Zainteresowanie Pekinu Arktyką wzbudziło niepokój Waszyngtonu już podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa. W 2019 r. ówczesny sekretarz stanu Mike Pompeo ostrzegał, że rosnące wpływy Chin mogą doprowadzić do powstania „nowego Morza Południowochińskiego” wokół bieguna północnego. W trakcie drugiej kadencji Trump twierdzi, że wokół Grenlandii operują liczne chińskie i rosyjskie okręty, uzasadniając tym swoje ambicje przejęcia kontroli nad wyspą. Samą Grenlandię określał zaś jako „niemal całkowicie niezamieszkane i niezagospodarowane terytorium, położone w kluczowym strategicznie miejscu między Stanami Zjednoczonymi, Rosją i Chinami”.

Grenlandia w cieniu Arktyki: dlaczego obawy USA mogą być przesadzone

Analitycy uważają jednak, że Pekin nie posiada ani zdolności, ani realnych planów, by w przewidywalnej przyszłości przejąć kontrolę nad Grenlandią, oddaloną o blisko 8 tys. km od swoich wód. W tekście waszyngtońskiego think-tanku The Arctic Institute „to Alaska, a nie Grenlandia powinna martwić USA w Arktyce” Erdem Łamażapow i Andreas Østhagen przekonują, że decydenci powinni większą uwagę skupić na okolicach Morza Beringa, w pobliżu Alaski, gdzie Chiny i Rosja od kilku lat prowadzą wspólne manewry lotnicze i morskie. Wbrew twierdzeniom Trumpa Pekin nie prowadzi działalności militarnej w okolicach Grenlandii.

Nietrafione są również obawy o zaangażowanie Chin w grenlandzki przemysł wydobywczy. Choć kilka chińskich firm brało udział w poszukiwaniach surowców, faktyczne wydobycie nigdy się nie rozpoczęło. Problemem były głównie wysokie koszty projektów i trudności z pozyskaniem licencji. Obecnie jedyną pozostałą chińską inwestycją jest 7-proc. udział spółki Shenghe Resources w projekcie wydobycia metali ziem rzadkich Kuannersuit na południu wyspy. Projekt ten utknął jednak w martwym punkcie po tym, jak w 2021 r. władze Grenlandii wprowadziły zakaz wydobycia uranu.

Arktyka jako „nowy front strategiczny” Pekinu

Pekin ma jednak poważne ambicje wobec reszty Arktyki. Choć najdalej wysunięty na północ punkt Chin znajduje się aż 1500 km od koła podbiegunowego, to od dekady Państwo Środka uznaje się za „państwo bliskie Arktyce”, a do 2035 r. chce awansować do miana „polarnego mocarstwa”. Pekin widzi w Arktyce – obok przestrzeni kosmicznej, głębin morskich i cyberprzestrzeni – „nowy front strategiczny”. Tak ChRL nazywa obszary, w których nie wykształcił się jeszcze jednoznaczny ład międzynarodowy, co daje możliwość wypełnienia luki i postawienia się Stanom Zjednoczonym.

Ważnym elementem tej wizji jest budowa Polarnego Szlaku Jedwabnego, zakładająca rozwinięcie Północnej Drogi Morskiej, biegnącej wzdłuż rosyjskich wybrzeży Arktyki. Trasa ta może skrócić drogę morską między Chinami a Europą nawet o połowę w porównaniu z rejsem przez Kanał Sueski. Pozwala też na ominięcie kluczowych wąskich gardeł światowego handlu, takich jak cieśnina Malakka czy Morze Czerwone, zdominowanych przez USA i mierzących się z wieloma geopolitycznymi turbulencjami. Pekin planuje uruchomienie regularnych rejsów w tym roku. Na razie jednak żegluga szlakiem arktycznym może mieć tylko charakter sezonowy, od czerwca do października.

Rola Polski w Polarnym Jedwabnym Szlaku

Ważną rolę może tu odegrać Polska. W październiku odbył się pierwszy rejs kontenerowca z Chin do Europy tą drogą. Jednym z czterech europejskich miast, do których zawinął statek, był Gdańsk. „Włączenie polskiego portu do tego dziewiczego serwisu jest kolejnym dowodem na rosnącą rangę Gdańska jako kluczowego hubu logistycznego w regionie” – przekonywał wówczas Port Gdański. Powiązanie z Polską jest tym ważniejsze, że rejs odbył się, gdy przejście graniczne z Białorusią w Terespolu, obsługujące pociągi z Chin do Europy, było zablokowane. Polska jest ważnym krajem tranzytowym dla Chin zarówno na szlaku lądowym, jak i morskim.

Europa patrzy na to z rosnącym niepokojem. Jak we wtorek zauważyła szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, Chiny „nie wykupują jeszcze Arktyki, ale systematycznie zwiększają tam swoją obecność”. Podkreśliła, że szlaki handlowe mogą stać się narzędziem nacisku politycznego nieprzyjaznych państw. – Podobne zagrożenia mogą pojawić się w Arktyce – stwierdziła. Szczególne znaczenie ma tu rosnąca współpraca chińsko-rosyjska. Rosja postrzega Północny Szlak Morski jako swoją strefę wpływów, a Chiny ten status akceptują. To Rosja kontroluje dostęp do trasy, wydaje zezwolenia dla zagranicznych jednostek i odpowiada za eskortę lodołamaczy. Jednocześnie Pekin dostarcza Moskwie tego, czego ta najbardziej potrzebuje: kapitału, technologii i wsparcia w sektorze surowcowym.

Nie tylko Rosja: Zachód musi liczyć się z Chinami

Chiny eksplorują też Arktykę w poszukiwaniu nowych złóż pierwiastków ziem rzadkich, by utrzymać monopol w sferze surowców kluczowych dla zaawansowanych technologii. Własne zdolności w Arktyce rozwijają niezależnie od Rosji. Dziś dysponują flotą pięciu lodołamaczy – Rosja ma ich ok. 50, podobnie jak państwa NATO – ale jeszcze dwie dekady temu nie miały ani jednego. Według Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych takie działania mogą w dłuższej perspektywie doprowadzić do sytuacji, w której Pekin stanie się w Arktyce samodzielnym graczem, nie zawsze kierującym się tymi samymi interesami, co Moskwa. „Dla Zachodu oznacza to, że nie może skupiać się tylko na zwalczaniu Rosji, musi też bacznie patrzeć na Chiny” – przekonują autorzy badania DIIS.