Pomysłem stworzenia wewnątrz Unii Europejskiej nowej struktury politycznej podzielił się Lars Klingbeil, wicekanclerz i minister finansów Niemiec. Tuż przed poniedziałkową wizytą w Polsce polityk rozesłał do rządów pięciu państw list. Klingbeil wyjaśnił w nim, że propozycja powołania grupy E6 jest podyktowana koniecznością stworzenia „silniejszej i bardziej odpornej” Europy. Przekonywał, że trzeba dążyć do „przekształcenia obronności w motor wzrostu” Starego Kontynentu i do stworzenia „Europy dwóch prędkości”.
Polska z trzecim budżetem zaproszona do elitarnego grona
Do wzięcia udziału w spotkaniu organizacyjnym nowej grupy Berlin zaprosił Francję, Hiszpanię, Holandię, Włochy oraz Polskę. Już 28 stycznia zorganizowano pierwszą telekonferencję ministrów finansów zaproszonych państw. – Decydującym czynnikiem jest wzmocnienie naszej konkurencyjności i zdolności obronnych. Znacząco zintensyfikujemy koordynację naszych wydatków na obronność, ze szczególnym naciskiem na wspólne systemy uzbrojenia i wspólne zamówienia – powiedział po konferencji Klingbeil.
Wybór państw zaproszonych do nowego grona nie był przypadkowy. Reprezentują one nie tylko najsilniejsze gospodarki Europy, lecz również najbardziej zwiększają wydatki na obronność. W liczbach bezwzględnych prym pod tym względem wiodą Niemcy, które w budżecie na 2026 r. na kwestie związane z obroną planują przeznaczyć 82,6 mld euro. Kolejne pozycje zajmują Francja (57,1 mld euro), Polska (47,5 mld euro), Hiszpania (34 mld euro), Włochy (32,4 mld euro) i Holandia (26,8 mld euro). Poparcie państw płacących tak wiele na własne bezpieczeństwo może pomóc Niemcom zrealizować kolejny cel, czyli zreformować przyszłe budżety Unii Europejskiej. Berlin chce, aby „wydatki na obronność zostały trwale włączone jako kluczowy priorytet do kolejnych Wieloletnich Ram Finansowych”.
Dotychczasowe inwestycje UE w obronność, oprócz wydatków poszczególnych państw, opierają się głównie na założeniach programu ReArm Europe. Przedstawiony przez Komisję Europejską w marcu 2025 r. zakłada zainwestowanie w obronność do 2030 r. 800 mld euro. Jego pierwszy filar, czyli program pożyczkowy Security Action for Europe (SAFE) o wartości 150 mld euro, już rozdysponowano. Do Polski trafią z niego blisko 44 mld euro na inwestycje w zbrojenia. Do tego dochodzą unijne wydatki z Europejskiego Instrumentu na Rzecz Pokoju (EPF) w wysokości 17 mld euro i 13 mld euro rozdzielone między inne fundusze na lata 2021–2027. Również w projekcie budżetu UE na lata 2028–2034 wydatki na obronność umieszczono w wielu obszarach: m.in. w instrumencie Łącząc Europę, w polityce spójności, w Europejskim Funduszu Konkurencyjności, w Horyzoncie Europa.
Odpowiedź na koncert mocarstw. Czy ucierpi na tym NATO?
Niemiecka propozycja nie jest nowa. Jeszcze w 2012 r. powstała koncepcja, by stworzyć odrębną grupę państw, które przyjęły walutę euro. W obecnym wydaniu, oprócz kwestii obronnych, jest także mowa o „wzmocnieniu międzynarodowej roli euro” i „przyspieszeniu postępów w budowie unii oszczędnościowo-inwestycyjnej”. W ocenie byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, generała Stanisława Kozieja, dzielenie Europy na różne prędkości rozwojowe i integracyjne nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale sytuacja strategiczna dziś jest na tyle napięta, że może nie być innego wyjścia.
– Patrzę na to jako na właściwą reakcję UE na potrzeby strategiczne w nowym świecie, który może zostać zdominowany przez koncert globalnych mocarstw. To odpowiedź na sytuację, kiedy jest potrzeba podejmowania bardziej zintegrowanych, wspólnych działań, a jednocześnie w ramach całej Unii nie można ich podejmować ze względu na opór niektórych członków – mówi Koziej. Podkreśla też, że do grupy inicjatywnej zaproszono Polskę nie tylko jako państwo silne gospodarczo, lecz także jako „magnes przyciągający innych”. Na inicjatywę Berlina przychylnie patrzy też poseł Paweł Suski z Koalicji Obywatelskiej, wiceprzewodniczący sejmowej komisji obrony. – Dobrze by było, abyśmy zawsze byli przy najważniejszych stołach negocjacyjnych, gdzie omawiane są sposoby podniesienia poziomu bezpieczeństwa – mówi poseł Suski.
Nieco mniej optymizmu pomysł wicekanclerza wywołuje wśród polityków Prawa i Sprawiedliwości. Jak zaznacza poseł Michał Jach, należy trzymać się NATO i z rezerwą patrzeć na unijne pomysły zmierzające do zreformowania kwestii obronnych. – Jak Unia Europejska zabiera się za obronność, to mam obawy, że coś tam śmierdzi. Wrogość wobec Stanów Zjednoczonych, wykazywana przez ważnych polityków francuskich i niemieckich, może spowodować nieprzewidywalne konsekwencje – mówi parlamentarzysta.