Europa radziła sobie bardzo nierówno – dodał, zwracając uwagę, że istotną rolę w czasie, kiedy Amerykanie mobilizowali swój własny przemysł, odegrały mniejsze gospodarki na czele z Węgrami i otwarcie się na kapitał chiński. ©Ⓟ