Amerykańską operację możemy ocenić z różnych perspektyw, a jedną z nich jest ocena etyczna. W etyce wojny powołujemy się często na filozoficznoprawną teorię wojny sprawiedliwej. Koncepcji tej nie trzeba traktować jako abstrakcyjnej i niemającej przełożenia na rzeczywistość, gdyż od dawna stanowi ona wpływową ramę myślenia o wojnie. Na akademiach wojskowych w wielu krajach wykłada się etykę wojny. Także w Ameryce, gdzie adepci Akademii Wojennej USA, Akademia Marynarki Wojennej USA czy Akademia Sił Powietrznych USA czytają na zajęciach „Wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe” Michaela Walzera – współcześnie podstawową pracę w tym zakresie.
Ius ad bellum, czyli kiedy wolno zaatakować
W teorii wojny sprawiedliwej wyróżnia się zasadniczo dwa elementy: teorię celów (łac. ius ad bellum, dosłownie „prawo do wojny”), która wskazuje na słuszne powody do zaangażowania się w działania zbrojne oraz teorię środków (ius in bello, dosłownie „prawo na wojnie”, określającą, jak wolno postępować na wojnie.
Teoretycy nie są w pełni zgodni na temat zakresu ius ad bellum, niemniej wśród słusznych powodów do udziału w wojnie wymienia się oczywiście samoobronę, ale także obronę państwa trzeciego, które zostało niesprawiedliwie zaatakowane, przywrócenie tego, co utracono po wcześniejszym niesprawiedliwym ataku czy chronienie podstawowych praw człowieka (interwencja humanitarna).
Narkoterroryzm to za mało - wątpliwa samoobrona
Trudno uznać, że atak USA na Wenezuelę spełnia którekolwiek z tych kryteriów. Warunek samoobrony nie jest wyczerpany, ponieważ nawet jeśli założymy, że przemyt narkotyków do USA z Wenezueli jest bardzo znaczący i problematyczny i nawet jeśli uznamy, że rzeczywiście sterował nim sam Maduro i jego generałowie, to trudno uznać, że jest to sytuacja usprawiedliwiająca rozpoczęcie działań wojennych, tym bardziej, że USA z ich potencjałem mogły zwalczać ten problem inaczej niż przez agresję militarną na terytorium Wenezueli i obalenie jej prezydenta.
Ropa czy prawa człowieka? Mit interwencji humanitarnej
Niektórzy uważają jednak, że prawdziwym motywem Trumpa była ropa albo zmiana władzy w Wenezueli. W pierwszym przypadku byłaby to wojna łupieżcza, więc zupełnie niesprawiedliwa. Ale co ze zmianą władzy? To właśnie nadzieja na to, że władzę przejmie ktoś, kto w większym stopniu będzie respektował prawa obywateli i da społeczeństwu możliwość wyjścia z biedy, niesie zwolenników ataku USA. Czy gdyby taki był prawdziwy cel Trumpa, moglibyśmy go usprawiedliwić? Znów odpowiedź będzie negatywna. W kontekście interwencji lub kontrinterwencji Walzer rozważa ich sprawiedliwość i niesprawiedliwość w specyficznych przypadkach: secesji, wojny domowej, a wreszcie interwencji humanitarnej. W Wenezueli nie było dwóch pierwszych sytuacji. A trzecia? Owszem, prawa człowieka były tam łamane, ale nie dochodziło do rażących przypadków, takich jak ludobójstwa czy masowe czystki etniczne, a dopiero one uprawniałyby do interwencji.
Nie będę się tu zajmował „prawem na wojnie”, czyli ius in bello, bo musiałbym pokazać istotne różnice, choćby między wspomnianym Walzerem a innym wiodącym teoretykiem, Jeffem McMahanem. Przyznaję zresztą rację McMahanowi, który twierdzi, że w niesprawiedliwej wojnie nie da się walczyć sprawiedliwie. Zatem zabicie kilkudziesięciu ofiar wśród żołnierzy i cywili w ataku z zaskoczenia nie znajduje żadnej obrony.
Konsekwencjalizm: Kiedy cel uświęca środki
Tyle pokrótce mówi nam teoria wojny sprawiedliwej (z zastrzeżeniem, że w teorii środków opowiadam się za McMahanem, co w gruncie rzeczy niewiele zmienia). Ale może przynajmniej konsekwencje ataku na Wenezuelę będą dobre, jak uważają jego zwolennicy? W etyce istnieje nurt konsekwencjalizmu, który każe nam sądzić, że dobre jest to, co przynosi dobre skutki. Ale skutki ataku na Wenezuelę są nieznane i póki co widzimy więcej zagrożeń niż szans.
Trump mówi różne rzeczy, często sprzeczne i taka jest najwyraźniej jego taktyka. Dopiero czas weryfikuje jego słowa. Niemniej zdążył już powiedzieć, że USA będzie sprawować władzę w Wenezueli przez jakiś czas, bo na razie nie widzi szans na stabilne rządy. Powiedział też, że Ameryka zajmie się eksploatacją ropy w Wenezueli. Nie należy też zapominać, że interwencje USA w dłuższej perspektywie przynoszą często pogorszenie sytuacji albo konserwację ustrojowego status quo.
"Godzina wolności" pod znakiem zapytania
Wbrew wiwatującym na cześć wolności Wenezuelczyków zwolennikom interwencji Trumpa, María Corina Machado, liderka opozycji, która w tym roku otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla, rozpoczęła swoje oświadczenie po ataku słowami: "Wenezuelczycy, nadeszła godzina wolności. Dzisiaj jesteśmy gotowi wyegzekwować nasz mandat i przejąć władzę”. “Wenezuela będzie wolna!” – zakończyła. To nie tylko bardzo zręcznie dobrane słowa polityczki, ale pokazanie, że na wolność trzeba poczekać. Tym bardziej, że Trump rozważa drugie uderzenie w przypadku odrzucenia jego warunków przez wiceprezydent Wenezueli.
Na zakończenie wyobraźmy sobie świat, w którym państwu względnie mniej łamiącemu prawa obywateli wolno atakować państwo naruszające te prawa bardziej. Czy wolno nam zaatakować Łukaszenkę? A Orbana? Czy miałoby to dobre skutki? Czy warto?
dr Paweł Nowakowski – filozof polityczny, politolog, pracuje w Instytucie Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego