Najpierw za pomocą dronów paraliżowano niemieckie lotniska, a niedawno podobne obiekty pojawiły się na najnowocześniejszym w Europie systemem obrony przeciwrakietowej Arrow 3. Niemcy zaczęli co prawda strzelać, ale nie na wiele to się zdało. Czemu nagle u naszego zachodniego sąsiada zaczęło się dziać to samo, co u nas lata temu?
Sposób na zastraszenie Niemców
Płk. Grzegorz Małecki: - Najprościej można na to odpowiedzieć, że ktoś coś robi, bo może. Rosjanie zrozumieli, że mogą sobie na takie rzeczy pozwolić. Z jednej strony testują Niemców, z drugiej strony chodzi o wywieranie presji na społeczeństwo niemieckie. Poprzez sianie zagrożenia i niepewności chcą wzmacniać postawy antywojenne w państwie, w którym sytuacja społeczno-polityczna jest dość skomplikowana. Rosyjskie akcje są wodą na młyn ruchów radykalnych, jak Alternatywa dla Niemiec czy Sojusz Sahry Wagenknecht. W Niemczech takie zachowania nie powodują, że społeczeństwo mobilizuje się do wojny, ale wzmacniają narrację, że „to nie nasza wojna”.
Wydaje mi się, że są średnio gotowi. Tam panuje dość skomplikowana sytuacja polityczna. Nakłada się na to trudna sytuacja gospodarcza i praktycznie zerowy wzrost PKB. Niemcy wyciągają wnioski z tego, co się działo u nas, a ich służby są znacznie mocniejsze od naszych. Mają większy potencjał osobowy i finansowy, ale skala zagrożeń u nich jest też nieporównywalnie większa. Oprócz problemu rosyjskiego mają też terroryzm, migrantów, dużą ilość problemów narodowościowych.
W Polsce nie będzie dłuższego oddechu
Rosjanie działają równolegle i nie muszą przerzucać sił z kraju na kraj. Niemcy są po prostu nowym kierunkiem ataku, ale nie zastąpią im Polski. Będą naciskać, bo widzą, że sytuacja jest skomplikowana. Wiedzą, że Niemcy są filarem koalicji chętnych. Chodzi o to, aby je powstrzymać przed poważniejszym angażowaniem się we wspieranie Ukrainy. Widać, że rząd Friedricha Merza dokonał przełomu, jeśli chodzi o zaangażowanie się. Rosjanie chcą wybić mu to z głowy poprzez wywoływanie zaburzeń wewnątrz koalicji rządzącej, aby musiała ona skupić się na innych problemach niż angażowanie się we wspieranie Ukrainy.
W przeciwieństwie do Polski, w Niemczech Rosjanie mają mocne pozycje w wielu środowiskach. Na wschodzie są to sentymenty NRD-owskie, do tego dochodzi duże poparcie w środowiskach gospodarczych. Mamy jeszcze sprawę z wysadzeniem Nord Stream. Część środowisk gospodarczych czuje, że w związku z trudną sytuacją gospodarczą trzeba wrócić do tego, co było wcześniej, czyli do współpracy z Rosjanami. Chcą jak najszybciej doprowadzić do zawarcia pokoju, dać Rosji wszystko, czego chce, i robić z nią biznes tak, jak przez ostatnie dekady. Na tym będą grali.
Rosjanie w Polsce też odnieśli sukces
Teraz to wygląda już na przejście do kolejnej fazy, czyli do bardziej aktywnych działań. Nie sądzę, aby Rosjanom chodziło o to, by otwarcie atakować Niemców i toczyć z nimi wojnę. To bez sensu. Ale już granie na lęku jest jak najbardziej zasadne. Trzeba mieć świadomość, że powtórka z II wojny światowej jest raczej mało prawdopodobna. Ale to właśnie ten obraz utkwił w świadomości społecznej.
Rosjanie grają u nas głównie na sentymentach antyukraińskich. Nie muszą wiele robić, bo sami mamy wystarczająco dużo pokładów zamrożonych postaw ksenofobicznych, na których żerują. Te uśpione zachowania antyukraińskie dzięki Rosjanom dostały tlen. W Polsce nadal istnieje też pewne poczucie zagrożenia wojną, choć nieco się już ustabilizowało. Dynamika była znacznie większa dwa, trzy lata temu. W tej chwili przeszło ono w fazę godzenia się z tą świadomością i przygotowywania się do tego, jak sobie z nią poradzić, gdyby do niej doszło. Wydaje mi się, że u nas panika wojenna minęła, a Niemców dopiero to czeka. Do tej pory to było poza ich świadomością.
Rosjanie osiągnęli niezamierzony efekt w postaci tego, że państwa jednak się zmobilizowały. Europa wyciąga wnioski. Moskwa myślała, że na tyle zastraszy społeczeństwa, by politycy ulegli tym lękom, a tu jednak tak się nie dzieje. Dziś zależy im na tym, aby wykorzystać niestabilną sytuację polityczną w takich państwach, jak Wielka Brytania, Niemcy i Francja, i doprowadzić do zmiany władzy.